Matriarchat, rasizm, wymowa „r” i naturalna męska sylwetka

Słowiańska mandala, autor: Żdan BorodBliska mi żeńczyna zarzuca mi rasizm.

Bliska mi żeńczyna jest specyficzną (przy tym piękną i mądrą) istotą. Ale żeńczyny w ogóle inaczej patrzą na sprawy narodowe, zazwyczaj mniej zajmują się nimi. To naturalne. Gorzej, kiedy żeńczyna widzi coś złego w zajmowaniu się sprawami narodu przez mężczyznę. A to rzeczywiście naturalna działka mężczyzn.

Czasami przewrotnie sam nazywam siebie rasistą, ponieważ interesuje mnie zagadnienie ras ludzkich (na co dzisiaj wciąż patrzy się podejrzliwie). Podobnie nazywam siebie seksistą, bo ciekawią mnie sprawy związane z płcią (obiema płciami). Nie jestem jednak w tych dziedzinach szowinistą. Nie uważam żadnej z ras ludzkich czy płci za lepszą.

Potrzebujemy żeńskiego podejścia do ras. To oczywiście filozoficzne uogólnienie, gdyż także wśród żeńczyn znajdzie się wiele zaciekłych i umiarkowanych nacjonalistek. Żeńskie podejście („miłość ponad wszystko”) jest słuszne. Warto odróżnić je od podejścia, nazwijmy to, matriarchalnego. Jego przykład (a właściwie owoc) widzimy we współczesnej poprawności politycznej i uprawianej globalnie polityce multikulturalizmu. Podejście matriarchalne można zapisać w postaci sylogizmu: skoro miłość stoi ponad wszystkim, to również ponad rasami, a z tego wniosek, że rasy nie mają znaczenia.

Z grubsza rzecz biorąc, to prawda. Tak z grubsza to nic nie ma większego znaczenia, bo wszystko to gra (zabawa) miłości. Pytanie tylko, czy powinno się wylewać dziecko z kąpielą? To akurat mało żeńskie, żeńczyny mają dużo serca dla dzieci. Niemniej dziecko spraw narodowych ocalają głównie mężczyźni.

Żeńczyny, którym trudno to zrozumieć, niech zaufają, że męska natura też jest dobra i równie potrzebna jak żeńska.

Półtora roku temu zamieściłem tutaj długi tekst  pt. „Jak rozpoznać Aryjczyka? Przegląd antropologii fizycznej”. Być może przywrócę go (jeszcze go nie przejrzałem po przerwie). Przy okazji tematu ras znowu wychodzi kwestia powierzchownego i głębokiego spojrzenia (na człowieka i świat).

Powierzchowność dotyczy zarówno przypisywania rasom określonych przymiotów, jak i „rozpoznawania” ras po cechach zewnętrznych. Moim zdaniem każda z ras posiada właściwą sobie mentalność, co nie znaczy, że rasa sama w sobie jest „zła” lub „dobra”. Słowian nazywa się rasą światła. Świetnie, ale przecież patrząc na obecną kondycję duchową większości Słowian można by zapytać, gdzie się podziało to Światło. Widać je lepiej przy spojrzeniu globalnym, mniej przy społecznym. Rasa czarna z kolei ma naturę bardziej instynktowną. Statystycznie cielesność przeważa u niej nad intelektem, dlatego zyskała tak silną pozycję w świecie sportu. Jednak wywodzi się z niej także mnóstwo naukowców, choć może nie tych największych i najbardziej odkrywczych.

Swoją drogą, intelekt w dzisiejszym świecie przecenia się, a w zasadzie „ubóstwia”. To przejaw demonizmu. Gdzie intelekt staje się bogiem, tam mamy do czynienia z odwróceniem porządku. Intelekt to najwyższa sfera świadomości jaszczurów, poza niego nie wyjdą. Z tego powodu są zainteresowani wykorzystywaniem ciał duchowych ludzi. Z tego powodu także ludzie z żydowskimi genami zrobili największe kariery w jaszczurzej cywilizacji. Ludzie z przewagą żydowskiego genotypu cechują się (zazwyczaj!) dominacją intelektu nad innymi sferami osobowości. W pewnej mierze dotyczy to również rasy żółtej, która osiąga najlepsze wyniki w badaniach ilorazu inteligencji. Rasę żółtą nazywa się niekiedy rasą smoków, ponieważ zawiera w swej strukturze genetycznej – to brzmi śmiesznie – smocze geny. Smoki to jeden z rodzajów jaszczurów. Naturalnie, Żydzi i rasa żółta to dwie zupełnie różne linie i intelekt działa u nich w różny sposób.

U Słowian intelekt zajmuje miejsce po środku, między Duchem a instynktami. Tak przynajmniej było w naturze. Przerost intelektu to ego.

Przy okazji warto zaznaczyć, że rasa czerwona stanowi faktycznie zupełnie odrębny naród, niespokrewniony z rasą żółtą. Niektóre plemiona amerykańskie przemieszały się z nią (podobnie jak europejskie), ale nie wszystkie.

Wracam do powierzchowności – tym razem pod kątem dopatrywania się u ludzi cech danej rasy. Co jakiś czas przypomina mi się pogląd, według którego Żydzi nie wymawiają „r”. To dosyć udany przykład, zwłaszcza że posiada kiepskie podłoże w rzeczywistości. Tak, na pewno znajdziemy wiele osób żydowskiego pochodzenia, które wymawiają „r” niewyraźnie. A jeszcze więcej takich, które artykułują je bez żadnego problemu. I to nie jakichś tam „kryptożydów”, ale zupełnie oficjalnych i udokumentowanych.

W tej wymowie „r”, jak w wielu stereotypach, tkwi ziarno prawdy. „R” to wibracja, najsilniej wibrująca, wirująca głoska, to „Ra” języka. Język bez „r” zostaje pozbawiony poważnej części swojej wibracji. W angielskim, francuskim i niemieckim wymowa „r” jest zniekształcona. Angielski to język obojnaczy (nie ma w nim rodzajników) i zubożony (są tylko dwa przypadki itd.), stąd stał się podstawowym lingwistycznym narzędziem globalizacji i wynarodowienia, to język kolonialistów. Francja przez wieki przedstawiała sobą ognisko europejskiego zepsucia. Germanizacji używano do dławienia Słowiańszczyzny.

Niewyraźna artykulacja „r” może mieć różne podłoże. Jak zawsze prawdziwa przyczyna spoczywa w umyśle. Nie musi to wynikać z uwarunkowań genetycznych. Takie kryteria są zwodnicze, pozostawiają zbyt obszerny margines błędu.

Ktoś kiedyś nazwał Puszkina Murzynem, bo miał czarnoskórego pradziadka od strony matki (być może, zostały mu po nim mocno kędzierzawe włosy). Od pewnego (rozsądnego, wydawałoby się) młodziana, słyszałem, że grupa krwi B to grupa „indiańska”, a zero „afrykańska”. Słowiańska to natomiast wyłącznie A. Ehe.

Jak coś, to ja mam grupę A, tak że git, a „r” wymawiam jak brzytwa. Można się dowartościować.

Takiej jakości informacje sieją więcej zamętu, niż przynoszą pożytku. Zwłaszcza, że cała okultystyczna machina, która stworzyła religie i wynaturzoną cywilizację, to dzieło Ariów. Najczystszych genetycznie Ariów. Przecież jaszczury nigdy nie opanowałyby Ziemi bez naszej pomocy. Wystarczyło kilku, którzy dogadali się z jaszczurami.

Dla jednych to będzie następny dowód na to, że biała rasa jest najmądrzejsza. Dla matriarchistów będzie to z kolei wspaniała pożywka przeciw białym ludziom, ale pamiętamy już, że nie ma co wylewać dziecka z kąpielą, jak to robią miłośnicy matriarchatu (oni tak bardzo kochają dzieci, że miłość do dzieci stała się dla nich ważniejsza od samych dzieci).

Są ludzie u których trudno określić jednoznacznie przynależność do rasy. Są też tacy, przy których nie ma z tym kłopotu, dlatego zachowujemy to nasze kochane rasowe dziecko w balii słowiańskiego światopoglądu.

Na koniec zagadka: jak wygląda naturalna, prawidłowa męska sylwetka? Czy jest bliższa mężczyźnie po treningu na masę, na rzeźbę, czy takiemu bez specjalnie rozwiniętej muskulatury?

Bliskiej mi żeńczynie chyba nie spodoba się ten tekst. Dziękuję, jeśli ktoś dotrwał do jego końca. Pozdrawiam ciepło.

Żdan Borod

Słowiańscy Bogowie i Boginie. Kosmologia słowiańska

Bogowie słowiańscy

Wpis autorstwa Nażyra Ludowita.

