Różnica między polaryzacją a separacją: życie jak magnes

magnes i pole magnetycznePowyżej widzicie schematyczne przedstawienie magnesu sztabkowego oraz pola magnetycznego.

Chociaż można przeprowadzić wyraźną granicę między jego połowami, magnes stanowi całość, w której jeden biegun płynnie przechodzi w drugi.

Następuje nieustanny ruch energii między jedną połową a drugą.

Tu należy podkreślić, iż wymiana energii dokonuje się właśnie między połowami, a nie tylko biegunami (krańcami) magnesu.

Jeśli przepołowimy magnes, każda z połówek stanie się samodzielnym, dwubiegunowym magnesem.

Jakkolwiek człowiek jest istotą o wiele bardziej złożoną niż magnes, na jego przykładzie można znakomicie wytłumaczyć kwestię polaryzacji płci (to w gruncie rzeczy masło maślane, ponieważ zarówno słowo „płeć” jak i „polaryzacja” pochodzą od „pół”).

Przyjmijmy symbolicznie, że mężczyzna to czerwona połowa magnesu, a niebieska to żeńczyna.

Mamy przeto połączone ze sobą dwie połowy: nie przyspawane czy przyklejone, tworzące spójną całość, ciągłość. Energia przepływa tu harmonijnie, żywo i swobodnie. Tak to dawniej wyglądało u ludzi. Zwłaszcza w czasach, kiedy żyliśmy bezpośrednio w przyrodzie, ale i jeszcze długo potem, gdy zaczęliśmy tworzyć narzędzia, ubrania i domy, mężczyzna i kobieta stanowili nierozłączną jedność, przedziwne, doskonałe połączenie przeciwieństw.

Taki stan nazywa się polaryzacją.

Wraz z obniżaniem się świadomości ludzi polaryzacja stopniowo przechodziła w separację, czyli oddzielenie, rozerwanie połówek.

Pierwszym krokiem do takiego stanu jest koncentracja na biegunach (skrajnościach). Za głupotę należy uznać stwierdzenie, iż mężczyzna i kobieta są jak dwa bieguny. Jeśli wyobrazimy sobie, że jesteśmy biegunami, a resztą magnesu już nie, powstaje między nami dystans całej długości magnesu. Nie ma już połówek i nie ma też bezpośredniego połączenia między mężczyzną a żeńczyną. Przepływ energii jest wtedy niepełny, a właściwie fragmentaryczny, ograniczony do ekstremów. To sprowadzenie relacji męsko-żeńskich do samca i samicy, nawet nie (bo samiec i samica to przyroda): do poziomu relacji demonicznych, wyszarpywania z siebie energii.

Postrzeganie męskości i żeńskości jako biegunów spowodowało wytworzenie się stereotypów na temat płci. Te stereotypy nie łączą mężczyzny i żeńczyny, lecz oddzielają ich od siebie. To całkowite spłycenie relacji męsko-żeńskich bazujące na nie naturalnych, a sztucznych, wymyślonych różnicach między płciami. Bardzo dobrym przykładem jest przytaczane przeze mnie z uporem maniaka ścinanie włosów przez mężczyzn i nieścinanie ich przez kobiety. To nie jest naturalna różnica, bo włosy z natury u obu płci rosną długie. Ten przykład zresztą tym dobitniej obrazuje oddzielenie, że włosy są istotnie przekaźnikami służącymi m.in. do nawiązywania i utrzymywania silnej relacji między ludźmi.

Nieco inaczej ma się sprawa z tradycyjnym ubiorem, tj, spodniami i spódnicą; ponieważ stroje te wywodzą się z jeszcze z czasów, kiedy ludzie dobrze czuli swoją energię. Spódnica dopasowana została do energetyki żeńskiej, a spodnie do męskiej. Ale jeśli pominiemy aspekty energetyczne i zredukujemy ubiór do wytworu materialnego, to znowu mamy do czynienia z odseparowywaniem płci od siebie. Dlatego samo zakładanie spódnic nic nie da (w sprawie odrodzenia udanych relacji). Część zagorzałych feministek (zwolenniczek odseparowania płci) chętnie zakłada długie spódnice, podkreślając swoją kobiecość. I co? I nic, nie prowadzi to ich do prawdy. Dzieje ludzkości znają mnóstwo przypadków kobiet ubierających się tradycyjnie, które zniszczyły swoich mężczyzn. Dobro wypływa przede wszystkim ze Świadomości.

