Maja w mai. Karmiczna matrioszka

mandala szesnastoramiennaMaja to w najogólniejszym znaczeniu Boska Iluzja, Boska Gra, Gra Miłości. Z tego samego źródłosłowu wywodzi się magia, samą maję również możemy nazwać Magią Życia.

Jeśli ktoś zdecydował się na kroczenie ścieżką religii, będzie to dla niego pojęcie negatywne, być może nawet utożsamiane z Szatanem. Coś, od czego należy się odciąć, aby wyzwolić się z więzów materii.

Podejście aryjskie jest oczywiście inne. Dusze Asów wcielają się, aby bawić się w tę grę, cieszyć się nią, poznać ją i osiągnąć w niej mistrzostwo.

Maja w pierwotnym, boskim wydaniu to czysta radość. To przebywanie wśród przyrody, obserwowanie, jak przejawia się w kosmosie Boska Moc, jak doskonale współdziałają siły jan i jin, rodząc coraz więcej życia. Sprawa zaczyna komplikować się, kiedy myśl ludzka odrywa się od tego pierwotnego Boskiego Zamysłu, kiedy intelekt uczy się analizować i kombinować, kiedy dochodzi do wniosku, że Boga dałoby się poprawić. Myślenie analityczne prowadzi do tworzenia sztucznych przedmiotów, do zastąpienia życia martwymi wytworami. Analiza to rozkład.

W ten sposób umysł ludzki coraz bardziej oddala się od radosnej, boskiej mai i zaczyna tworzyć własną maję, której dość radykalny już przejaw stanowi cywilizacja, jaką zbudowaliśmy. Tu rzeczywiście mamy do czynienia z dziełem szatańskim, gdzie radość zostaje wyparta przez doraźną przyjemność, mającą najczęściej charakter destruktywny. Ten szalony pęd donikąd wyraża się dobitnie w powszechnym obecnie przekonaniu, że „wszyscy kiedyś umrzemy”.

Żyjemy więc dziś nie tyle w mai, co w „mai w mai”. Ale na tym nie koniec. Okazuje się, że na tę egoistyczną maję można nakładać następne. Najprostszym przykładem jest świat wirtualny; kiedy gramy – czy to w jakąś strategię, FIFĘ czy inne SIM-sy, i zaczynamy utożsamiać się z cyfrowymi postaciami. To chwilowe wejście w kolejną maję, oderwaną już całkowicie od prawdziwego życia.

Dotąd mieliśmy wokół siebie maję w mai; chwilami żyło się lepiej, chwilami gorzej, kończyło się to wszystko śmiercią, ale co tam ugraliśmy, cośmy z tego wyszarpali, to nasze. I oto przyszedł rok 2020 i świat się zmienił. To już nie jest ta „poczciwa” maja drugiego stopnia. Stworzono silną, bardzo wyraźną warstwę następnej iluzji, nazywanej najczęściej „pandemią”. Ludzie zaczęli zachowywać się bardzo dziwnie. Noszą maski i rękawiczki, unikają się nawzajem, bunkrują się w domach. Perfekcyjna iluzja! Oczywiście, nie dotyczy to wszystkich…

W piątek 21 grudnia 2012 roku nastąpiło przejście z Epoki Lisa do Epoki Wilka, z Epoki Mary do Epoki Welesa. Wówczas to każdy z nas, świadomie bądź nie, dokonał decydującego wyboru ścieżki, jaką będzie podążał. Być może, większość z nas nawet tego nie zauważyła (m.in. ja). Był to jednak szczególny punkt na drzewie światów alternatywnych. Część dusz wybrała drogę ewolucji, rozwoju, wzrastania ku Niebu, druga część zdecydowała się zejść jeszcze głębiej… w maję, choćby po granice piekła. Pozostała też znaczna część dusz niezdecydowanych, ponieważ we Wszechświecie panuje wolna wola.

W drugiej połowie grudnia 2019, dokładnie 7 lat po nastaniu Epoki Wilka, w światach równoległych znów dokonują się decydujące rozgałęzienia. Dusze, które siedem lat wcześniej wybrały drogę Ciemności, ulegają nowej iluzji. Jak widać, jest ich sporo. Natomiast dusze kroczące drogą Światła wychodzą z iluzji widząc, że czas na podejmowanie bardziej śmiałych kroków. Ponieważ nie będzie już tej starej „mai w mai”, w której można było jeszcze trochę się pobujać, pobawić w beztroski (no, może nie do końca) konsumpcjonizm, pohulać. Nagle okazało się, że pomysły sprawowania reżimu za pomocą technologii medycznej i cyfrowej wcale nie są tak odległe.

Zatem: wóz albo przewóz. A co z niezdecydowanymi? Większość z nich, niestety, prawdopodobnie dołączy do pierwszej grupy, zgodnie z regułą: jeżeli sam nie zadecydujesz, ktoś zrobi to za ciebie.

Tak wygląda matrioszka mai, karmiczna matrioszka. Maja ma bowiem swoje prawdziwe źródło w naszym umyśle. Doskonale czysty umysł tworzy czystą, boską, radosną maję.

Nasza karma to nasze podświadome i świadome intencje. Karma swoją strukturą przypomina bardzo grubą matrioszkę, jak napisała kiedyś pewna dziewczyna: to warstwy warstw i inne koronki. Oczyszczanie karmy to oczyszczanie intencji, to zdejmowanie kolejnych warstw tej matrioszki. Bo za pozornie dobrymi intencjami mogą ukrywać się intencje niezbyt czyste. Znacie zapewne ludzi, którzy „chcą dla wszystkich dobrze”. I zapewne wiecie, czym to się kończy, stąd powiedzenie: dobrymi chęciami piekło wybrukowane. To przykład dość transparentny, jednak wiele intencji może być zawoalowanych znacznie sprytniej.