Artykuł ten ma być zwięzłym uporządkowaniem wiedzy na temat słowiańskich Bogów. Informacje do niego czerpane były w dużej mierze z książek Koszuny Finista Aleksieja Trehlebowa oraz Mitologia Słowian Czesława Białczyńskiego, a także z szeroko pojętej literatury ezoterycznej. Autor artykułu rozumie Bogów jako pierwotne byty, które wyłoniły się w momencie Stworzenia. Ostatecznie jest więc tylko Najwyższy Bóg (Rod) i Jego Stworzenie. Stworzenie ma wiele poziomów, a ostatnim z nich, najbardziej zagęszczonym i skondensowanym, jest Przyroda (ta, która jest przy Rodzie), czyli Rodżana (żona Roda, materia „opleciona” wokół Boga, uporządkowana przez Niego). Królem Boskiego Stworzenia jest zaś Człowiek. Zawiera on w sobie wszystkie energie Wszechświata – wszystkie Świetliste energie utrzymujące Świat w ładzie (władające nim) obecne są w Człowieku.

Jeśli chodzi o różne imiona Bogów, szczególnie te zaczerpnięte z tradycji wedyjskiej, to należy zaznaczyć, iż podane są one czasami jako synonimy, a czasami jako aspekty danego bytu lub energie blisko z nim związane. Autor artykułu nie jest bynajmniej specjalistą od literatury wedyjskiej i nie posiada wiedzy o wszystkich filozoficznych niuansach, jakie są w niej zawarte; jednakże pewne związki i analogie między pojęciami wydają się dość oczywiste.

Niniejszy teskt, a tym bardziej załączony do niego schematyczny wykres, celowo sporządzone są w sposób uproszczony – mają służyć bowiem pomocą w uporządkowaniu podstawowych pojęć, stworzenia kręgosłupa, fundamentów słowiańskiego obrazu Świata. Życie we Wszechświecie jest bardzo bujne, bardzo bogate, toteż można by takie „drzewo Bogów” rozwijać niemal w nieskończoność dodając do niego byty pomocnicze, energie pokrewne, rozróżniać różne aspekty tych bytów, itd. U Czesława Białczyńskiego na przykład istnieje 88 lub 89 Bogów, a do tego ogromna liczba innych stworzeń (jak chociażby różnorakie duchy przyrody) – oddaje to dobrze obfitość, jaka panuje wśród Boskiego Stworzenia.

Na koniec wstępu chciałbym przypomnieć jeszcze słowa Aleksieja Trehlebowa, że mitologie są bajkami opowiadanymi różnie w róznych stronach, a sam słowiański obraz życia cechuje brak dogmatyzmu. Nie ma więc sensu spierać się o szczegóły i pojęcia (które są poniekąd istotne, bo niosą ze sobą znaczenia; należy jednak pamiętać, iż stanowią one jedynie intelektualną interpretację rzeczywistości, która poza intelekt wykracza). Jeśli ten artykuł pomoże uporządkować informacje, połączyć ze sobą różne – czasami na pozór nieprzystające do siebie – koncepcje, rozjaśnić świat Bogów dla kogoś, kto czuje się pośród natłoku pojęć zagubiony – autor będzie więcej niż rad.

Rozważmy kolejno poziomy Boskiego Stworzenia (Prawi, Sławi, Nawi i Jawi) przyjmując, że Pierwszym Stwórcą i Początkiem Wszystkiego jest Rod – Najwyższy Bóg, Pierwotne Światło, Jeden Bez Wtórego, Ra, Brahman (w Wedach Słowiano-Aryjskich: Ra-M-Ha). On jest wszystkim, co istnieje – nie ma czegoś, co by Nim nie było, a zarazem nic nie jest Nim w całości.

Prawi

Świętowit – Świadomość Kosmiczna, Brahma, Purusza, Białobóg, Ramhat, Duch, esencja energii jang. W człowieku: ciało atmiczne (atman).

Żywia – Pierwotna Energia, Ocean Kosmicznej Informacji, Siwa, Prakriti, Czarnobóg, Inglia, esencja energii jin. W człowieku: dusza (dźiwa).

Dusza w człowieku, według Bhagavadgity, umieszczona jest na poziomie serca i ma średnicę jednej dziesięciotysięcznej grubości włosa. Jest to właśnie pojedyncza kropelka pobrana z tego oceanu kosmicznej infomacji (cała informacja jaka kiedykolwiek istniała i będzie istnieć we wszystkich rzeczywistościach), stąd np. w inglizmie mówi się, że bogini Żywia daje każdemu przy narodzinach duszę.

Warto zatrzymać się na chwilę przy hinduistycznym Siwie. Płciowość Bogów jest poniekąd umowna, nie jest jednak przecież bez znaczenia. Bóstwa władające energią jang zwykło się przedstawiać jako męskie, energią jin jako żeńskie. Można założyć, że męskość Siwy została przyjęta po to, aby utrzymać patriarchalny obraz religii, która w istocie czci na pierwszym miejscu element żeński. Aby – pomimo zmiany płci – zachować u Siwy żeńskie atrybuty, przydano mu żonę Śakti, która ma kilka postaci, m.in. Kali i Parwati. Symbolizuje to władanie żeńską energią. Był to z pewnością już ten etap, kiedy zarówno świadomość ludzka, jak i stosunki społeczne zaczęły ulegać degeneracji. Sama Pierwotna Energia, Ocean Kosmicznej Informacji, jest niejako chaosem. Dopiero element jang – Świadomość, rozróźnia i porządkuje tę informację (z kolei bez Pierwotnej Energii nie mogłoby powstać Życie; Żywia jest niejako dawczynią budulca, z którego życie powstaje). Demony czczą chaos, odrzucają Świadomość. Stąd właśnie powstały niektóre wynaturzone, demoniczne formy siwaizmu (podobnie złowrogi charakter zdaje się mieć Czarnobóg). Oczywiście nie ma nic złego w czczeniu bogini Żywii, wręcz przeciwnie. Jednakoż, jak to dobrze ujął Trehlebow: należy podlewać całe drzewo, a nie pojedyncze listki czy gałęzie.

Wyszeń – Kosmiczna Inteligencja, Kosmiczny Umysł, Wisznu, Mahat. W człowieku: ciało buddyczne (buddhi, czyli ciało inteligencji). Wyszeń, łącząc energie jin i jang, tworzy nasz Wszechświat.

Te trzy Bóstwa świata Prawi tworzą słowiańskiego Trygława (i analogicznie Trimurti w hinduizmie).

Sławi

Świat Sławi jest rozwinięciem (czyli odbiciem na kolejnym, bardziej zróżnicowanym informacyjnie poziomie) najbardziej pierwotnych, podstawowych praw zapisanych w świecie Prawi. Świat Sławi zamieszkuje wielu Bogów, można by powiedzieć, że ile ciał niebieskich, tylu Bogów. Wielu z nich zajmuje się tworzeniem własnych egregorów. W człowieku narzędziem służącym do poruszania się w polu informacyjnym świata Sławi jest ciało przyczynowe (kołubie). Pierwsi Bogowie świata Sławi, władający (tzn. utrzymujący w ładzie) naszą rzeczywistością to:

Swaróg – władca naszej Galaktyki, jest odbiciem (synem) Wyszenia w naszym świecie.

Dadźbóg – Słońce, władca Układu Słonecznego.

Perun – władca energii elektrycznej (światła elektrycznego), niektórzy wiążą go z kryształem-jądrem Ziemi. Jest opiekunem wojowników oraz męskich cech i zajęć w ogóle.

Łada – rdzeń la oznacza duszę, miano „Łada” można by więc również rozumieć jako „dająca duszę” – tutaj już na kolejnym poziomie. Jest ona przejawieniem żeńskiej energii jin w świecie Sławi, opiekunką żeńczyn i żeńskich przymiotów, takich jak piękno, uczucia, łagodność. O kimś, kto ma te energie zablokowane w sobie mówi się, że jest „bezduszny”.

Mokosz – władczyni losu, czyli prawa karmy. Jeśli człowiek osiągnie stan wyzwolenia od karmy (tzn. włada własną karmą), mówi się, iż osiągnął świadomość Mokoszy, czyli mokszę. Mokosz jest również opiekunką kobiecych zajęć. Jej córki-asystentki to Śrecza (Dola, bogini dobrego losu i pomyślności) oraz Nieśrecza (Niedola).

Nawi

Świat Nawi jest światem energetycznie wtórnym, to znaczy energia znajdująca się w tym świecie pochodzi albo z poziomu wyższego świata Sławi (naprzykład kiedy Bogowie tworzą swoje egregory, w świecie Nawi powstają odpowiadające im obszary – rajskie krainy różnych religii itp.), albo z poziomu Jawi (ludzie zasilają świat Nawi swoimi wyobrażeniami oraz emocjami). Władanie światem Nawi odbywa się więc z wyższego wibracyjnie (energetycznie) świata Sławi.

Nawi dzieli się na dwa poziomy: wyższy i niższy (lub męski i żeński).

Wyższy poziom to tzw. świat mentalny, świat obrazów, wyobrażeń. Władcą energii tego świata jest Weles. Do poruszania się w obszarze tego świata służy człowiekowi ciało mentalne (kłubie). Weles uważany jest więc zarówno za Boga bogactwa (oraz bydła, które niegdyś było uważane za wyznacznik statusu materialnego) – jako że ciało mentalne Człowieka odpowiednio użytkowane w istocie jest swoistym narzędziem „spełniającym życzenia”, jak i łącznika z Przodkami i ich mądrością (jako że Wyższe Nawi zamieszkiwane jest przez wielu czcigodnych Przodków naszych). W części świata mentalnego zwanej Kroniką Akaszy zapisana jest zaś cała informacja o dziejach naszego Świata.