Stąd odejście od przyrody i rozwój tzw. cywilizacji bezpośrednio wiąże się z oddzieleniem płci od siebie – powoduje wytwarzanie sztucznych i destruktywnych różnic między płciami (rozdźwięku), a zanik różnic naturalnych, harmonijnych i konstruktywnych.

Tak zatem to wyglądało: ludzie odchodząc od duchowego pojmowania rzeczywistości coraz bardziej spłycali różnice między mężczyzną a żeńczyną, aż wreszcie zostały z nich same bieguny. Wtedy magnes pękł na pół. Każda z połówek stała się samodzielnym magnesem i różnią się teraz tylko kolorami, czysto powierzchownie. Czasem się przyciągają, czasem odpychają i takie to hocki-klocki.

Część przekazów reklamujących się jako tradycyjne i „słowiańskie” propaguje w rzeczywistości miękki, zawoalowany model separacji, oparty na subtelnych manipulacjach zamiast czystej miłości. Z pozoru może się to wydawać polaryzacją, albo przynajmniej jej zalążkiem, szczególnie dla człowieka mniej lub bardziej zdezorientowanego, co niestety stanowi dziś normę.

Teoretycznie mniejszy stopień separacji może zdawać się zmniejszeniem dystansu i tym samym drogą do polaryzacji. Moim zdaniem to tak nie działa, ponieważ praktyki separacyjne, jakie by nie były, oparte są na błędnych założeniach, złych fundamentach. To próba przemycenia lisich zasad do Epoki Wilka. Ja się w to nie bawię. Należy od razu tworzyć całość i jedność, żyć z miłością, nawet jeśli nie od razu udaje się idealnie. W lisich praktykach jest odwrotnie: wygląda to od początku spektakularnie, tyle że to tylko piękna wydmuszka.

Mężczyzna jest jan, żeńczyna jin – albo odwrotnie, jeśli spojrzeć na energetykę. Jan i jin to nie bieguny, to połowy przechodzące jedna w drugą. Na płaszczyźnie fizycznej mężczyzna jest czerwoną połówką, a na energetycznej niebieską. Tak z grubsza rzecz ujmując, bo w szczegółach wygląda to różnie, zwłaszcza że w rzeczywistości nie ma ścisłej granicy między płaszczyzną fizyczną i energetyczną (przechodzą one w siebie jak bieguny magnesu). Można by powiedzieć, że tam, gdzie mężczyzna jest jan, żeńczyna jest jin i odwrotnie; pod warunkiem, że nie myślimy wyłącznie kategoriami biegunów.

Bo życie to nie biegunowość, życie to polaryzacja.

Żdan Borod

Samodzielność kobiety i jej wpływ na wszechświat

okładki z kobietami biznesuFaktem jest, że z punktu widzenia zdrowych słowiańskich relacji samodzielne żeńczyny zabierają przestrzeń mężczyznom.

Takie stwierdzenie może się jednocześnie wydać krzywdzące wobec kobiet. W dzisiejszym systemie społecznym nie mają one właściwie innego wyjścia. Współczesne wychowanie nie uwzględnia podziału ról męskich i żeńskich, ponieważ uznaje się to za niezdrowy przeżytek, „dyskryminację”. Zatem żeńczyna już od dziecka przygotowywana jest do życia „na równi z mężczyzną”.

Wynika to z tego, że prądy emancypacji kobiet, które w XX w. przebiły się w życiu społecznym i przeforsowały swoje stanowisko, uznały dotychczasową rolę kobiety jako poddanej mężczyźnie za gorszą. Myślę, że większości z nas taki pogląd wydaje się dziś zupełnie oczywisty. Trudno zaprzeczyć, że niezależnie od płci, wszyscy jesteśmy wolnymi istotami, więc dlaczego ktokolwiek miałby poddawać się komuś ze względu na płeć.

Tu stykamy się ponownie z kwestią świadomości i jej upadku, zrozumieniem świata i jego brakiem, z szerokim (duchowym) spojrzeniem na życie oraz spojrzeniem materialistycznym.

