Stereotypy seksualne a boska natura płci

śniadanie u tiffaniego scena z maskami

Według definicji słownikowej stereotyp to „funkcjonujący w świadomości społecznej skrótowy, uproszczony i zabarwiony wartościująco obraz rzeczywistości, często oparty na niepełnej lub fałszywej wiedzy, utrwalony jednak przez tradycję i z trudem ulegający zmianom”. Modernistyczne i ponowoczesne narzędzia inżynierii społecznej, takie jak feminizm, postgenderyzm czy gender mainstreaming, przyklejają etykietkę „stereotypu” wszystkiemu, co wiąże się z tradycyjną, społeczną rolą płci, odwracając jednocześnie uwagę od faktu, że wynika ona najczęściej z naturalnych (biologicznych, psychologicznych, energetycznych) uwarunkowań. „Najczęściej”, bo w ostatnich stuleciach pewna część aspektów funkcjonowania płci rzeczywiście została sprowadzona do sztywnego i niekoniecznie korzystnego schematu.  Ale i nurty związane z „równouprawnieniem” tworzą na swoje potrzeby nowe stereotypy. Opozycyjne do nich prądy odrodzenia dawnych, słowiańskich czy wedyjskich relacji męsko-żeńskich w pewnej mierze również posługują się stereotypami.

Stereotypy pojawiają się tam, gdzie świadomość ludzi ulega silnemu zawężeniu, gdzie przestają korzystać z intuicji, z pełnego dostępu do wiedzy. Dlatego stereotypy seksualne najmocniej przybrały na sile od czasu rozprzestrzenienia się na naszym obszarze religii, która, pisząc najogólniej, była głównym nośnikiem „zniewolenia” umysłów. Te stereotypy seksualne służyły podtrzymaniu pewnego porządku – zdegenerowanego, ale jednak porządku. Rozniecony w świecie zachodnim dwudziestowieczny bunt przeciwko dawnym rolom płci był buntem czysto intelektualnym (wypływającym z ego) i nie miał związku z przebudzeniem duchowym.

Ponieważ pojęcie stereotypu dotyczy świadomości społecznej, instancje wpływające na świadomość mas próbują postawić znak równości między społeczeństwem i stereotypem, tzn. utwierdzić nas w przekonaniu, jakoby społeczeństwo z zasady stanowiło źródło stereotypów. Skoro zaś stereotyp uznajemy za coś przestarzałego i szkodliwego, to i za takie uznamy społeczeństwo samo w sobie. Na skutek rewolucji obyczajowych społeczeństwo zaczęło się więc zmieniać w „masę indywidualności”.

W tej masie funkcjonują przekonania będące mieszaniną starych (postfeudalnych) i nowych (postmodernistycznych) poglądów na temat płci. O ile dawne stereotypy seksualne sprzyjały podtrzymaniu (niedoskonałego już wprawdzie) współdziałania między płciami, to wspomniana mieszanina podtrzymuje, z tego  co widzę, głównie stan walki płci (to podstawowy czynnik rozbicia społeczeństwa).

Jednym ze „starych” poglądów na temat płci jest „teza”, jakoby mężczyzna i żeńczyna byli dokładnymi, symetrycznymi przeciwieństwami. Wcześniej działało to mniej więcej w ten sposób: kobieta jest czysta i piękna, więc mężczyzna z natury jest brudny i brzydki (co najwyżej „ładniejszy od diabła”). Z kolei kobietę uważało się raczej za stworzenie głupie, co spowodowało odcinanie się od żeńskiej mądrości.

Dzisiaj z jednej strony neguje się różnice między mężczyzną a kobietą, z drugiej – wykorzystuje przekonanie o przeciwieństwach płci do utwierdzania relacji matriarchalnych. Próbuje się przedstawić kobietę jako istotę subtelną, nieoczywistą, delikatną i złożoną, mężczyznę – jako przewidywalnego, nieskomplikowanego i niezbyt świadomego prostaka. Kobiecie przypisuje się wrażliwość, empatię i humanitarność, mężczyźnie – obojętność, egoizm i brutalność. Wobec tego za jedynie słuszny należy uznać żeński punkt widzenia – ma on stanowić ratunek dla świata i ludzkości. Mężczyźni natomiast powinni podporządkować się kobietom i uczyć się od nich wyższych, szlachetnych cech – krótko mówiąc: „uczłowieczać się” w tym matriarchalnym systemie. Wzór dla nich może stanowić społeczność gejowska, która osiągnęła niejako wyższy stopień ewolucji („gej najlepszym przyjacielem kobiety”).