Nizszy poziom to tzw. świat astralny – świat emocji (w odróżnieniu od wyższych wibracyjnie i czystych uczuć). Człowiek porusza się po jego obszarze za pomocą ciała astralnego (ciała nawi). Światem tym włada bogini Mara. Stąd uważa się ją za władczynię upiorów i duchów, chociaż niższe Nawi, czyli świat astralny, również ma swoje poziomy energetyczne i nie wszystkie duchy go zamieszkujące są koniecznie upiorami czy demonami. Przyjęło się również uważać Marę za boginię śmierci, jako że jest to pierwszy z subtelnych światów, do którego wędrują dusze po śmierci. Przechodzą tam one oczyszczenie karmy. Toteż święte dusze (czyli te, które nie nagromadziły podczas wcielenia ciężkiej energii astralnej), zaglądają tam na bardzo krótko albo wcale i wędrują do światów mentalnego lub wyższych. Niektóre zagubione dusze potrafią błąkać się po astralnych krainach całe wieki, a czasami jakiś fragment duszy może pozostać w świecie astralnym nawet po wcieleniu się reszty energii duszy w nowe ciało fizyczne. Faktem jest też, że świat astralny jest ze wszystkich światów energetycznych najbardziej nietrwały i iluzoryczny. Nazwa „marzenia” odnosi się właśnie do czegoś nierealnego, złudnego, ulotnego (chociażby marzenia senne, które zazwyczaj są właśnie błąkaniem się po krainach świata astralnego, jakkolwiek istnieją oczywiście sny zawierające informacje z wyższych energetycznie poziomów).

Swoistym łącznikiem między światami Nawi i Jawi jest Bóg Księżyca, Chors. Aktywność Księżyca ścisle związana jest właśnie z mentalną i emocjonalną sferą funkcjonowania Człowieka. Księżyc w dużym stopniu reguluje również ziemską biosferę, która jest niejako psychiczną energią Ziemi.

Pomimo tradycyjnego przeciwstawienia sobie Słońca i Księżyca jako jang i jin, energia księżycowa jest jednak energią słoneczną, energią jang – tyle, że w jej aspekcie jin (dlatego Chorsa uznaje się nieraz za bóstwo słoneczne). Jeśli istnieje biegun jin dla słonecznej energii jang, to jest nim energia Ziemi, a nie Księżyca. Dlatego w tradycji słowiańskiej Bogiem Księżyca jest męski Chors (w przeciwieństwie np. do rzymskiej Luny czy greckiej Selene).

W tym miejscu chciałbym jeszcze usprawiedliwić nieobecność na powyższym „drzewie” prominentnego poniekąd w słowiańskich kręgach Boga Kryszenia, chociaż w jego temacie panuje niejakie pomieszanie (naprzykład Aleksiej Trehlebow w Koszunach Finista utożsamia go z Koładą, a Czesław Białczyński w pierwszym tomie Mitologii Słowian – z Kupałą). Według Bhagavadgity Kriszna (dość zgodnie uważany za słowiańskiego Kryszenia) jest wcieleniem Wisznu, czyli Wyszenia, a więc w tym wypadku nie za bardzo jest sens uważać go za odrębne bóstwo. W innej swojej wypowiedzi Trehlebow tłumaczy, iż Kryszeń jest młodym Bogiem świata Sławi, i ta wersja wydaje się przekonująca, jest ona zresztą w grunice rzeczy zgodna również z przesłaniem Bhagavadgity. Jak wspomniałem, świat Sławi zamieszkuje wielu Bogów, w tym także Bogów młodych, którzy często zajmują się tworzeniem własnych wyznań i egregorów. Kryszenia można więc za takiego „awatara” uważać i chyba (zachowując cały szacunek do jego postaci) nie ma sensu nadawać mu jakiegoś szczególnego miejsca na drzewie Bogów. Idąc tym tropem mogliby się na nim pojawić również chociażby Jezus i Budda. A swoją drogą, mnie osobiście zastanawia pokrewieństwo tych trzech wyrazów: Chors, Kryszeń, Chrystus. Wszystkie można połączyć wspólnym rdzeniem krs lub chrs, którą to wymienność dość łatwo uzasadnić. Być może jest to kombinowanie, ale jako Słowianin zwracam uwagę na słowa. Kṛṣṇa w sanskrycie znaczy czarny, a samo to słowo odnosi się również do ubywającej fazy Księżyca właśnie. Zarówno Kriszna jak i Chrystus byli założycielami religii, które w istocie są kultami księżycowymi. Chociaż Jezus, którego imię oryginalnie brzmiało Isa, nie założył chrześcijaństwa ani islamu, to jednak jego nauki – nawet jeśli bardziej lub mniej zniekształcone – legły u podstaw obu. Poza tym wszystko wskazuje na to, iż jego celem było właśnie stworzenie „białomagicznej” religii dla Żydów, która miałaby im zastąpić dotychczasowy czarnomagiczny judaizm.

Jawi

Człowiekowi do funkcjonowania w świecie Jawi potrzebne są dwa wehikuły: ciało jawne (fizyczne) oraz ściśle z nim powiązane ciało energii (eteryczne, ogniste, praniczne, ciało żagie).

Głównymi władcami (czyli, przypomnijmy raz jeszcze, utrzymującymi go w ładzie, w równowadze) świata Jawi jest czterech Bogów stron, pór i żywiołów (elementów). Nazywa się ich więc również władcami czasu i przestrzeni.

Kołada – jest Bogiem zimy, północy, oraz żywiołu wiatru/powietrza/gazu.

Jaryło – Bóg wiosny (stąd np. rośliny jare), wschodu (kojarzony również ze wschodem Słońca, a także odrodzeniem się Słońca na wiosnę – uznawany więc często za bóstwo słoneczne), oraz żywiołu ognia (wyrażenia: jarać, jarzyć)/światła.

Kupała – Bogini lata, południa, żywiołu wody/cieczy.

Siem (czyli nasza Mateńka Ziemia) – to Bogini jesieni (w czasie jesieni zaczyna dominować energia jin związana z Ziemią, a Przyroda oddaje Ziemi materię, aby powstało z niej nowe życie), zachodu, żywiołu ziemi/ciała stałego.

Żywioły materialne można również połączyć ze zmysłami, których jest pięć. Piątym żywiołem zaś według nauki wedyjskiej jest eter. Utrzymuje on cztery główne elementy w równowadze. Włada nim Bogini Rodżana (Przyroda), ona też czuwa nad harmonijnymi zmianami pór roku (około dwutygodniowe okresy przejściowe między porami). Jeśli chodzi zaś o przestrzeń, to opiekuje się ona środkiem, centrum, miejscem tutejszym. Można powiedzieć, że jest ona zwierzchniczką Bogów stron, pór i żywiołów. Włada ona energią życiową (prana), którą przepełniona jest cała Przyroda.

W ten sposób całe Boskie Stworzenie zawiera się między Rodem a Rodżaną – między Bogiem i ostatecznym ogniwem Jego Stworzenia – Przyrodą. Najdoskonalszym stworzeniem pośród Przyrody, obrazem Boga wśród niej – jest Człowiek.

Nażyr Ludowit

Przepływ energii między płciami. Po co nam związki

Michaił Wasiliewicz Niestierow: Za eliksirem miłości, 1888

Dlaczego dawniej to kobiety gotowały, prały i sprzątały? Bo były zniewolone przez mężczyzn, nie miały żadnych praw i perspektyw! – wykrzyknie niejedna współczesna, „wyzwolona” niewiasta. Szanując poglądy feminizujących dam, pozwolę sobie przedstawić mniej jednostronne i agresywne, a bardziej całościowe i pojednujące spojrzenie na sprawę.

Oczywiście, w wielu domostwach nadal głównie płeć żeńska odpowiada za wyżej wymienione obowiązki, jednak podział ról zrelatywizował się. Kiedy żona ma „ważniejsze” rzeczy do załatwienia, kochający mąż wyręcza ją w tych trudach. Zdarza się, że nie wyręcza, a kobieta musi się niemal rozdwoić, by podołać pracom w mieszkaniu i poza nim.

Wróćmy wyobraźnią do czasów, kiedy maszyny nie stanowiły najistotniejszej części inwentarza, a większość zajęć w domu wykonywało się ręcznie. Oto żeńczyna pierze na tarze koszulę swojego wybranka. Nie czuje się niewolnicą, nie słyszała jeszcze o czymś takim, jak „równouprawnienie”. Międląc ubranie wędruje w duchu do swego lubego, myśli ciepło o ich wspólnym życiu, dzieciach, codziennych radościach. Takie pranie to rodzaj medytacji, a żeńczyna jest prawdziwą joginką. Dzięki mocy jej miłości koszula, którą pierze, stanie się dla męża zbroją i amuletem. Miłość to najpotężniejsza siła w całym kosmosie.

