Skandale obyczajowe a zdrowe społeczeństwo, intelekt a Dobro

16-ramienna mandala. Autor: Żdan BorodW ostatnich miesiącach jesteśmy świadkami bardzo silnego nagłaśniania medialnego pewnych skandali obyczajowych. Wszyscy wiemy, o jakich skandalach mowa; w tym tekście celowo pozostawiam ich przedmiot w domyśle.

Ostentacyjne traktowanie tego tematu w mediach usprawiedliwia się tym, iż chodzi o kwestię tak niebezpieczną i niegodziwą, że powinno się krzyczeć o niej najgłośniej, jak to możliwe, aby maksymalnie napiętnować sprawców i tym samym ugruntować jak najsilniejszą dezaprobatę społeczną dla tego typu zachowań. Za podniesieniem medialnego krzyku przemawia też fakt, że problematyzowane zdarzenia miały miejsce w obrębie instytucji, której przedstawiciele dla wielu Polaków stanowią autorytet moralny, a przynajmniej do takiego miana pretendują.

We mnie cała sprawa budzi tak wielki niesmak, że z zasady nie interesuję się nią (a mimo to dowiedziałem się o niej sporo, co obrazuje skalę wywołanego szumu). I nie mówię o niesmaku związanym z samym tematem (byłoby to zbyt łagodne określenie), lecz właśnie ze sposobem, w jaki go podjęto.

Naturalnie, zwyrodnienia należy ujawniać i przeciwdziałać im w sposób zdecydowany. Ale to, co się dzieje, należałoby raczej nazwać stawianiem zwyrodnień na świeczniku.

Zdrowe społeczeństwo nie pasjonuje się i nie emocjonuje wynaturzeniami, nie tworzy wokół nich atmosfery skandalu, nie koncentruje się na nich. Tak jak zdrowy, odporny organizm prędko zwalcza chorobę, tak zdrowe społeczeństwo krótko rozprawia się z degeneracją i powraca do normalności. Jeśli dzieje się inaczej, to albo społeczeństwo samo uległo degeneracji, albo ktoś próbuje nim manipulować, tak by tę degenerację sprowokować czy pogłębić.

Przyjrzyjmy się temu bliżej. Przesadne nagłaśnianie jakiegokolwiek zdarzenia związanego z ludzką krzywdą uważam za nieetyczne, ponieważ oznacza brak szacunku do człowieka, który doświadczył cierpienia. Omawiany przypadek dotyczy dzieci, jest zatem wyjątkowo delikatny. Tymczasem w imię chronienia dzieci temat rozdmuchano do takich rozmiarów, że dociera on już do dzieci bezpośrednio. Mało tego – zdaniem tych, którzy temat rozdmuchują, tak właśnie powinno być: według nich należy „uświadamiać” dzieci. Zresztą, wydawnictwa dla dzieci dotyczące tej kwestii są już w obiegu od ponad 10 lat, czyli od czasu, kiedy miała miejsce pierwsza fala upubliczniania zjawiska. Czy normalnemu człowiekowi nie zapala się tu przysłowiowa czerwona lampka?

W tym kontekście przytacza się często (oczywiście, poza mediami głównego nurtu) ideę tzw. okna Overtona. W uproszczeniu – oznacza ona mechanizm stopniowej zmiany obyczajowości społeczeństwa dzięki wyrafinowanej manipulacji. To, co ma obecnie miejsce w mediach, to pierwszy krok tego procesu, jakim jest oswojenie opinii publicznej z danym zjawiskiem. Kiedy uwagę społeczeństwa skupia się na brudzie (nawet poprzez potępianie go), to ów brud zaczyna stawać się codziennością społeczną. Jeśli bulwersujący temat przez miesiące czy wręcz lata nie schodzi z pierwszych stron gazet i ekranów laptopów, to przestaje on być bulwersujący. Po jakimś czasie może się więc okazać, że zacznie się o nim mówić w znacznie lżejszym tonie (właściwie to już się stało). I tu pojawia się pierwsza zmiana w postrzeganiu zjawiska przez społeczeństwo: przestaje ono oburzać. Bariera zostaje przełamana.

To, na czym koncentrujemy swoją uwagę, wzrasta w naszym życiu. Ciekawe, jak wiele myśli i uwagi każdy z nas poświęcił w ostatnich miesiącach rzeczonym skandalom? Kolejne pytanie: do czego jest to normalnemu, zdrowemu człowiekowi potrzebne?

Wychodzę z założenia, iż my, Polacy, mimo wielu problemów, z którymi się borykamy, pozostaliśmy w gruncie rzeczy zdrowym narodem. I abyśmy podołali wyzwaniom współczesności i zachowali zdrowie, potrzebujemy przede wszystkim jednego: skupienia się na Dobru. O dobrych, zdrowych rzeczach należy myśleć i stwarzać je w życiu. Komunał? Dobro jest proste (choć nie prostackie), jest naturalne. Gdy się je skomplikuje – przestaje być Dobrem. A w komplikowaniu specjalizuje się intelekt.