Środowiska sprzeciwiające się matriarchalnemu reżimowi i działające na rzecz przywracania naturalnego ładu społecznego nierzadko przerysowują różnice między mężczyzną a kobietą (jako wyraz opozycji wobec polityki zrównywania płci). Skutkuje to powrotem bardziej do relacji wczesnomatriarchalnych (związanych z rozpowszechnieniem się judeochrześcijaństwa) niż tych pierwotnych, właściwych człowiekowi.

Dla zaistnienia ostatnich istotna jest świadomość, że mężczyzna łączy naturę męską i żeńską. Wydawałoby się, że to krok ku demoniczności (neutralności), jakaś biseksualność czy unisex. Chodzi o coś innego. Można to wytłumaczyć w ten sposób, że mężczyzna „ogarnia całość”. Tak rzeczywiście musi być, jeśli ma on prowadzić żeńczynę i całą rodzinę. Najlepiej tłumaczy się to na przykładzie chromosomów płciowych. Żeńskie chromosomy płciowe to XX, męskie – XY. O płci dziecka decydują męskie chromosomy płciowe. Jeśli mężczyzna przekaże chromosom X – rodzi się dziewczynka, jeśli Y – urodzi się chłopiec. Dzięki temu możemy uzmysłowić sobie, iż mężczyzna zawiera w sobie naturę męską i żeńską, tyle że przejawia tę pierwszą. Żeńczyny nie posiadają chromosomów Y (znają wyłącznie żeńską naturę).

„Matryca” życia to element żeński. Wszystkie embriony są na początku „dziewczynkami”. W przyrodzie i w całym kosmosie pierwiastek żeński występuje w nieporównanie większej ilości niż męski (nawet wspomniany chromosom X jest znacznie większy od Y), ponieważ żeńska energia rodzi życie. Im więcej pierwiastka żeńskiego, tym więcej życia. U dawnych Słowian i innych ludów żyjących w zgodzie z naturą normalnym i powszechnym było wielożeństwo. Były to w istocie społeczeństwa żeńskie, tyle że organizowane przez mężczyzn. Na tym polega rola pierwiastka męskiego w przyrodzie i kosmosie: to funkcja porządkująca. Nie jest on potrzebny w dużej ilości, za to przeważa jakościowo (w pewnym sensie) przez swą siłę porządkującą, umiejętność nadawania struktury, bez której życie również nie mogłoby zaistnieć, gdyż nie przybrałoby żadnej formy. Żeńska energia to moc twórcza, to ocean informacji, natomiast męska energia to czynnik tworzący, odpowiednio konfigurujący informację.

Z podstawowej niewiedzy na temat natury męskiej i żeńskiej wywodzą się pozostałe stereotypy. Właściwie, wynikają one przede wszystkim z tego, że płcie są z siebie nawzajem niezadowolone, gdyż nie umieją współdziałać. A nie umieją, bo od małego indukuje się im rywalizację i walkę, zamiast uczyć pielęgnować miłość.

Kilka z takich stereotypów (najpierw na temat mężczyzn):

Mężczyźni są niedomyślni. Chodzi tu zwłaszcza o niedomyślność względem płci przeciwnej – w kwestii tego, czego pragnie kobieta, czego jej potrzeba, co chce mężczyźnie przekazać itd. Nic dziwnego, że taki pogląd rozpowszechnił się w ostatnich dziesięcioleciach. Jednak problem nie polega na tym, że mężczyźni są niedomyślni, a na zniszczeniu harmonijnej komunikacji. Ponieważ, jak już wspomniałem, współczesna, jedynie słuszna perspektywa, to perspektywa żeńska – winą za brak porozumienia obarcza się mężczyzn, przypisując im wrodzoną niedomyślność.