Dzisiaj żywe, tętniące energią ręce zastępuje pralka. Taką cenę płacimy za uzależnienie od cywilizacji: im więcej urządzeń, tym mniej miłości. Lecz jeśli żeńczyna z miłością włoży ubranie do pralki, z miłością je rozwiesi, z miłością wyprasuje i ułoży w szafie – mężczyzna również to odczuje. Żona jest energetyczną strażniczką męża, a miłość to najsilniejsza energia wszechświata.

Pewna pani zapytała mnie kiedyś: Ale dlaczego to kobieta ma dawać miłość mężczyźnie, umieszczać ją w praniu, w naczyniach, w zupie i chronić go? Tak jakby mężczyzna sam nie miał miłości.

To prawda, mężczyźni mają w sobie tyle miłości, co i żeńczyny. Ilość miłości w człowieku nie zależy bowiem od płci, a od stopnia rozwoju duchowego. Sprowadzając to pytanie do sedna należałoby zapytać: w takim razie po co w ogóle nam związki?

Spotykam się czasem z opinią, iż płeć ma znaczenie jedynie w łóżku, gdyż wszystko inne poza uciechami cielesnymi możemy robić w pojedynkę. Taki pogląd okazuje się jednak niedorzeczny, ponieważ doznania erotyczne także możemy przeżywać zupełnie sami, nie wspominając o lansowanych jako „nowatorskie” i „niestereotypowe” związkach jednopłciowych. Może więc jednak płeć posiada jakiś głębszy sens niż tylko wzajemne zadowalanie się?

Tak jak cielesny onanizm czy homoseksualizm nie przyniosą owocu w postaci potomstwa, tak będzie też w każdej innej sferze egzystencji. Płeć ma wymiar nie tylko fizyczny, ale również psychiczny, energetyczny i duchowy – jak całe życie. To dlatego żeńczyna spełnia się jako strażniczka energetyczna męża, a mężczyzna jako duchowe oparcie żony, jej duchowy przewodnik. Chodzi o przepływ energii między płciami, wymianę energii seksualnej (mającej różną jakość u obu płci) na wszystkich płaszczyznach, o współdziałanie energii męskiej i żeńskiej, które napędza rozwój człowieka.

Z tego wniosek, że współczesna degradacja relacji między kobietą i mężczyzną ma swoje podłoże w braku wyższej świadomości, ugrzęźnięciu w materializmie i instynktach. Bez wiedzy o subtelnych poziomach istnienia nawet powrót do tradycyjnych ról rodzinnych pozostanie swego rodzaju handlem, w którym kobieta sprząta, gotuje i oddaje się mężowi, a mąż za to przynosi jej pieniądze.

Jedna ze starosłowiańskich nazw miłości to lubość. Sylaba „lu” oznacza „ludzi”, a „bo” – „Bogów”. Znaczenie tego słowa można wyjaśnić jako: „ludzie jak Bogowie”. Na takim poziomie świadomości może zaistnieć prawdziwa miłość. Nasze współczesne określenie miłości, jest trochę zbyt ogólne. Oczywiście, miłość sprawia, że jest miło, ale nie tylko.

Im więcej cywilizacji, tym mniej miłości (lubości). Życie bezpośrednio w Przyrodzie uwalnia ludzi od niepotrzebnych zajęć, przez co relacje rodzinne stają się pełniejsze. To nie mężczyźni uwięzili i zamknęli kobiety w domach, a cywilizacja i materializm. Podobnie zniewoliły one i mężczyzn: bo co to za wolność, być większość dnia poza domem i harować na utrzymanie rodziny.

Natychmiastowy powrót bezpośrednio do Przyrody zakrawa na niemożliwość, nie tylko ze względu na nasze przyzwyczajenia wynikające z wielowiekowego odejścia od niej, lecz także z uwagi na stan, w jakim znajduje się obecnie sama Przyroda, a przede wszystkim na sztywne „systemowe” struktury. Myślę, że warto stosować metodę małych kroków, nie spieszyć się, a jednocześnie nie ociągać. To znaczy: współczesne warunki nie powinny stanowić wymówki dla zdegradowanych relacji. Wybraliśmy sobie takie okoliczności życia, więc cieszmy się nimi, ale nie musimy przy tym popadać w bylejakość i odkładać powrotu do Przyrody i dobrych związków na „świętego nigdy”.

Żdan Borod

Wypisy z doktora Miszry: prawa umysłu

dr Rammurti Szriram Miszra (Śri Brahmananda Saraswati)

Źródło: Rammurti S. Mishra, Fundamentals of Yoga, Julian Press, Nowy Jork 1959. W Polsce pozycja wydana w tłumaczeniu Michała Uroczyńskiego przez Polskie Towarzystwo Higieny Psychicznej w 1985 roku oraz dziesięć lat później przez wydawnictwo Trickster z Sosnowca.

Podstawowa przyczyna wszelkich zjawisk mentalnych to sugestia. Cały kosmos jest niczym innym jak sugestią; dzięki niej istnieje świat. Ona jest najstarszą i najpotężniejszą siłą przyrody. Ciągle, w każdej chwili poruszamy się dzięki naszej sugestii. Najpierw myślimy, potem zaś działamy.

Cała aktualna wiedza i to, co poznać zamierzamy, staje się naszą własnością dzięki sile sugestii. Nawet takie poznanie, które wydaje się nam bezpośrednie i spontaniczne, zachodzi dzięki mocy sugestii pierwotnej energii twórczej, dzięki wszechmocnemu, wszechobecnemu i wszechwiedzącemu Kosmicznemu Umysłowi – Kosmicznej Inteligencji Najwyższego. Wszelka wiedza była tutaj przed tobą i przed powstaniem tego świata. Będzie ona trwała wiecznie – przetrwa ciebie i świat. I to także stanie się za sprawą wielkiej siły sugestii.

Prawo sugestii, prawo boskiej woli jest niezawodne i absolutne. Cały ten świat: ignoranci i mędrcy, bogaci i biedni, wielcy i mali, młodzi i starzy, wszystko co żywe i martwe podporządkowane jest prawu sugestii. Nie ma wyjątku od tej reguły. Prędzej czy później każda sugestia powoduje określony skutek. Złe czy dobre, życie nasze rozwija się według naszej nieustannej sugestii.

Nieustannie nadajemy i odbieramy sugestie za pośrednictwem naszych zmysłów. Dziecko rozpoznaje miłość lub gniew w oczach swych rodziców. Korzystając z oczu i uszu, czytamy pisane sugestie i słuchamy w szkole wykładów. Dzięki nozdrzom wąchamy przyjemne lub przykre zapachy, zaś przez skórę czujemy dotyk i temperaturę. Te i podobne sugestie zwą się sugestiami zmysłowymi.

Gdy sugestię powtarza się wyłącznie w myśli, jest to sugestia mentalna. To najsilniejszy rodzaj sugestii.

W różnych rodzajach sugestii posługujemy się siłą umysłu i myślami, które są podstawą wszelkiej sugestii. Nikt nie wypowiedziałby słowa ani nie uczynił gestu, gdyby nie było to wynikiem jakiejś myśli. Słowa i czyny są tylko narzędziami myśli, którą wyrażają. A zatem wszystkie sugestie są kontynuacją sugestii mentalnych: powstają w umyśle i w umyśle się roztapiają. Podstawa wszystkich sugestii, sugestia mentalna, jest niezależna.

Sugestie mentalne są tak rzeczywiste jak otaczający nas wszechświat. Myśli są przedmiotami i przedmioty są myślami. Energię tworzy i kontroluje umysł. Sugestia mentalna jest najpotężniejszą siłą na świecie. Umysł to wszechświat, a wszechświat to manifestacja Kosmicznego Umysłu. Myśl jest materią i wszystkie rzeczy materialne są jedynie ekspresją umysłu.

Fal mentalnych, siły mentalnej nie wiążą przyczyny, skutki, czas i przestrzeń. Fale twojego umysłu mogą docierać do gwiazd oddalonych o miliony kilometrów. W jednej chwili możesz przekazać twe myśli osobie, która znajduje się daleko od ciebie. Możesz poznawać zdarzenia minione i przyszłe w podobny sposób, jak na rozłożonej mapie przemierzasz różne kraje.

Kiedy trapią nas zmartwienia, dzieje się to za sprawą sugestii naszego umysłu. Czujemy się zniewoleni i bezsilni. A przecież możemy sobie umysł podporządkować i stać się wolni. Ulegając sugestiom własnego umysłu, ludzie skazują siebie na cierpienie. Wszelkie sugestie winny być podporządkowane autosugestii. Muszą być aprobowane, jeśli są zgodne z autosugestią i odrzucane, jeśli jej przeczą.

Gdy fale mentalne wyłaniają się z umysłu podświadomego, mamy do czynienia z sugestią, kiedy zaś następnie przyjmują postać idei, wyobrażeń itp., stają się wówczas częścią świadomego umysłu i osobowości człowieka, który działa i reaguje właśnie pod ich wpływem. Jasne jest teraz, że za sprawą autosugestii siła mentalna gromadzi się, aby wytworzyć jakikolwiek nawyk. Wszelkie sugestie mentalne, słowne czy środowiskowe działają za pośrednictwem autosugestii. Możemy więc powiedzieć, że wszelkie sugestie są autosugestią. Człowiek nie może wykonać żadnej pracy, jeśli nie wzbudzi w sobie odpowiednich sugestii. Ludzkie obawy, cierpienia i choroby zależą również od autosugestii.

