Gudbrand ze Wzgórza. Baśń norweska

Baśń o Gudbrandzie ze Wzgórza

Był sobie raz człowiek imieniem Gudbrand. Jego zagroda leżała na wzgórzu, dlatego też zwano go: Gudbrandem ze Wzgórza. Z żoną żyli dobrze – zgadzali się do tego stopnia, że cokolwiek uczynił, żona uważała jego decyzję za najlepszą z możliwych. Uprawiali połać ziemi, trzymali sto talarów na dnie skrzyni, a w ich oborze stały dwie krowy. Pewnego dnia żeńczyna zwróciła się do Gudbranda: „Kochany, myślę, że powinniśmy pójść do miasta i sprzedać jedną krowę – mielibyśmy trochę grosza pod ręką, tak jak inni ludzie, a nie musielibyśmy ruszać stu talarów z kufra. Dwie krowy chyba nie są nam potrzebne, zamiast doglądać tej drugiej mogłabym lepiej zadbać o nas oboje.” Gudbrand uznał radę za słuszną, zaprowadził więc krowę do miasta.

Niestety – nikt krasuli nabyć nie chciał. Nic to! – pomyślał Gudbrand; wobec tego zabiorę krowę z powrotem do zagrody. Mam dla niej postronek i paszę, zaś droga powrotna nie będzie dłuższa od tej, jaką przebyłem. I ruszył do domu.

Uszedłszy kawałek napotkał chłopa, który wiódł konia na sprzedaż. W głowie zaświtała mu myśl, że rozsądniej mieć konia zamiast krowy, więc wymienił się z nim. Po pewnym czasie spotkał człowieka pędzącego przed sobą tłustą świnię i pomyślał, że lepiej byłoby mieć świnię niż konia, toteż i z nim się zamienił. Uszedł znowu kawałek i trafił na mężczyznę z kozą. Pomyślał sobie, iż bez wątpienia korzystniej mieć kozę aniżeli świnię – i znowu dokonał wymiany. Gdy udał się w dalszą drogę, spotkał człowieka z owcą. Z nim również się zamienił, gdyż stwierdził, że w każdym razie lepiej mieć owcę niźli kozę. Szedł dalej, aż zobaczył wieśniaka z gęsią i wymienił owcę na gęś. Nieopodal napotkał kolejnego mężczyznę – z kogutem. Wymienił się z nim zwierzętami, myśląc: Zamiast gęsi z pewnością lepiej mieć koguta.

Tak wędrował Gudbrand do wieczora – w końcu poczuł głód. Sprzedał wtedy koguta za sześć groszy i kupił sobie za nie jedzenia. Zdecydowanie mądrzej jest zadbać o ciało, niż ocalić koguta – skonstatował.

Pokrzepiony wracał dalej do domu, aż dotarł do gospodarstwa sąsiada. „Jakże powiodło ci się, Gudbrandzie, w mieście?” – pytają ludzie. „Dosyć dobrze” – odrzekł; „nie mogę wprawdzie pochwalić się zbytnim szczęściem, ale i żadne nieszczęście na mnie nie spadło.” Po czym opowiedział wszystko po kolei. „No no, ładnie cię przyjmie żona w domu!” – zaśmiał się gospodarz; „niech Bóg ma cię w opiece, nie chciałbym być w twojej skórze!” „Sądzę, iż mogło być znacznie gorzej” – powiedział Gudbrand; „to jednak obojętne, ponieważ czy mi się coś udaje, czy nie, moja żona jest tak dobra, że zawsze tylko mnie chwali.” „Owszem, tak powiadają, lecz jakoś trudno mi w to uwierzyć” – odparł sąsiad. „Załóżmy się przeto” – zaproponował Gudbrand – „o sto talarów. Odważysz się tyle postawić?” Zgodził się sąsiad; Gudbrand został u niego do zmroku – potem poszli razem w stronę chaty Gudbranda.