Mężczyźni nie mają podzielnej uwagi. To też efekt przyjęcia żeńskiej optyki za najwłaściwszą, a jednocześnie kolejna cegiełka do obrazu mężczyzn jako tych „mniej rozgarniętych”. W rzeczywistości mózg mężczyzny, z ośrodkami odpowiedzialnymi za rozmaite czynności rozmieszczone w przeciwnych półkulach, ma większą zdolność do podzielności uwagi. Żeńczynę natura zdaje się predysponować do absolutnego skupienia na jednym. Współczesna rzeczywistość ukierunkowuje ją zupełnie odwrotnie i tak niszczy się pierwiastek żeński.

Wielu mężczyzn może mieć niewłaściwie rozwinięty mózg (głównie na skutek błędnego wychowania), a co za tym idzie – niedorozwinięte męskie cechy, w tym niezdolność do „podzielności uwagi”. Warto jednak zaznaczyć, iż w dzisiejszym świecie podzielność uwagi przecenia się i mitologizuje (bo dzięki niej da się „więcej, szybciej, lepiej”…) Czy rzeczywiście dobrze jest wykonywać kilka czynności jednocześnie? Ćwiczenie „podzielności uwagi” można uznać za korzystny trening umysłowy dla mężczyzn, m.in. harmonizujący półkule. U żeńczyn półkule będą się tą drogą rozharmonizowywać.

Mężczyźni myślą tylko o jednym. Myślą o wielu sprawach, nawet ci mężczyźni, których byśmy o to nie podejrzewali. Znaczna część kobiet, nauczona manipulacji, bardzo chce widzieć w mężczyznach zwierzęta kierujące się wyłącznie popędem. Takimi mężczyznami najłatwiej sterować, nietrudno owinąć ich sobie wokół palca. Niemal cała popkultura pracuje na to, by zdegradować mężczyznę do tego poziomu, tak aby dało się nim kierować. Również wielu mężczyzn uwierzyło w to, że „prawdziwy mężczyzna” powinien być samcem (najlepiej alfa).

Mężczyźni nie rozróżniają kolorów. Męskie widzenie różni się od żeńskiego (z powodu innego działania mózgu), dlatego obie płcie odmiennie definiują kolory i relacje między nimi. A ponieważ współcześnie jedynie słusznym widzeniem jest widzenie żeńskie, mężczyzn uznano za ułomnych pod tym względem. Wystarczy spojrzeć na dzieje malarstwa, aby przekonać się, że to wcale nie tak.

Istnieje większy kompleks stereotypów, wedle których mężczyzna w ogóle nie ma pojęcia o estetyce. Przynależy tu także pogląd, jakoby mężczyźni mieli umysły „ścisłe”, a kobiety „humanistyczne” (dlatego matriarchat miałby być bardziej „humanitarny”). Oczywiście, statystycznie więcej kobiet niż mężczyzn interesuje się sztuką. Jednocześnie jeśli prześledzimy historię sztuki, zauważymy, że tworzyli ją głównie mężczyźni. Dla jednych będzie to argument przemawiający za zniewoleniem kobiet. Faktycznie jednak już w XIX w. możliwości kobiet pod względem rozwoju artystycznego stały się bardzo szerokie, a sytuacja wcale nie uległa zmianie – to mężczyźni wytyczali nowe kierunki w tej dziedzinie, tak pozostało do dziś (zatwardziali stwierdzą, że to dowód na to, iż kobiety nadal są zniewolone).

Męski umysł ma naturalną tendencję do ekspansji i penetracji, dociekania i odkrywania, to umysł przewodzący. Ma też silną skłonność do poszukiwania piękna (dlatego mężczyźni tracą głowy dla ładnych dziewcząt), a także prawdy, sedna itd. (stąd filozofia i nauczanie duchowe to typowo męska domena).

Stereotypy na temat mężczyzn działają niekorzystnie, pozbawiając ich autorytetu i mocnej roli w rodzinie, odbierają żeńczynom szacunek do mężczyzny i wiarę w męskość, w męskie prowadzenie.