Autosugestia jest najlepszym i najskuteczniejszym lekarstwem. Dzięki niej człowiek może pozbyć się lęku przed bólem i cierpieniem, usunąć ze swego umysłu konflikty, zwyciężyć śmierć i wyzwolić się z wszelkich więzów.

Energia podświadomego umysłu jest bardzo rozproszona i nieustannie źle wykorzystywana przez autonomiczny układ nerwowy. W czasie niezliczonych wcieleń wysyłaliśmy do naszej podświadomości materialistyczne sugestie, dlatego teraz nasza wola nie ma wpływu na wiele funkcji psychofizycznych. Popadliśmy w hipnozę przez nasze własne błędy i fałszywe sugestie, uważając siebie wyłącznie za ciało, mimo że prawdziwa nasza natura jest wieczna, wszechwiedząca, wszechmocna i wszechobecna.

Praktykując jogę może człowiek pozbyć się hipnotycznego stanu, w który popadł przez destruktywne autosugestie – może osiągnąć naturalny, zdrowy stan umysłu. Praktyka jogi jest dehipnotyzacją. Ludzie sami przysparzają sobie cierpień i przez szkodliwe autosugestie wpędzają się w nieszczęścia. Wiele współczesnych filmów, telewizja, powieści sensacyjne współdziałają z tymi negatywnymi sugestiami.

Świadomy umysł jest przyczyną niewoli lub wolności Jaźni. Gdy skłania się ku przyziemnym, materialnym zainteresowaniom, Jaźń popada w niewolę. Kiedy jednak zwraca się ku wyższemu, duchowemu życiu, Jaźń zostaje wyzwolona.

Świadomy umysł może zmienić truciznę w nektar i nektar w truciznę, wybrać niebo lub piekło, życie lub śmierć, nieśmiertelność lub śmiertelność. Posiada od wszelkie możliwości, aby stać się najwyższą drogą wiodącą do Boga i jest zdolny ciążyć ku destrukcji.

Wszystkie niewolitywne funkcje ciała kontrolowane są przez umysł podświadomy (np. mięśnie niezależne od woli, narządy wewnętrzne, praca serca, płuc, nerek i gruczołów dokrewnych, przemiana materii). Umysł podświadomy pracuje nieprzerwanie, w stanie czuwania, snu zwyczajnego i głębokiego, podczas szoku, omdlenia, śpiączki itd.

Kiedy umysł podświadomy przejmuje na siebie kierowanie wszelkimi funkcjami, mówi się, iż człowiek staje się nieświadomy.

Umysł podświadomy jest zbiornikiem wszelkich przeżyć, doświadczeń i wspomnień. Projektuje je w takich stanach świadomości jak czuwanie i sen.

Do podświadomego umysłu mają dostęp wszelkie sugestie słowne, mentalne i środowiskowe.

Kiedy umysł świadomy i podświadomy jednoczą się w harmonii, tworzą wówczas umysł nadświadomy.

Umysł nadświadomy posiada wieczny byt, wieczną mądrość, pokój i szczęśliwość. Sprawuje on kontrolę nad innymi umysłami.

Zapamiętaj: wszystkie stany umysłu poza nadświadomym są względnie rzeczywiste, są bowiem uwarunkowane. Bezwzględnie i trwale rzeczywisty jest tylko stan nadświadomości. Kiedy nadświadomy stan ukaże się na czystym niebie twojego umysłu, wszystkie inne stany rozproszą się, tak jak noc rozpraszają narodziny dnia.

Nadświadomość jest istotą i ukoronowaniem wszystkich stanów umysłu. Joga ma za zadanie dopomożenie uczniowi w osiągnięciu stanu nadświadomości.

Musimy zrozumieć nasze codzienne życie i ogromną rolę umysłu podświadomego. Każdy dzień naszego życia wypełniony jest pohipnotycznymi sugestiami. Bez przerwy sugerujemy sobie przyszłą pracę; zaraz po porannym przebudzeniu wypełniamy podświadomy umysł sugestiami zajęć na cały dzień. Podczas studiów dajemy sugestie pomocne w uzyskaniu dyplomu czy tytułu naukowego. Gdy układamy jakikolwiek plan, sugerujemy sobie przeróżne przyszłe działania. Bez przerwy hipnotyczne sugestie! Chcąc uwolnić się od tej hipnozy musimy zastosować silne sugestie mentalne dehipnotyzujące. Wszystkie nasze działania, nawyki czy dokonania są efektem uprzednich sugestii na podświadomy umysł, i tym są silniejsze, im większa była moc tych dawnych sugestii. Skieruj więc silną, pozytywną sugestię do podświadomego umysłu. Praktykując to regularnie, już wkrótce zauważysz, że twój podświadomy umysł jest ci posłuszny całą dobę, przez okrągły rok. Twój sen będzie zgodny z twoimi sugestiami, rozjaśnią one twe życie, uczynią je pełnym, szczęśliwym, a przez to pomogą i światu. Stosuj pozytywne sugestie w rodzaju: „Z każdym dniem będę coraz bardziej zrelaksowany, mocniejszy, szczęśliwszy; będę żył coraz uczciwiej, coraz lepiej działał i więcej pomagał innym. Uwolnię się od lenistwa, niskich pragnień i niewiedzy. Każda medytacja otwierać mi będzie nowe horyzonty, z każdą medytacją osiągał będę nowe życie i nowe światło.”

W przeszłości dawałeś złe sugestie, ich skutki zatem nie mogły być dobre. Dlatego zdaje ci się, że twój podświadomy umysł działa przeciwko tobie. Wcale tak nie jest: to twoje własne uprzednie złe sugestie działają przeciwko twej obecnej sytuacji. Teraźniejsze życie jest rezultatem sugestii wysuwanych we wszystkich minionych wcieleniach, tak jak przyszłe życie będzie efektem dzisiejszych sugestii. Jeśli pragniesz dobrego, szczęśliwego życia i oświecenia, już dziś dawaj tylko jasne, pozytywne sugestie swemu podświadomemu umysłowi.

Jak deszcz nie przecieknie przez dobry dach, tak namiętności będą obce rozważnemu umysłowi. Bezmyślność jest przyczyną cierpień i śmierci, a dobre myślenie jest eliksirem i źródłem wiecznego życia. Czujnego śmierć nie zaskoczy, a bezmyślni są już martwi.

Tylko wolny od nieczystych myśli osiąga zbawienie. Droga do niewinności jest prosta: z łaski anahat nady (siabda brahmana), poprzez skupienie i medytację na nim uzyskamy wewnętrzny probierz, i jeśli tylko pojawi się nieczysta myśl, natychmiast konfrontujemy ją z przeciwną – czystą.

Czuwaj nieustannie nad umysłem i myślami. Prowadź umysł z ciemności ku światłu, od cierpienia do życia, od śmierci do nieśmiertelności, ze złudzeń do rzeczywistości i bądź pełen szczęścia.

Musisz jasno zdawać sobie sprawę z niezłomnej decyzji zmiany swego życia i przetworzenia własnego umysłu świadomego i podświadomego w umysł nadświadomy.

Dołóż wszelkich starań, aby twój umysł stał się pogodny i spokojny. Warunkiem wstąpienia na ścieżkę jogi jest spokój umysłu.

Aby osiągnąć wyciszenie i pokój umysłu, należy wprowadzić w życie następujące cztery reguły:

1. Szukać towarzystwa ludzi światłych, wyzwolonych, albowiem wiedzą oni, czym jest prawdziwe szczęście.

2. Głęboko współczuć w smutkach i cierpieniach innych ludzi.

3. Być otwartym i radować się z przebywania w towarzystwie ludzi prawych i zacnych.

4. Zachować spokój i obojętność w stosunku do ludzi złośliwych, agresywnych.

Wykorzystuj każdą okazję, aby wzrastać w prawdzie i odrzucaj zdecydowanie fałsz oraz przesądy.

Rozwijaj w sobie wiarę i nie ulegaj przygnębieniu.

Mówienie prawdy, prostota i jasność wypowiedzi oraz spokój umysłu to niezawodne czynniki twojego powodzenia.

Podczas skupienia winieneś posiadać niezachwianą wiarę w siebie i w naturę, która obecna jest w tobie i wokół ciebie, która jest matką słońc, gwiazd i planet.

Wiedz, iż mentalne i naturalne siły gotowe są ofiarować ci to, czego dotychczas w ogóle nie znałeś. Boskie siły służą ci zresztą nieustannie, niezależnie od tego, czy zdajesz sobie z nich sprawę, czy nie; nawet przed narodzinami i po śmierci, kiedy żadna rzecz materialna nie może ci już towarzyszyć. Gdziekolwiek się udasz, one będą tam przed tobą.