Z punktu widzenia światopoglądu ateistycznego i materialistycznego podział ról życiowych na męskie i żeńskie znajduje słabe uzasadnienie. Skoro człowieka uznaje się wyłącznie za ciało, to i relacje męsko-żeńskie ogranicza się tylko do relacji cielesnych. I rzeczywiście, na poziomie tych relacji aktywność mężczyzn i uległość żeńczyn ma się jeszcze całkiem dobrze.

Naturalne role męskie i żeńskie dałoby się wyegzekwować biorąc pod uwagę zjawiska psychologiczne. Psychologia osiągnęła wprawdzie status nauki, a co za tym idzie może być respektowana przez światopogląd materialistyczny; jednak psychologia to w istocie nauka o duszy, zajmująca się fenomenami niezbyt namacalnymi. Stąd panuje w niej znacznie większa swoboda i dowolność niż w innych dziedzinach nauki, co wiąże się też z dużo większymi możliwościami manipulacji na rzecz „poprawności politycznej”. Dlatego chociaż istnieją badania psychologiczne, które znakomicie uzasadniają tradycyjne role płci, nie mają one wystarczającej siły przebicia.

Żyjemy zatem w społeczeństwie budowanym na niewłaściwych fundamentach. Dziewczęta dążą do jak najwcześniejszej samodzielności, czego nie można brać im za złe, ponieważ każdy niesamodzielny człowiek, niezależnie od płci, po pierwsze – uznawany jest za nieudacznika, a po drugie – skazuje się na problemy bytowe. W relacjach słowiańskich dziewczyna pozostaje pod opieką rodziny, dopóki nie wyjdzie za mąż – wtedy przechodzi pod opiekę męża. Usamodzielnienie się powoduje zanik umiejętności poddania się mężczyźnie. To podstawowy powód braku trwałości współczesnych związków.

Pomyślmy teraz o wyjściu z tej sytuacji. Czasami zadziwia mnie, że niektóre żeńczyny, mimo bardzo silnego bombarowania informacyjnego, z jakim mamy dziś do czynienia, zachowały sporą świadomość swojej natury i wolę poddania się temu właściwemu mężczyźnie. Takie dziewczęta, jeśli uda im się zawczasu (zanim „stwardnieją”) spotkać odpowiedniego mężczyznę, stwarzają dość silne i trwałe związki.

Jedynym wyjściem, jakie widzę, jest rozprzestrzenianie wiedzy na temat relacji męsko-żeńskich. Część młodych ludzi, na szczęście, nie przekonała się całkiem do wspaniałości współczesnego konsumpcjonistycznego systemu i wciąż poszukuje, a nie wszyscy z nich upatrują alternatywy w kontestacyjnej anarchii. Dotyczy to przecież nie tylko młodych żeńczyn, ale i mężczyzn, którym w domu nie wpaja się dziś odpowiedzialności za żeńczynę. Chociaż także wielu z nich czuje ją intuicyjnie, albo przynajmniej instynktownie.

Żdan Borod

Przepływ energii między płciami. Po co nam związki

Michaił Wasiliewicz Niestierow: Za eliksirem miłości, 1888

Dlaczego dawniej to kobiety gotowały, prały i sprzątały? Bo były zniewolone przez mężczyzn, nie miały żadnych praw i perspektyw! – wykrzyknie niejedna współczesna, „wyzwolona” niewiasta. Szanując poglądy feminizujących dam, pozwolę sobie przedstawić mniej jednostronne i agresywne, a bardziej całościowe i pojednujące spojrzenie na sprawę.

Oczywiście, w wielu domostwach nadal głównie płeć żeńska odpowiada za wyżej wymienione obowiązki, jednak podział ról zrelatywizował się. Kiedy żona ma „ważniejsze” rzeczy do załatwienia, kochający mąż wyręcza ją w tych trudach. Zdarza się, że nie wyręcza, a kobieta musi się niemal rozdwoić, by podołać pracom w mieszkaniu i poza nim.

Wróćmy wyobraźnią do czasów, kiedy maszyny nie stanowiły najistotniejszej części inwentarza, a większość zajęć w domu wykonywało się ręcznie. Oto żeńczyna pierze na tarze koszulę swojego wybranka. Nie czuje się niewolnicą, nie słyszała jeszcze o czymś takim, jak „równouprawnienie”. Międląc ubranie wędruje w duchu do swego lubego, myśli ciepło o ich wspólnym życiu, dzieciach, codziennych radościach. Takie pranie to rodzaj medytacji, a żeńczyna jest prawdziwą joginką. Dzięki mocy jej miłości koszula, którą pierze, stanie się dla męża zbroją i amuletem. Miłość to najpotężniejsza siła w całym kosmosie.