Jeśli chodzi o stereotypy na temat kobiet, wśród męskiej części społeczeństwa nadal nierzadko pokutują przekonania wyniesione z mroków chrześcijaństwa (kobieta jako diabelski pomiot i źródło grzechu). Przyjęły się też przeciwne im stereotypy wylansowane przez feministki, które nie tyle podnoszą samoocenę kobiet, co raczej karmią pychę. Przykłady:

Kobiety są głupsze od mężczyzn. Mądrość to boska cecha, cecha urzeczywistnienia. Mogą ją przejawiać w równym stopniu mężczyźni i żeńczyny. Mężczyzna i żeńczyna inaczej przejawiają boskość, dlatego żeńska mądrość jest czymś zupełnie różnym od męskiej. Czymś równie dobrym i potrzebnym. Żeńczyny dawniej nie zajmowały się polityką czy nie kształciły nie dlatego, że są głupsze, a dlatego, że mądrość żeńska została powołana do czegoś innego, czemu innemu służy.

Kobiety są mądrzejsze od mężczyzn. Kobiecie niełatwo pojąć męską naturę, wbrew stereotypom – trudniej niż mężczyźnie żeńską (zwłaszcza dzisiaj, kiedy środki masowego przekazu „mieszają w głowie”). Z tego powodu niewiasta może pochopnie zakwalifikować męski sposób myślenia i postępowania jako niedostatek, zwłaszcza w przypływie emocji. Mężczyźni myślą bardziej dalekosiężnie, co może wydawać się niepraktyczne. Kiedy żeńczyna nie filozofuje, nie kwestionuje, nie krytykuje, ale ufa i poddaje się mężczyźnie, zaczyna pojmować męską naturę intuicyjnie. Nawet jeśli w pełni jej nie rozumie, to wie, czuje, że ona jest dobra.

Kobiety są silniejsze od mężczyzn. Łatwo zmierzyć siłę fizyczną i udowodnić, że mężczyźni z natury mają jej więcej. Zwykło przeciwstawiać się temu stwierdzenie, że żeńczyny są silniejsze psychicznie. Siły psychicznej nie da się jednak ani zmierzyć, ani nawet dokładnie zdefiniować. Dobrze rozwinięta męska psychika jest stabilna, nie ulega emocjom. Ma stanowić oparcie dla żeńczyny. Jeśli kobieta chce być z mężczyzną dającym oparcie, a jednocześnie uważa się za silniejszą od mężczyzn, to co jej z tego wyjdzie?

Kobiety są słabsze od mężczyzn. Moc danego człowieka (tak jak mądrość i inne boskie cechy) zależy nie od płci, a od poziomu urzeczywistnienia boskości. Od płci zależy sposób przejawiania się mocy. Dawniej nie bez powodu mówiło się: „siła kobiety w jej słabości”.

Zależnie od żywionych świadomie i podświadomie stereotypów, przyciąga się osoby, które im odpowiadają (potwierdzają je) – tak działa prawo kreacji. Zresztą, kogo by się nie przyciągnęło, mając głowę naładowaną stereotypami i tak będzie się je widzieć u drugiej osoby.

Istotą człowieczeństwa jest boskość, a boskość jest zawsze wyjątkowa. Nie tworzy masówki, nie powiela, nie kopiuje, nie produkuje taśmowo, nie działa mechanicznie. Sposobów na przejawienie męskości znajdzie się tyle, ilu urodzonych mężczyzn. Nie znaczy to, że każdy mężczyzna doskonale przejawia swoją męskość (bo może nie wykorzystywać w pełni swojego boskiego potencjału). Tak samo obrazów żeńskości może być tyle, ile żeńczyn (a że wiele z nich rozwija obecnie mało żeńskie cechy, to inna sprawa).

Otaczający nas świat to wynik zbiorowej wizualizacji (obrazowania), czyli sumy aktywnych obrazów w umyśle każdego człowieka. Zmiana obrazów w umyśle jednej osoby może prowadzić do bardzo dużych przemian w otoczeniu, zwłaszcza jeśli te obrazy są napełnione Miłością. Pozbywanie się stereotypów i zastępowanie ich dobrymi obrazami to najskuteczniejsza, a właściwie jedyna droga do naprawienia relacji między płciami.

Żdan Borod

Samodzielność kobiety i jej wpływ na wszechświat

okładki z kobietami biznesuFaktem jest, że z punktu widzenia zdrowych słowiańskich relacji samodzielne żeńczyny zabierają przestrzeń mężczyznom.

Takie stwierdzenie może się jednocześnie wydać krzywdzące wobec kobiet. W dzisiejszym systemie społecznym nie mają one właściwie innego wyjścia. Współczesne wychowanie nie uwzględnia podziału ról męskich i żeńskich, ponieważ uznaje się to za niezdrowy przeżytek, „dyskryminację”. Zatem żeńczyna już od dziecka przygotowywana jest do życia „na równi z mężczyzną”.