To kolejny sposób kierowania człowiekiem: wyniesienie na piedestał intelektu jako najważniejszego, najwyższego aspektu jego rozwoju. Sugerowanie, jakoby odczuwanie i kierowanie się sercem i intuicją oznaczało naiwność. Wmawianie człowiekowi, jakoby musiał jak najwięcej analizować, aby dotrzeć do prawdy. Rozkładanie rzeczywistości na czynniki pierwsze, szczegółowe definiowanie ich i przedstawianie tego jako realnej wiedzy i mądrości. Tworzenie bezsensownego programu oświatowego, który nie wnosi do społeczeństwa niczego wartościowego. Czy ogromny wzrost liczby Polaków z wyższym wykształceniem spowodował jakiekolwiek korzystne zmiany społeczne?

„Wykształceni” ludzie są z reguły znacznie bardziej podatni na manipulacje medialne, chociaż powszechnie lansuje się tezę odwrotną, wyższy poziom wykształcenia próbuje się kojarzyć z wyższym poziomem świadomości. Jednak większa podatność na manipulacje ludzi wykształconych wynika z faktu, że szkoły wyższe (szkoły podstawowa i średnie także) wcale nie uczą samodzielnego myślenia, a jedynie kształcą konsumentów myślących zgodnie z oficjalnie obowiązującymi doktrynami. Przecież jeszcze 30 lat temu próba nagłośnienia obecnych skandali obyczajowych nie znalazłaby w naszym społeczeństwie prawie żadnego oddźwięku. Człowiek posiada naturalną zdolność odróżniania dobra od zła i to, co odczuwa jako złe – odrzuca. Natomiast z człowiekiem „wykształconym” sprawa nie przedstawia się już tak prosto; takiego człowieka „nauczono myśleć”, wobec czego on nie może sobie ot tak odrzucić tego, co uważa za złe – on musi to dokładnie przeanalizować, ponieważ właśnie jest „człowiekiem wykształconym”, a nie jakąś ciemnotą.

Znamienne, iż obecnie w Polsce wyższe wykształcenie posiada już więcej kobiet niż mężczyzn. Powiązanie tej statystyki z wcześniejszymi spostrzeżeniami pozostawiam Waszemu intelektowi, lub, jeśli wolicie – Waszemu sercu.

Żdan Borod

Indywidualizm i kolektywizm, wolność i ład, czas wiedunów

Szesnastoramienna mandala. Autor: Żdan BorodSłowiańskie odrodzenie idzie głównie ze Wschodu.

Zwłaszcza w ostatnim stuleciu Wschód reprezentował społeczny kolektywizm w odróżnieniu od rozprzestrzeniającego się na Zachodzie indywidualizmu (drogi osobistej kariery). Po odsłonięciu żelaznej kurtyny fala tego ostatniego zalała też społeczeństwa wschodnie. Podobnie kolektywizm zaczął rozlewać się na Zachód, co rzadziej się zauważa.

Kolektywizm i indywidualizm to dwa aspekty rozwoju człowieka, które same w sobie nie są ani złe, ani dobre, a mogą zostać w różny sposób wykorzystane. Równowaga przeciwieństw przynosi optymalny rozwój.

Wraz z powrotem do słowiańskich tradycji odżywają często sentymenty PRL-owskie. Warto pamiętać, że socjalistyczny kolektywizm miał także ujemne strony. Socjalizm nie był ustrojem słowiańskim, to ustrój obcy, podobnie jak kapitalizm, chociaż znacznie bardziej współgrający z duchem Słowiańszczyzny.

Wadą socjalistycznego kolektywizmu jest tendencja do „równania poziomu w dół”, na czym traci część wybitnych jednostek. Tym samym traci całe społeczeństwo, bo wyróżniające się umysły mogłyby wnieść do życia ogółu wiele odkrywczych idei. Kłamstwem jest, jakoby ustrój socjalistyczny zupełnie blokował drogę rozwoju ludziom światłym. Ale jego możliwości zostały znacznie ograniczone.

Kolektywizm rozlewający się na Zachód zdegenerował się jeszcze bardziej. I tak, o ile dawniej pojęcia: „socjalizm” czy „lewica” miały konotować „działanie dla dobra ogółu”, tak dzisiaj oznaczają głównie „prawa mniejszości”, przede wszystkim seksualnych. Zatem, na Zachodzie socjalizm został niejako wywrócony do góry nogami: dobro ogółu zostało zastąpione dobrem szczegółu.