Dzisiaj żywe, tętniące energią ręce zastępuje pralka. Taką cenę płacimy za uzależnienie od cywilizacji: im więcej urządzeń, tym mniej miłości. Lecz jeśli żeńczyna z miłością włoży ubranie do pralki, z miłością je rozwiesi, z miłością wyprasuje i ułoży w szafie – mężczyzna również to odczuje. Żona jest energetyczną strażniczką męża, a miłość to najsilniejsza energia wszechświata.

Pewna pani zapytała mnie kiedyś: Ale dlaczego to kobieta ma dawać miłość mężczyźnie, umieszczać ją w praniu, w naczyniach, w zupie i chronić go? Tak jakby mężczyzna sam nie miał miłości.

To prawda, mężczyźni mają w sobie tyle miłości, co i żeńczyny. Ilość miłości w człowieku nie zależy bowiem od płci, a od stopnia rozwoju duchowego. Sprowadzając to pytanie do sedna należałoby zapytać: w takim razie po co w ogóle nam związki?

Spotykam się czasem z opinią, iż płeć ma znaczenie jedynie w łóżku, gdyż wszystko inne poza uciechami cielesnymi możemy robić w pojedynkę. Taki pogląd okazuje się jednak niedorzeczny, ponieważ doznania erotyczne także możemy przeżywać zupełnie sami, nie wspominając o lansowanych jako „nowatorskie” i „niestereotypowe” związkach jednopłciowych. Może więc jednak płeć posiada jakiś głębszy sens niż tylko wzajemne zadowalanie się?

Tak jak cielesny onanizm czy homoseksualizm nie przyniosą owocu w postaci potomstwa, tak będzie też w każdej innej sferze egzystencji. Płeć ma wymiar nie tylko fizyczny, ale również psychiczny, energetyczny i duchowy – jak całe życie. To dlatego żeńczyna spełnia się jako strażniczka energetyczna męża, a mężczyzna jako duchowe oparcie żony, jej duchowy przewodnik. Chodzi o przepływ energii między płciami, wymianę energii seksualnej (mającej różną jakość u obu płci) na wszystkich płaszczyznach, o współdziałanie energii męskiej i żeńskiej, które napędza rozwój człowieka.

Z tego wniosek, że współczesna degradacja relacji między kobietą i mężczyzną ma swoje podłoże w braku wyższej świadomości, ugrzęźnięciu w materializmie i instynktach. Bez wiedzy o subtelnych poziomach istnienia nawet powrót do tradycyjnych ról rodzinnych pozostanie swego rodzaju handlem, w którym kobieta sprząta, gotuje i oddaje się mężowi, a mąż za to przynosi jej pieniądze.

Jedna ze starosłowiańskich nazw miłości to lubość. Sylaba „lu” oznacza „ludzi”, a „bo” – „Bogów”. Znaczenie tego słowa można wyjaśnić jako: „ludzie jak Bogowie”. Na takim poziomie świadomości może zaistnieć prawdziwa miłość. Nasze współczesne określenie miłości, jest trochę zbyt ogólne. Oczywiście, miłość sprawia, że jest miło, ale nie tylko.

Im więcej cywilizacji, tym mniej miłości (lubości). Życie bezpośrednio w Przyrodzie uwalnia ludzi od niepotrzebnych zajęć, przez co relacje rodzinne stają się pełniejsze. To nie mężczyźni uwięzili i zamknęli kobiety w domach, a cywilizacja i materializm. Podobnie zniewoliły one i mężczyzn: bo co to za wolność, być większość dnia poza domem i harować na utrzymanie rodziny.

Natychmiastowy powrót bezpośrednio do Przyrody zakrawa na niemożliwość, nie tylko ze względu na nasze przyzwyczajenia wynikające z wielowiekowego odejścia od niej, lecz także z uwagi na stan, w jakim znajduje się obecnie sama Przyroda, a przede wszystkim na sztywne „systemowe” struktury. Myślę, że warto stosować metodę małych kroków, nie spieszyć się, a jednocześnie nie ociągać. To znaczy: współczesne warunki nie powinny stanowić wymówki dla zdegradowanych relacji. Wybraliśmy sobie takie okoliczności życia, więc cieszmy się nimi, ale nie musimy przy tym popadać w bylejakość i odkładać powrotu do Przyrody i dobrych związków na „świętego nigdy”.