Wynika to z tego, że prądy emancypacji kobiet, które w XX w. przebiły się w życiu społecznym i przeforsowały swoje stanowisko, uznały dotychczasową rolę kobiety jako poddanej mężczyźnie za gorszą. Myślę, że większości z nas taki pogląd wydaje się dziś zupełnie oczywisty. Trudno zaprzeczyć, że niezależnie od płci, wszyscy jesteśmy wolnymi istotami, więc dlaczego ktokolwiek miałby poddawać się komuś ze względu na płeć.

Tu stykamy się ponownie z kwestią świadomości i jej upadku, zrozumieniem świata i jego brakiem, z szerokim (duchowym) spojrzeniem na życie oraz spojrzeniem materialistycznym.

Z punktu widzenia światopoglądu ateistycznego i materialistycznego podział ról życiowych na męskie i żeńskie znajduje słabe uzasadnienie. Skoro człowieka uznaje się wyłącznie za ciało, to i relacje męsko-żeńskie ogranicza się tylko do relacji cielesnych. I rzeczywiście, na poziomie tych relacji aktywność mężczyzn i uległość żeńczyn ma się jeszcze całkiem dobrze.

Naturalne role męskie i żeńskie dałoby się wyegzekwować biorąc pod uwagę zjawiska psychologiczne. Psychologia osiągnęła wprawdzie status nauki, a co za tym idzie może być respektowana przez światopogląd materialistyczny; jednak psychologia to w istocie nauka o duszy, zajmująca się fenomenami niezbyt namacalnymi. Stąd panuje w niej znacznie większa swoboda i dowolność niż w innych dziedzinach nauki, co wiąże się też z dużo większymi możliwościami manipulacji na rzecz „poprawności politycznej”. Dlatego chociaż istnieją badania psychologiczne, które znakomicie uzasadniają tradycyjne role płci, nie mają one wystarczającej siły przebicia.

Żyjemy zatem w społeczeństwie budowanym na niewłaściwych fundamentach. Dziewczęta dążą do jak najwcześniejszej samodzielności, czego nie można brać im za złe, ponieważ każdy niesamodzielny człowiek, niezależnie od płci, po pierwsze – uznawany jest za nieudacznika, a po drugie – skazuje się na problemy bytowe. W relacjach słowiańskich dziewczyna pozostaje pod opieką rodziny, dopóki nie wyjdzie za mąż – wtedy przechodzi pod opiekę męża. Usamodzielnienie się powoduje zanik umiejętności poddania się mężczyźnie. To podstawowy powód braku trwałości współczesnych związków.

Pomyślmy teraz o wyjściu z tej sytuacji. Czasami zadziwia mnie, że niektóre żeńczyny, mimo bardzo silnego bombarowania informacyjnego, z jakim mamy dziś do czynienia, zachowały sporą świadomość swojej natury i wolę poddania się temu właściwemu mężczyźnie. Takie dziewczęta, jeśli uda im się zawczasu (zanim „stwardnieją”) spotkać odpowiedniego mężczyznę, stwarzają dość silne i trwałe związki.

Jedynym wyjściem, jakie widzę, jest rozprzestrzenianie wiedzy na temat relacji męsko-żeńskich. Część młodych ludzi, na szczęście, nie przekonała się całkiem do wspaniałości współczesnego konsumpcjonistycznego systemu i wciąż poszukuje, a nie wszyscy z nich upatrują alternatywy w kontestacyjnej anarchii. Dotyczy to przecież nie tylko młodych żeńczyn, ale i mężczyzn, którym w domu nie wpaja się dziś odpowiedzialności za żeńczynę. Chociaż także wielu z nich czuje ją intuicyjnie, albo przynajmniej instynktownie.

Żdan Borod

Przepływ energii między płciami. Po co nam związki

Michaił Wasiliewicz Niestierow: Za eliksirem miłości, 1888

Dlaczego dawniej to kobiety gotowały, prały i sprzątały? Bo były zniewolone przez mężczyzn, nie miały żadnych praw i perspektyw! – wykrzyknie niejedna współczesna, „wyzwolona” niewiasta. Szanując poglądy feminizujących dam, pozwolę sobie przedstawić mniej jednostronne i agresywne, a bardziej całościowe i pojednujące spojrzenie na sprawę.