Zachodni indywidualizm to znakomity nośnik egoizmu. Tak jak komunistyczny kolektywizm stanowi mniej czy bardziej wypaczoną formę harmonijnego życia społecznego, tak przywleczony z Zachodu indywidualizm przedstawia wykrzywioną postać rozwoju osobowości jednostki. Indywidualizm polega na tym, by jak najbardziej odróżniać się od innych oraz aby zdobyć jak najwyższą pozycję.

Funkcja indywidualizmu to niszczenie więzi, dlatego doprowadził on do rozbicia związków między mężczyzną a kobietą, rozbicia rodzin i rozbicia więzi człowieka z przyrodą. W Słowian zachodni indywidualizm uderzył z dużą siłą, głównie za sprawą wspomnianej niedoskonałości ustroju socjalistycznego. Gdyby udało się nam wypracować idealny model socjalizmu, który zbliżałby nas do kondycji społeczeństwa wedyjskiego, indywidualizm nie przyniósłby takich spustoszeń. Niestety, znalazł komfortowe zaczepienie w wyhodowanych przez dziesiątki lat kompleksach (bo wszyscy wiedzieli, że „tam jest lepiej”).

Słowiańskość łączy w sobie dwie ważne cechy: ład i wolność. Po upadku słowiańskiego ustroju rodowo-plemiennego ład został zastąpiony „porządkiem”, a konkretnie porządkiem feudalnym. Ład to pewien rodzaj porządku, ale nie każdy porządek to ład. Ład możemy uznać za Boski (najwyższy) Porządek, porządek naturalny. Oprócz tego, istnieje nieskończona ilość niższych porządków, które można wymyślać i wdrażać w życie. Mogą one przynosić najróżniejsze skutki, względnie korzystne lub zgubne dla człowieka.

Każdy porządek poza Boskim jest tymczasowy. W gruncie rzeczy, Boski Porządek panuje zawsze i wszędzie, tylko umysł nie zawsze to zauważa.

Porządek feudalny był zepsutą, dwubiegunową karykaturą ładu rodowo-plemiennego: jeden biegun tworzyła szlachta i kler (egoizm), drugi mieszczaństwo i chłopi (forsowny kolektywizm). W ustroju rodowo-plemiennym warny stanowiły swego rodzaju łańcuch społeczny, który z jednej strony umożliwiał harmonijne funkcjonowanie społeczeństwa jako całości, z drugiej – dawał każdej jednostce możliwość optymalnego rozwoju (warny, w przeciwieństwie do stanów czy kast, były otwarte i nieuwarunkowane urodzeniem). Matematycznie feudalizm można określić jako „ład minus wolność”.

Ta pozostałość dawnego ustroju słowiańskiego została unicestwiona przez dwie wielkie rewolucje: francuską i bolszewicką. Pierwsza otwarła pole dla rozwoju kapitalizmu na Zachodzie, druga zapoczątkowała rządy komunistyczne na Wschodzie.

Panujący w całej Europie ustrój feudalny spolaryzowany był wertykalnie, natomiast za sprawą rewolucji doszło do podziału horyzontalnego: na Wschodzie ład (a właściwie porządek) bez wolności, na Zachodzie wolność (a właściwie liberalizm), ale bez porządku.

Postmodernistyczna historiozofia wysunęła piórem Francisa Fukuyamy hipotezę o końcu historii. Hipoteza ta upadła wraz z atakiem na World Trade Center w 2001 roku. Mit o liberalnej demokracji jako jedynej słusznej, najwyższej ewolucyjnie formie ustroju runął wraz z dwiema wieżami. Islam w swojej agresywnej formie możemy uznać za najbardziej skrajną postać wschodniego kolektywizmu.

Odrodzenie Słowian i naszego rodzimego ustroju przychodzi powoli i z trudem, gdyż ścieramy się z wytworzonymi w ciągu stuleci schematami i uprzedzeniami. Ponieważ odrodzenie idzie od Wschodu, który był ostoją kolektywizmu za cenę ograniczeń jednostki, w wielu umysłach budzi strach. Z drugiej strony: niektórzy entuzjaści odrodzenia słowiańskich wartości istotnie mają w sobie zbyt mało pierwiastka wolności, chętnie zaprowadziliby słowiański ustrój siłą (na przykład niszcząc tę „szmatławą” cywilizację).

A taki ustrój nie byłby już słowiański. Ustrój rodowo-plemienny to ład i wolność, jan i jin. I dopiero, kiedy te dwie energie doskonale zrównoważą się w nas, kiedy zaczną doskonale współdziałać, czy raczej: kiedy my nauczymy się władać tymi energiami i utrzymywać je w doskonałej równowadze – dopiero wtedy uda nam się odbudować nasz pierwotny ustrój słowiański.

Wojownik ciosa rzeczywistość szablą, chcąc, by przybrała właściwy kształt. Wiedun używa do tego swojego umysłu.

Którą drogę wybierasz?

Żdan Borod