Sąsiad stanął przy drzwiach i nasłuchiwał, a Gudbrand wszedł do środka. „Dobry wieczór, kochany!” – przywitała go żona; „sława Bogu, że już wróciłeś”. Później zapytała, co zdarzyło się mieście. „Ach, nie ma się czym chwalić” – odpowiedział Gudbrand; „kiedy dotarłem na targ, nikt nie chciał kupić krowy, dlatego zamieniłem ją na konia”. „O, to bardzo pięknie” – powiedziała żona; „powodzi nam się i powinniśmy tak jak inni ludzie jeździć do kościoła, skoro stać nas na konia. Dzieci, pobiegnijcie i przyprowadźcie go!” „Ale, niestety, nie mam już konia” – rzekł Gudbrand; „kiedy poszedłem kawałek dalej, przehandlowałem go na świnię”. „Ach!” – zawołała żeńczyna; „postąpiłabym dokładnie tak samo! Tak się cieszę, będziemy teraz mieli szynkę, by poczęstować gości. Po cóż nam właściwie koń? Ludzie by tylko szemrali, że robimy z siebie panów i nie chcemy chodzić do kościoła pieszo, jak dawniej. Pobiegnijcie, dzieci, przyprowadźcie tę świnkę!” „Świni, niestety, też już nie mam” – odezwał się Gudbrand; „kiedy uszedłem trochę, wymieniłem ją na kozę mleczną”. „Och! Jak ty rozważnie postępujesz!” – zachwyciła się żona; „kiedy porządnie się zastanowię – cóż poczęłabym ze świnią? Ludzie gadaliby tylko, że ci ze Wzgórza przejadają wszystko. A teraz przynajmniej mamy kozę, która daje mleko, będę mogła przygotowywać ser. Wprowadźcie naszą kózkę, drogie dzieci!” „Jednak tej kozy także już nie mam”, powiedział Gudbrand; „bo w dalszej drodze dostałem za nią wspaniałą owcę”. „O, dziękuję, kochany!” – wykrzyknęła żona; „czynisz wszystko zawsze tak, jak bym sobie życzyła… Czyż koza nie jest kłopotliwa? Trzeba byłoby wspinać się z nią po górach i wieczorami sprowadzać na dół. Mamy owcę, więc oprócz mleka nie zabraknie nam też wełny! Dzieci, pobiegnijcie po nią!” „Tylko, niestety, nie mam również owcy”, zaznaczył Gudbrand; „po jakimś czasie zamieniłem ją bowiem na gęś”. „Och, dziękuję ci za to, mój drogi” – odpowiedziała żona; „dziękuję po stokroć. Czy z owcy byłoby wiele pożytku? Nie mam kołowrotka ani wrzeciona, zaś szycie ubrań kosztuje mnóstwo pracy – możemy przecież nadal je kupować. Od dawna miałam chęć na gęsinę, a pierze przyda się na poduszki. Pobiegnijcie i przyprowadźcie gąskę, dzieci!” „Ale, niestety, gęsi już nie mam” – powiedział Gudbrand; „kiedy poszedłem dalej, zamieniłem ją na koguta”. „Och, wpadłeś na doskonały pomysł, mój kochany!” – zawołała żona; „cóż może być lepszego? Kogut! Zupełnie, jakbyś kupił budzik, gdyż kogut codziennie pieje o czwartej nad ranem, będziemy mogli zawsze wstawać na czas. Na co nam gęś? Nie za bardzo potrafię przyrządzać gęsinę, a poduszki najlepiej wypchać zwykłą trawą morską. Dzieci drogie, przynieście tu naszego kogutka!” „Niestety, nie mam nawet i tego koguta” – zakończył Gudbrand; „ostatecznie tak strasznie zgłodniałem, że postanowiłem sprzedać go za sześć groszy i kupić coś do jedzenia, żeby się posilić”. „Sława Bogu, że tak uczyniłeś!” – odpowiedziała żona; „postępujesz tak, jak gdybyś czytał w moich myślach. Na cóż zdałby nam się kogut? Jesteśmy władcami swego życia i możemy spać tak długo, jak nam się podoba. Skoro tylko mam ciebie, męża, który potrafi sprostać każdej sytuacji, nie potrzebuję ani koguta, ani gęsi, ani świni czy krowy.”

Wtedy Gudbrand otworzył drzwi. „Czy wygrałem właśnie sto talarów?”, zapytał, a sąsiad – musiał przytaknąć.

opracowanie: Żdan Borod