Heliocentryzm i teorie konkurencyjne, budowa Wszechświata

Teorie budowy Układu Słonecznego, dawna rycinaDość popularnym trendem związanym z odkrywaniem zaciemnionej przez wieki prawdy o człowieku i Wszechświecie jest negacja heliocentrycznej teorii budowy Układu Słonecznego, jako jednego z fundamentów wpajanych nam przez „system” przekłamań służących kontroli umysłów. Prym wśród konkurencyjnych koncepcji wiedzie teoria płaskiej Ziemi, ale pojawiają się też inne, np. niebocentryzm.

Warto zauważyć, że przez bardzo długi czas, bo aż do XVII wieku, teorią obowiązującą jako zgodna z Biblią była teoria geocentryczna. Teorie heliocentryczne podlegały zakazom i szykanom. Nie ma zatem wyraźnego powodu, aby odrzucać heliocentryzm jako wytwór religijnego okultyzmu. Oczywiście, po przebiciu się teorii heliocentrycznej została ona odpowiednio zaadaptowana na potrzeby „kapłanów”, podobnie jak i inne elementy wiedzy, które ujrzały światło dzienne w epoce Odrodzenia.

Przejście od teorii geocentrycznej do heliocentrycznej stanowiło element ewolucyjnego planu, dokładnie ustalonego przez siły ciemności. Był to jeden z głównych punktów przejścia od okultyzmu religijnego do okultyzmu naukowego (opisanego w tekście Racjonalizm dla naiwnych).

Można to dobrze zobrazować na przykładzie renesansowych odkryć anatomicznych. Idąc torem myślenia przeciwników heliocentryzmu powinniśmy zakwestionować również wiedzę z dziedziny anatomii. Tymczasem rozpowszechnione dziś informacje o budowie ludzkiego ciała nie są fałszywe czy złe same w sobie; fałszywe jest sprowadzenie człowieka do niedoskonałego połączenia skóry, mięsa, kości i podrobów.

Tak samo ma się rzecz z budową Wszechświata. Kłamstwo nie polega na tym, że szkielet ludzki wygląda zupełnie inaczej niż nam się to podaje. Jest ono, niestety, znacznie bardziej podstępne.

Dlatego negowanie teorii heliocentrycznej na zasadzie odwracania wszystkiego o 180° mija się z rozsądkiem. W ten sposób otwarty umysł i unikanie schematów obracają się przeciwko nam. Zwolennicy teorii płaskiej Ziemi mówią o „naukowych dowodach”; w rzeczywistości opierają się jedynie na pewnych obserwacjach, nie odbiegając w gruncie rzeczy od powodów, dla których ludzie wierzyli w płaską Ziemię w średniowieczu. Dobrze byłoby wziąć poprawkę na to, że „z dołu” wszystko wygląda zupełnie inaczej niż „z góry”. Teoria płaskiej Ziemi, mimo prób jej racjonalizacji, nadal niewiele różni się od przekonania, że człowiek rośnie, ponieważ wpada w niego jedzenie, które stopniowo go rozpycha. Zresztą… współczesna, czysto materialistyczna teoria heliocentryczna też niewiele się od niego odróżnia, jeżeli wziąć pod uwagę skalę spłycenia pojmowania kosmosu.

No właśnie, ale dlaczego mielibyśmy przyjmować na wiarę teorię heliocentryczną, skoro widok „z góry” nie został nam dany?

To bardzo uzasadnione pytanie. W sumie: dlaczego miałbym wierzyć w swoją wątrobę, skoro nigdy jej nie widziałem?

W tym tkwi istota kłamstwa. We wmówieniu człowiekowi, jakoby musiał kroić własne ciało, aby je poznać, albo budować sondy kosmiczne, żeby zbadać Wszechświat. Wyrugowane zostało przede wszystkim poznawcze znaczenie „czucia” – jako czegoś irracjonalnego, w przeciwieństwie do tego, co się widzi. I nie do końca chodzi tu o Mickiewiczowską „wiarę i czucie” kontra „szkiełko i oko”. Nie do końca, ponieważ romantycy zasadniczo odrzucali rozum jako drogę poznania prawdy. Tymczasem rozum i czucie, rozum i intuicja – to jan i jin, to pierwiastki predestynowane do harmonijnego współdziałania. Inna sprawa, że praktycznie nieograniczone możliwości tzw. wzroku wewnętrznego zostały włożone między bajki, skoro istotę ludzką uznano jedynie za wyrafinowany kawał mięsiwa.

Teorię heliocentryczną w ujęciu ogólnym można nazwać starożytnym, przedbiblijnym, wedyjskim standardem. Budowę kosmosu każdy z nas może poznać osobiście. Jeśli na razie nie widzimy takich możliwości (na skutek głębokiego uśpienia naturalnych zdolności), to zawsze lepiej wziąć „na wiarę” zdanie Przodków niż obcych instancji.

Żdan Borod