To, co dzieje się dokoła nas, jest odzwierciedleniem matrioszek w naszych umysłach. Jaka karma, taka maja. Przyszedł czas na porządki i wychodzenie z matrioszkowych skorup. Co będzie dalej? Jak widać, zakrywanie i odkrywanie matrioszki działa w cyklu 7-letnim.

Wszystkiego dobrego! Radosnej mai dla wszystkich!

Żdan Borod

Heliocentryzm i teorie konkurencyjne, budowa Wszechświata

Teorie budowy Układu Słonecznego, dawna rycinaDość popularnym trendem związanym z odkrywaniem zaciemnionej przez wieki prawdy o człowieku i Wszechświecie jest negacja heliocentrycznej teorii budowy Układu Słonecznego, jako jednego z fundamentów wpajanych nam przez „system” przekłamań służących kontroli umysłów. Prym wśród konkurencyjnych koncepcji wiedzie teoria płaskiej Ziemi, ale pojawiają się też inne, np. niebocentryzm.

Warto zauważyć, że przez bardzo długi czas, bo aż do XVII wieku, teorią obowiązującą jako zgodna z Biblią była teoria geocentryczna. Teorie heliocentryczne podlegały zakazom i szykanom. Nie ma zatem wyraźnego powodu, aby odrzucać heliocentryzm jako wytwór religijnego okultyzmu. Oczywiście, po przebiciu się teorii heliocentrycznej została ona odpowiednio zaadaptowana na potrzeby „kapłanów”, podobnie jak i inne elementy wiedzy, które ujrzały światło dzienne w epoce Odrodzenia.

Przejście od teorii geocentrycznej do heliocentrycznej stanowiło element ewolucyjnego planu, dokładnie ustalonego przez siły ciemności. Był to jeden z głównych punktów przejścia od okultyzmu religijnego do okultyzmu naukowego (opisanego w tekście Racjonalizm dla naiwnych).

Można to dobrze zobrazować na przykładzie renesansowych odkryć anatomicznych. Idąc torem myślenia przeciwników heliocentryzmu powinniśmy zakwestionować również wiedzę z dziedziny anatomii. Tymczasem rozpowszechnione dziś informacje o budowie ludzkiego ciała nie są fałszywe czy złe same w sobie; fałszywe jest sprowadzenie człowieka do niedoskonałego połączenia skóry, mięsa, kości i podrobów.

Tak samo ma się rzecz z budową Wszechświata. Kłamstwo nie polega na tym, że szkielet ludzki wygląda zupełnie inaczej niż nam się to podaje. Jest ono, niestety, znacznie bardziej podstępne.

Dlatego negowanie teorii heliocentrycznej na zasadzie odwracania wszystkiego o 180° mija się z rozsądkiem. W ten sposób otwarty umysł i unikanie schematów obracają się przeciwko nam. Zwolennicy teorii płaskiej Ziemi mówią o „naukowych dowodach”; w rzeczywistości opierają się jedynie na pewnych obserwacjach, nie odbiegając w gruncie rzeczy od powodów, dla których ludzie wierzyli w płaską Ziemię w średniowieczu. Dobrze byłoby wziąć poprawkę na to, że „z dołu” wszystko wygląda zupełnie inaczej niż „z góry”. Teoria płaskiej Ziemi, mimo prób jej racjonalizacji, nadal niewiele różni się od przekonania, że człowiek rośnie, ponieważ wpada w niego jedzenie, które stopniowo go rozpycha. Zresztą… współczesna, czysto materialistyczna teoria heliocentryczna też niewiele się od niego odróżnia, jeżeli wziąć pod uwagę skalę spłycenia pojmowania kosmosu.

No właśnie, ale dlaczego mielibyśmy przyjmować na wiarę teorię heliocentryczną, skoro widok „z góry” nie został nam dany?

To bardzo uzasadnione pytanie. W sumie: dlaczego miałbym wierzyć w swoją wątrobę, skoro nigdy jej nie widziałem?

W tym tkwi istota kłamstwa. We wmówieniu człowiekowi, jakoby musiał kroić własne ciało, aby je poznać, albo budować sondy kosmiczne, żeby zbadać Wszechświat. Wyrugowane zostało przede wszystkim poznawcze znaczenie „czucia” – jako czegoś irracjonalnego, w przeciwieństwie do tego, co się widzi. I nie do końca chodzi tu o Mickiewiczowską „wiarę i czucie” kontra „szkiełko i oko”. Nie do końca, ponieważ romantycy zasadniczo odrzucali rozum jako drogę poznania prawdy. Tymczasem rozum i czucie, rozum i intuicja – to jan i jin, to pierwiastki predestynowane do harmonijnego współdziałania. Inna sprawa, że praktycznie nieograniczone możliwości tzw. wzroku wewnętrznego zostały włożone między bajki, skoro istotę ludzką uznano jedynie za wyrafinowany kawał mięsiwa.

Teorię heliocentryczną w ujęciu ogólnym można nazwać starożytnym, przedbiblijnym, wedyjskim standardem. Budowę kosmosu każdy z nas może poznać osobiście. Jeśli na razie nie widzimy takich możliwości (na skutek głębokiego uśpienia naturalnych zdolności), to zawsze lepiej wziąć „na wiarę” zdanie Przodków niż obcych instancji.

Żdan Borod