Żdan Borod

Płciowość na drodze ewolucji. Filozofia płci

samiec i samica gołębia wędrownego (ectopistes migratorius)

W słowie „płeć” odnajdujemy rdzeń obecny w liczebniku „pół” (w rosyjskim oba wyrazy zachowały identyczne brzmienie – пол); sedno znaczenia płci tkwi jednak nie w arytmetyce, a w odmiennej jakości obu połówek, których polaryzacja powoduje ruch energii. Pnąc się po drabinie sfer ewolucyjnych (mineralna, roślinna, zwierzęca, ludzka), świadomość coraz pełniej poznaje uniwersalną zasadę współdziałania męskości i żeńskości.

Reakcje elementów jin i jang dostrzegamy już na poziomie chemicznym, gdzie pewne pierwiastki reprezentują cechy „męskie” i organizują wokół siebie inne, bardziej „uległe”. Szczególny przejaw tych dwóch energii, jakim są płcie, pojawia się dopiero u istot żywych. Królestwo roślin cechuje w tym względzie niejednorodność. Mamy rośliny obupłciowe, u których organy męskie występują w jednym kwiecie wespół z żeńskimi (np. tulipany); rośliny jednopienne o osobnych kwiatach męskich i żeńskich znajdujących się na tym samym osobniku; wreszcie rośliny dwupienne dzielące się na osobniki męskie i żeńskie, choć dymorfizm płciowy uwidacznia się u nich ledwie. Jego ekspresja nabiera rozpędu wraz z rozwojem obszaru instynktu, w świecie zwierząt. Jakkolwiek znaczące zróżnicowanie samca i samicy obserwujemy u niektórych owadów, o wiele wyraźniej przejawia się ono u ptaków i ryb. Dwupostaciowość większości ssaków polega na większych rozmiarach samców, czemu niekiedy towarzyszą także inne atrybuty, jak poroże u jeleniowatych czy grzywa u lwów.

U człowieka różnice między płciami nie ograniczają się tylko do cech pierwszo-, drugo- i trzeciorzędowych, wyrażają się też wiele subtelniej – przykładowo przez odmienną anatomię twarzy, a formują się w wyniku inaczej funkcjonującego układu wewnątrzwydzielniczego. Ogromny wpływ hormonów na psychikę to fakt oczywisty, dlatego również silne zróżnicowanie psychiki męskiej i żeńskiej należy przyjąć za aksjomat. Szkoła współczesnej psychologii zdaje się siać zamęt w tym temacie – albo zupełnie je lekceważąc, albo faworyzując psychikę żeńską jako bardziej wyrafinowaną w porównaniu z surową i prymitywną męską umysłowością. Wypadkowa tych dwóch błędnych podejść stymuluje niezgodną z naturą wojnę płci oraz zamianę tradycyjnych ról społecznych.

Uwagę ludzkości ogniskuje się więc znowu na sztucznie generowanej, destruktywnej rywalizacji, miast na realizacji atutów obu heteromorficznych psychik. Jeśli chcemy w pełni doświadczać tego, co mają do zaoferowania męska i żeńska natura, należałoby zapewnić chłopcom i mężczyznom, dziewczętom i żeńczynom: osobne wychowanie, oddzielną edukację, odmienne zajęcia, zawody, adekwatną pozycję prawną i socjalną. Współpraca pierwiastka męskiego i żeńskiego decyduje o stanie kultury duchowej i materialnej danego narodu, dlatego w naszym interesie leży stworzenie dla niej optymalnych warunków.

Im wyższy poziom ewolucji (świadomości), tym wyraźniej zarysowują się różnice między płciami. Nie istnieją przesłanki pozwalające uznać neutralizację płci (myloną dziś powszechnie z równowagą) za objaw lub środek postępu, można w niej raczej widzieć degradację. Jeżeli Twoją intencją jest harmonijny rozwój duchowy, warto byś respektował, rozumiał i pielęgnował naturalne zróżnicowanie płci (to jeden z fundamentów Boskiego Zamysłu).

Żdan Borod