Zawsze pamiętaj o wiecznej Świadomości obecnej w twoim sercu. Ona jest twym prawdziwym mistrzem. To ona wyzwoli cię z wszelkich więzów. Przejawia się w tobie w postaci różnych boskich dźwięków (anahat nada), będących niewyrażalną, subtelną, ciągłą wibracją muzyczną „słyszaną” we wnętrzu głowy. Podobna wibracja powstaje przy wymawianiu zgłoski OM.

Praktykuj i osiągnij nirwanę. OM.

dr Rammurti Szriram Miszra – Śri Brahmananda Saraswati

Gudbrand ze Wzgórza. Baśń norweska

Baśń o Gudbrandzie ze Wzgórza

Był sobie raz człowiek imieniem Gudbrand. Jego zagroda leżała na wzgórzu, dlatego też zwano go: Gudbrandem ze Wzgórza. Z żoną żyli dobrze – zgadzali się do tego stopnia, że cokolwiek uczynił, żona uważała jego decyzję za najlepszą z możliwych. Uprawiali połać ziemi, trzymali sto talarów na dnie skrzyni, a w ich oborze stały dwie krowy. Pewnego dnia żeńczyna zwróciła się do Gudbranda: „Kochany, myślę, że powinniśmy pójść do miasta i sprzedać jedną krowę – mielibyśmy trochę grosza pod ręką, tak jak inni ludzie, a nie musielibyśmy ruszać stu talarów z kufra. Dwie krowy chyba nie są nam potrzebne, zamiast doglądać tej drugiej mogłabym lepiej zadbać o nas oboje.” Gudbrand uznał radę za słuszną, zaprowadził więc krowę do miasta.

Niestety – nikt krasuli nabyć nie chciał. Nic to! – pomyślał Gudbrand; wobec tego zabiorę krowę z powrotem do zagrody. Mam dla niej postronek i paszę, zaś droga powrotna nie będzie dłuższa od tej, jaką przebyłem. I ruszył do domu.

Uszedłszy kawałek napotkał chłopa, który wiódł konia na sprzedaż. W głowie zaświtała mu myśl, że rozsądniej mieć konia zamiast krowy, więc wymienił się z nim. Po pewnym czasie spotkał człowieka pędzącego przed sobą tłustą świnię i pomyślał, że lepiej byłoby mieć świnię niż konia, toteż i z nim się zamienił. Uszedł znowu kawałek i trafił na mężczyznę z kozą. Pomyślał sobie, iż bez wątpienia korzystniej mieć kozę aniżeli świnię – i znowu dokonał wymiany. Gdy udał się w dalszą drogę, spotkał człowieka z owcą. Z nim również się zamienił, gdyż stwierdził, że w każdym razie lepiej mieć owcę niźli kozę. Szedł dalej, aż zobaczył wieśniaka z gęsią i wymienił owcę na gęś. Nieopodal napotkał kolejnego mężczyznę – z kogutem. Wymienił się z nim zwierzętami, myśląc: Zamiast gęsi z pewnością lepiej mieć koguta.

Tak wędrował Gudbrand do wieczora – w końcu poczuł głód. Sprzedał wtedy koguta za sześć groszy i kupił sobie za nie jedzenia. Zdecydowanie mądrzej jest zadbać o ciało, niż ocalić koguta – skonstatował.

Pokrzepiony wracał dalej do domu, aż dotarł do gospodarstwa sąsiada. „Jakże powiodło ci się, Gudbrandzie, w mieście?” – pytają ludzie. „Dosyć dobrze” – odrzekł; „nie mogę wprawdzie pochwalić się zbytnim szczęściem, ale i żadne nieszczęście na mnie nie spadło.” Po czym opowiedział wszystko po kolei. „No no, ładnie cię przyjmie żona w domu!” – zaśmiał się gospodarz; „niech Bóg ma cię w opiece, nie chciałbym być w twojej skórze!” „Sądzę, iż mogło być znacznie gorzej” – powiedział Gudbrand; „to jednak obojętne, ponieważ czy mi się coś udaje, czy nie, moja żona jest tak dobra, że zawsze tylko mnie chwali.” „Owszem, tak powiadają, lecz jakoś trudno mi w to uwierzyć” – odparł sąsiad. „Załóżmy się przeto” – zaproponował Gudbrand – „o sto talarów. Odważysz się tyle postawić?” Zgodził się sąsiad; Gudbrand został u niego do zmroku – potem poszli razem w stronę chaty Gudbranda.

Sąsiad stanął przy drzwiach i nasłuchiwał, a Gudbrand wszedł do środka. „Dobry wieczór, kochany!” – przywitała go żona; „sława Bogu, że już wróciłeś”. Później zapytała, co zdarzyło się mieście. „Ach, nie ma się czym chwalić” – odpowiedział Gudbrand; „kiedy dotarłem na targ, nikt nie chciał kupić krowy, dlatego zamieniłem ją na konia”. „O, to bardzo pięknie” – powiedziała żona; „powodzi nam się i powinniśmy tak jak inni ludzie jeździć do kościoła, skoro stać nas na konia. Dzieci, pobiegnijcie i przyprowadźcie go!” „Ale, niestety, nie mam już konia” – rzekł Gudbrand; „kiedy poszedłem kawałek dalej, przehandlowałem go na świnię”. „Ach!” – zawołała żeńczyna; „postąpiłabym dokładnie tak samo! Tak się cieszę, będziemy teraz mieli szynkę, by poczęstować gości. Po cóż nam właściwie koń? Ludzie by tylko szemrali, że robimy z siebie panów i nie chcemy chodzić do kościoła pieszo, jak dawniej. Pobiegnijcie, dzieci, przyprowadźcie tę świnkę!” „Świni, niestety, też już nie mam” – odezwał się Gudbrand; „kiedy uszedłem trochę, wymieniłem ją na kozę mleczną”. „Och! Jak ty rozważnie postępujesz!” – zachwyciła się żona; „kiedy porządnie się zastanowię – cóż poczęłabym ze świnią? Ludzie gadaliby tylko, że ci ze Wzgórza przejadają wszystko. A teraz przynajmniej mamy kozę, która daje mleko, będę mogła przygotowywać ser. Wprowadźcie naszą kózkę, drogie dzieci!” „Jednak tej kozy także już nie mam”, powiedział Gudbrand; „bo w dalszej drodze dostałem za nią wspaniałą owcę”. „O, dziękuję, kochany!” – wykrzyknęła żona; „czynisz wszystko zawsze tak, jak bym sobie życzyła… Czyż koza nie jest kłopotliwa? Trzeba byłoby wspinać się z nią po górach i wieczorami sprowadzać na dół. Mamy owcę, więc oprócz mleka nie zabraknie nam też wełny! Dzieci, pobiegnijcie po nią!” „Tylko, niestety, nie mam również owcy”, zaznaczył Gudbrand; „po jakimś czasie zamieniłem ją bowiem na gęś”. „Och, dziękuję ci za to, mój drogi” – odpowiedziała żona; „dziękuję po stokroć. Czy z owcy byłoby wiele pożytku? Nie mam kołowrotka ani wrzeciona, zaś szycie ubrań kosztuje mnóstwo pracy – możemy przecież nadal je kupować. Od dawna miałam chęć na gęsinę, a pierze przyda się na poduszki. Pobiegnijcie i przyprowadźcie gąskę, dzieci!” „Ale, niestety, gęsi już nie mam” – powiedział Gudbrand; „kiedy poszedłem dalej, zamieniłem ją na koguta”. „Och, wpadłeś na doskonały pomysł, mój kochany!” – zawołała żona; „cóż może być lepszego? Kogut! Zupełnie, jakbyś kupił budzik, gdyż kogut codziennie pieje o czwartej nad ranem, będziemy mogli zawsze wstawać na czas. Na co nam gęś? Nie za bardzo potrafię przyrządzać gęsinę, a poduszki najlepiej wypchać zwykłą trawą morską. Dzieci drogie, przynieście tu naszego kogutka!” „Niestety, nie mam nawet i tego koguta” – zakończył Gudbrand; „ostatecznie tak strasznie zgłodniałem, że postanowiłem sprzedać go za sześć groszy i kupić coś do jedzenia, żeby się posilić”. „Sława Bogu, że tak uczyniłeś!” – odpowiedziała żona; „postępujesz tak, jak gdybyś czytał w moich myślach. Na cóż zdałby nam się kogut? Jesteśmy władcami swego życia i możemy spać tak długo, jak nam się podoba. Skoro tylko mam ciebie, męża, który potrafi sprostać każdej sytuacji, nie potrzebuję ani koguta, ani gęsi, ani świni czy krowy.”

Wtedy Gudbrand otworzył drzwi. „Czy wygrałem właśnie sto talarów?”, zapytał, a sąsiad – musiał przytaknąć.

opracowanie: Żdan Borod

Fizyczna nieśmiertelność. Długowieczny naród Ariów

Aubrey de Grey

Kulturę aryjską tworzą i kontynuują ludzie świadomi swego boskiego dziedzictwa, rozwijający i doskonalący w sobie cechy Bogów, niebiańskich rodziców. Zawierają się w nich: miłosierdzie, sprawiedliwość, mądrość, szlachetność, moc, prostota, radość, życzliwość, dostatek, szczodrość, zdrowie, piękno i wiele innych. Trudnym do zaakceptowania dla współczesnej, zniewolonej mentalności przymiotem Asów jest nieśmiertelność – nie tylko duchowa, ale i cielesna. Chrześcijaństwo nałożyło na umysły ludzkie ciężkie okowy jewrejskiej mitologii: „z prochu powstałeś, w proch się obrócisz”; zaczadzeni biblijnym wyziewem Słowianie zaczęli upatrywać w śmierci wyzwolenia z trudów tego łez padołu, bramy wiodącej ku Ojcu Niebieskiemu. Inni splunęli butnie na wszelką mistykę, sprowadzając swą egzystencję do chemicznych i fizjologicznych reakcji opisywanych w dekadenckich, akademickich mamidłach.

Z ideą fizycznej nieśmiertelności zetknąłem się po raz pierwszy w wieku 16 lat za sprawą książki Leonarda Orra. Być może, przeszedłbym obok niej obojętnie, gdyby nie rekomendacja szacownego wuja, który stanowił wówczas dla mnie nie lada autorytet. Sugestywne, nieco dziwaczne treści odkrywcy rebirthingu wywróciły mój nastoletni światopogląd do góry nogami: oto cała – poczciwa, wydawałoby się – wizja życia, starości i śmierci jako nieodwracalnego, odwiecznego, naturalnego porządku, legła w gruzach. Upłynęło dobre kilka dni, zanim miejsce wstrząsu, przygnębienia i dezorientacji zajęły w mojej psychice entuzjazm i poczucie wolności. Od tamtej pory temat życia wiecznego w materialnym ciele pracuje we mnie nieustannie z różną intensywnością. Dziś, po prawie dwudziestu latach, nadal uważam oswobodzenie ludzkości z destruktywnej filozofii śmierci za jeden z podstawowych kroków ku społecznemu oświeceniu i odbudowie aryjskiej kultury.

Jakkolwiek negowanie nieuchronności umierania nie natrafia na poważne traktowanie w szerszych kręgach, ma ono swojego przedstawiciela także w świecie uniwersyteckim. Doktor Aubrey de Grey (na zdjęciu) twierdzi, że proces starzenia się można kontrolować – spowalniać i odwracać. Ten typ „naukowego” myślenia stoi w zasadzie w sprzeczności z podejściem aryjskim: zakłada ułomność ciała człowieka i opcję skorygowania jej dzięki postępowi techniki, chociaż wrodzone niedomaganie na poziomie komórkowym wynika zdaniem de Grey’a z utrwalonych błędów genetycznych (co należy uznać w znacznej mierze za prawdę). Pokładanie nadziei w biotechnologiach zbliża pracę Aubreya de Grey do nurtów transhumanistycznych, dążących do spreparowania pozbawionej ograniczeń istoty ludzkiej (human+) za pomocą inżynierii laboratoryjnej. Futurystyczny raj supercyborgów oznaczałby raczej ostateczne zwycięstwo demonicznej technokracji niż urzeczywistnienie przyrodzonej nam boskości.

Co siedem lat następuje całkowita wymiana wszystkich komórek ciała. Nowo powstałe komórki zazwyczaj reprodukują uszkodzenia wcześniejszych – tylko dlatego tkanki ulegają stopniowej degeneracji, nazywanej dziś błędnie „starzeniem” („starość” pierwotnie oznaczała stan wręcz odwrotny). Podłoże tej patologii to destruktywnie ukierunkowana psychika, zakodowana na przestrzeni wieków w pogłębiających się wadach genetycznych. Dopiero takie przekazywane dziedzicznie zaburzenia psychosomatyczne prowadzą do petryfikacji skrzywionego spojrzenia na przyrodę i środowisko; są motorem krótkowzrocznych wynalazków i bezrefleksyjnych przedsięwzięć przynoszących potworne zanieczyszczenie naturalnego ekosystemu, a zatem również samego organizmu ludzkiego. W ten sposób zwyrodnienie ciała przyspiesza jeszcze silniej; próby stymulacji przy użyciu środków medycznych przynoszą rezultat jedynie doraźny. Coraz powszechniejsza dziś demencja spowodowana jest sztucznym opóźnianiem degeneracji ciała – medykamenty nie potrafią hamować postępującej równolegle dezintegracji mózgu. Człowiekowi nie pozwala się zatem godnie odejść z tego świata  – w imię ratowania życia jako rzekomo najwyższej wartości. Tymczasem obok spokojnie napędza się cywilizację śmierci, w której życie ludzkie przelicza się na kapitał – młodość jako potencjał eksploatacyjny, chorobę i kalectwo jako źródło dochodu; idea życia wiecznego pozostaje wyśmiana, w sferze abstrakcji, zaszeregowana do gatunku science fiction czy fantasy.

Aryjska długowieczność przekracza znacznie dokonania patriarchów Księgi Rodzaju – ci dociągali do niespełna tysiąca lat. Co współcześnie wydaje nam się wiekiem baśniowym, w rzeczywistości zakrawa ledwie na przedsionek prawdziwego życia, podobnie jak osiągnięcia słynnej, taoistycznej szkoły długowiecznych. Długość żywota dzieci Bogów zależy od ich woli – woli życia. Żyjemy więc tak długo, jak to potrzebne nam i naszym potomnym, naszemu rodowi. Odchodzimy natomiast nie konając i rozkładając się, a w sławie i świetle – dlatego też możemy w każdej chwili wrócić, by krzepić nasze dziatki jako Przodkowie zstępujący z niebios – Bogowie.

Żdan Borod

Między rasami. Wojna i pokój

żeńczyny

Dzisiejszy wpis zainspirowało kilka znalezionych w sieci cytatów z Yusry Khogali, liderki ruchu Black Lives Matters.

Na Facebooku pani Yusra pisze: Białe osoby nie są ludźmi, w istocie biała skóra oznacza, że są to istoty człekokształtne. Wszystkie fenotypy istniejące u białych ludzi mają genetyczną wadę. Dowodzić ma tego wyższe stężenie inhibitorów enzymatycznych hamujących produkcję melaniny u rasy białej. Melanina – wg Yusry Khogali – umożliwia lepsze przyjmowanie światła przez czarną skórę i zachowanie go w trybie pamięci. Czarna skóra przetwarza światło na wiedzę i pobiera ją bezpośrednio z energii kosmicznej, z którą się w ten sposób komunikuje.

Podstawowym błędem pani Yusry jest założenie, jakoby melanina ułatwiała pochłanianie światła przez skórę. To niedorzeczne, ponieważ akurat melanina spowalnia ten proces, dlatego wydziela się podczas zbyt silnego oddziaływania promieni słonecznych na ciało. Skóra Murzynów zawiera duże jej ilości niezależnie od intensywności światła słonecznego. Sprawia to, że czarnoskórzy ludzie są wyjątkowo „odporni” na światło Słońca, przyswajają je bardzo powoli. Z tego powodu przed tysiącleciami rasa ta została umieszczona w najbardziej nasłonecznionym miejscu Ziemi, co umożliwia jej zaabsorbowanie większych ilości energii słonecznej, mimo opornej, ciemnej karnacji.

Za niewłaściwym rozumowaniem pani Yusry Khogali kryje się inne fałszywe przekonanie: o szkodliwym wpływie światła słonecznego na cerę. Prowadzona od lat propaganda antysłoneczna wymierzona została w aryjski kult solarny, w rozwój Świadomości. Wychodząc z takiej kłamliwej przesłanki utrzymuje się, iż melanina stanowi czynnik chroniący człowieka przed rakiem skóry spowodowanym nadmiernym działaniem promieni słonecznych. Tymczasem to właśnie niedobór światła słonecznego wywołuje u ludzi raka skóry. Skóra białych ludzi jest znacznie bardziej wrażliwa na światło i reaguje na nie szybciej, toteż nasza rasa może żyć nawet w słabo nasłonecznionych obszarach Ziemi bez specjalnej szkody dla zdrowia. Rasa czarna dotkliwiej odczuwa brak słońca, o czym świadczy wysoka zachorowalność na raka skóry wśród Afroamerykanów – znacznie wyższa niż u innych mieszkańców Ameryki.

Pani Yusra Khogali słusznie kojarzy światło Słońca z wiedzą. W trakcie kontaktu ze Słońcem dochodzi do pobierania wysokiej jakości informacji kosmicznej. Możliwość taką posiada każda rasa, jakkolwiek biali ludzie są w tej dziedzinie najlepiej predysponowani (z powodu najniższego stężenia melaniny w skórze i tęczówce, jeśli już chcemy trzymać się tego fizjologicznego kryterium).

Sianie międzyrasowej nienawiści to dzieło ciemnych sił, które chcą odwrócić uwagę od głównego wroga wszystkich ras, czyli tzw. międzynarodowego żydostwa (nazywanego czasem „społecznością międzynarodową”). Wytaczanie dział przeciwko białej rasie to dodatkowo generowanie kompleksów z nadzieją, że zaślepiona lewicowymi ideałami biała młodzież zacznie się krzyżować z czarną dla „poprawienia” swoich genów. Temu samemu służy też propaganda bezwzględnej „miłości” i „pokoju” między rasami, mająca doprowadzić do ich niekontrolowanego mieszania się. Białą rasę (szczególnie Słowian) uważa się za najgroźniejszą, gdyż wykazuje (jako zbiorowość) najmniejszą podatność na manipulacje.

Jednak biała rasa przetrwa, a zwycięstwo sił Światła na Ziemi i zaistnienie mądrego pokoju jest nieuniknione. Świadczy o tym coraz większa (choć procentowo może i znikoma) liczba białych ludzi powracających do aryjskich tradycji i rozwijających świadomość swojego przeznaczenia na naszej planecie i w całym Wszechświecie. Sława Aryjskiego Rodu, pokój wszystkim rasom.

Żdan Borod

Aryanizm. Błędy i wypaczenia z nutą nadziei

nazistowskie flagi

Aryanizm to, najogólniej rzecz ujmując, jeden z nurtów odrodzenia narodowego nawiązujący do duchowego dziedzictwa legendarnych Ariów, posługujący się w swej terminologii kategorią „aryjskości”. Przy całym szacunku dla obranej przez arianistów drogi, warto wskazać na jej wiele programowych niedoskonałości, by nie powiedzieć – skrzywień.

Podstawowym problemem są centralne źródła inspiracji aryanizmu, czyli Adolf Hitler i jego ideolodzy. Niesie to ze sobą silny nacisk na próby rehabilitacji Hitlera, jego współpracowników oraz używanych przez nich symboli. Przywracanie godności swastyce zasługuje wprawdzie na pochwałę, jednak niewiele z niego pożytku, skoro arianiści stawiają na piedestale führera. Nasz święty znak już i tak zbyt mocno kojarzy się z hitleryzmem. Sympatycy aryanizmu nie dostrzegają w tym nic złego, uważając hitlerowskie poglądy za pełnowartościowe.

Za słuszne uznałbym przeciwstawienie się demonizacji Adolfa Hitlera – kreowania wizerunku niepoczytalnego potwora i uosobienia największego historycznego zła. Tego typu kalki nakłada się na umysły w celu ukształtowania schematycznego spojrzenia na historię i petryfikacji fałszywych mitów mających dzielić ludzi, podsycać irracjonalne lęki i animozje. Niemniej przyznanie, iż Hitler był wybitną osobowością polityczną, człowiekiem oczytanym, utalentowanym filozofem i strategiem, nie powinno przysłaniać nam destruktywnej roli, jaką odegrał w procesie odradzania się aryjskiej kultury.

Wykorzystanie przez Hitlera aryjskiej wiedzy i symboliki wynikało z jego zainteresowań okultystycznych. Ideologia odwołująca się do starożytnej mądrości mocno oddziaływała na podświadomość społeczeństwa, które zachowało ją w pamięci genetycznej. Użycie silnego „talizmanu”, swastyki, pozwoliło Hitlerowi na działanie z wielkim rozmachem. To przykład sprzeniewierzenia mocy.

Skłonny jestem nawet zaakceptować tezę, jakoby pierwotnym celem Hitlera istotnie było wyeliminowanie żydowskich wpływów w Niemczech i całej Europie. Najwyraźniej jednak jego ideały od samego początku wzrastały na niewłaściwym gruncie. Budowa potężnego państwa militarnego dzięki dofinansowaniu przez syjonistów z Zachodu, wymierzona została przeciw przeżywającemu rozkwit Związkowi Radzieckiemu.

No właśnie. Rewizjonizm arianistów przedstawiałby się o wiele bardziej przekonująco, gdyby wykazywał charakter kompleksowy. Tymczasem, z tego, co zdążyłem się zorientować, postać Józefa Stalina widzą oni zupełnie stereotypowo.

Próżne wydaje mi się stawiane przez arianistów pytanie: Na czym bardziej skorzystają nasi wrogowie – na wizerunku Hitlera, który nas inspiruje, czy na tym, który nas demoralizuje? Nasi przeciwnicy dyskontują zarówno sentymenty, jak i resentymenty hitlerowskie. Właściwe, trzeźwe i przytomne spojrzenie na przeszłość, jest wolne zarówno od uprzedzeń, jak i wyidealizowanych wyobrażeń. Czy nie mamy już innych źródeł inspiracji, żeby czerpać je od Adolfa Hitlera, którego intencje w najlepszym wypadku były niejasne? Przypomina to trochę argumenty neobanderowców: do kogo mają wzdychać biedni nacjonaliści ukraińscy, jak nie do Stepana Bandery i wysnutej przezeń unikalnej, szeroko zakrojonej wizji politycznej? A to, że w zainicjowanym przez niego ludobójstwie wołyńskim bestialsko zamordowano ponad 100 tysięcy cywilów, to trudno…

Błądzenie arianistów i poszukiwanie natchnienia u Hitlera wynika, moim zdaniem, z odcięcia od duchowych korzeni (bo intelektualnych podstaw trudno im odmówić). I chociaż twórcy aryanizmu wspominają zamierzchłe czasy solarnej cywilizacji Złotego Wieku, w gruncie rzeczy zajmuje ona w ich filozofii miejsce marginalne. Poważne obciążenie stanowi także włączenie przez nich w obszar kultury aryjskiej gnostycyzmu – wg aryańskiej definicji: przekonania, że materialna egzystencja jest z gruntu zła i ostatecznie musi zostać przezwyciężona. Wątpliwych założeń znajdzie się więcej.

Jakkolwiek narzędzia stosowane przez aryanistów uważam za niewłaściwe, nie mogę nie docenić ich ideowego zapału i wagi, jaką przypisują dążeniu do szlachetności. Sądzę, iż wielu z nich odnajdzie za jakiś czas ścieżkę wiele doskonalszą, pozbawioną pokrętnych zaułków ideologicznych. I za to trzymam kciuki.

Żdan Borod

Alkohol u Słowian – broń chemiczna w randze narodowej tradycji

etanol, model cząsteczki

Jakiś czas temu miałem okazję spędzać czerwcowe święto przesilenia wśród członków jednej z polskich wspólnot rodzimowierczych. Miło wspominam to spotkanie, chociaż, zgodnie z przewidywaniami, przybrało ono charakter alkoholowej libacji przy ognisku. Okazałem się jedną z dwóch niepijących osób, a było nas tam kilkadziesiąt. Przewodniczący grupy, starszy już, szacowny człowiek, powiedział wręcz, że Słowianin podczas świąt niejako musi korzystać z alkoholu, gdyż inaczej postępuje wbrew zwyczajom Przodków. Zalecał przy tym spożywanie piwa lub pitnego miodu jako tradycyjnych słowiańskich trunków.

 Przekonanie, jakoby alkoholizowanie się stanowiło nieodłączny element naszej kultury narodowej, niszczy Polaków i inne ludy słowiańskie od dobrych kilku wieków. I zaledwie kilku: alkohol pojawił się na Słowiańszczyźnie wraz z chrześcijaństwem. Pierwsze gorzelnie, winnice i browary powstawały przy klasztorach. Dystrybucją alkoholu zajmowali się przybyli na nasze tereny Żydzi, którzy jako pierwsi otwierali karczmy.

Powody propagowania alkoholu są oczywiste: służy to degeneracji biologicznej i intelektualnej Słowian, wybitnie ułatwia ogłupianie społeczeństwa i manipulację nim. Alkoholowa propaganda doprowadziła do tego, że abstynencję uważa się za dziwną i podejrzaną praktykę, a człowiek stroniący od alkoholu nierzadko zostaje skazany na bardzo okrojone życie towarzyskie. Niektórzy wręcz kojarzą wstrzymywanie się od alkoholu z wpływem obcej kultury – islamu. Tymczasem fundamentem relacji międzyludzkich stała się ohydna ciecz, która uszkadza mózg, żołądek, wątrobę, serce i układ krwionośny, komórki jajowe i nasienie. Alkoholizm rujnuje rodziny, jednak nie mniejsze szkody wyrządza szkoła tzw. kulturalnego picia. Lekarze zalecają „pić z umiarem”, ponieważ to zapewnia im stałych klientów. Podobnie ma się rzecz z kampanią „w ciąży nie piję alkoholu”: oznacza to, że poza ciążą kobiety piją, a skoro tak, to nie urodzą zdrowych dzieci. Wiedzę społeczną na temat spustoszeń sianych w organizmie przez etanol należy uznać za nikłą. Dla wielu Polaków jedno piwo dziennie nie nazywa się już spożywaniem alkoholu. Wódka, wino i piwo dawno zdążyły rozpowszechnić się wśród młodzieży, a rodzice często pobłażliwie traktują alkoholowe eksperymenty nastolatków.

Piwo i miód pitny rzeczywiście zakorzenione są w naszej tradycji. „Piwo” to coś, co się pije (krzesiwo – to, co się krzesze itd.) – to staropolska nazwa wody pitnej. Miód pitny to miód rozcieńczony wodą, tak by nadawał się do picia.

Warto odstawić alkohol, jeśli mamy zamiar tworzyć zdrowe, silne i świadome społeczeństwo.

Żdan Borod