Oczywiście, w wielu domostwach nadal głównie płeć żeńska odpowiada za wyżej wymienione obowiązki, jednak podział ról zrelatywizował się. Kiedy żona ma „ważniejsze” rzeczy do załatwienia, kochający mąż wyręcza ją w tych trudach. Zdarza się, że nie wyręcza, a kobieta musi się niemal rozdwoić, by podołać pracom w mieszkaniu i poza nim.

Wróćmy wyobraźnią do czasów, kiedy maszyny nie stanowiły najistotniejszej części inwentarza, a większość zajęć w domu wykonywało się ręcznie. Oto żeńczyna pierze na tarze koszulę swojego wybranka. Nie czuje się niewolnicą, nie słyszała jeszcze o czymś takim, jak „równouprawnienie”. Międląc ubranie wędruje w duchu do swego lubego, myśli ciepło o ich wspólnym życiu, dzieciach, codziennych radościach. Takie pranie to rodzaj medytacji, a żeńczyna jest prawdziwą joginką. Dzięki mocy jej miłości koszula, którą pierze, stanie się dla męża zbroją i amuletem. Miłość to najpotężniejsza siła w całym kosmosie.

Dzisiaj żywe, tętniące energią ręce zastępuje pralka. Taką cenę płacimy za uzależnienie od cywilizacji: im więcej urządzeń, tym mniej miłości. Lecz jeśli żeńczyna z miłością włoży ubranie do pralki, z miłością je rozwiesi, z miłością wyprasuje i ułoży w szafie – mężczyzna również to odczuje. Żona jest energetyczną strażniczką męża, a miłość to najsilniejsza energia wszechświata.

Pewna pani zapytała mnie kiedyś: Ale dlaczego to kobieta ma dawać miłość mężczyźnie, umieszczać ją w praniu, w naczyniach, w zupie i chronić go? Tak jakby mężczyzna sam nie miał miłości.

To prawda, mężczyźni mają w sobie tyle miłości, co i żeńczyny. Ilość miłości w człowieku nie zależy bowiem od płci, a od stopnia rozwoju duchowego. Sprowadzając to pytanie do sedna należałoby zapytać: w takim razie po co w ogóle nam związki?

Spotykam się czasem z opinią, iż płeć ma znaczenie jedynie w łóżku, gdyż wszystko inne poza uciechami cielesnymi możemy robić w pojedynkę. Taki pogląd okazuje się jednak niedorzeczny, ponieważ doznania erotyczne także możemy przeżywać zupełnie sami, nie wspominając o lansowanych jako „nowatorskie” i „niestereotypowe” związkach jednopłciowych. Może więc jednak płeć posiada jakiś głębszy sens niż tylko wzajemne zadowalanie się?

Tak jak cielesny onanizm czy homoseksualizm nie przyniosą owocu w postaci potomstwa, tak będzie też w każdej innej sferze egzystencji. Płeć ma wymiar nie tylko fizyczny, ale również psychiczny, energetyczny i duchowy – jak całe życie. To dlatego żeńczyna spełnia się jako strażniczka energetyczna męża, a mężczyzna jako duchowe oparcie żony, jej duchowy przewodnik. Chodzi o przepływ energii między płciami, wymianę energii seksualnej (mającej różną jakość u obu płci) na wszystkich płaszczyznach, o współdziałanie energii męskiej i żeńskiej, które napędza rozwój człowieka.

Z tego wniosek, że współczesna degradacja relacji między kobietą i mężczyzną ma swoje podłoże w braku wyższej świadomości, ugrzęźnięciu w materializmie i instynktach. Bez wiedzy o subtelnych poziomach istnienia nawet powrót do tradycyjnych ról rodzinnych pozostanie swego rodzaju handlem, w którym kobieta sprząta, gotuje i oddaje się mężowi, a mąż za to przynosi jej pieniądze.

Jedna ze starosłowiańskich nazw miłości to lubość. Sylaba „lu” oznacza „ludzi”, a „bo” – „Bogów”. Znaczenie tego słowa można wyjaśnić jako: „ludzie jak Bogowie”. Na takim poziomie świadomości może zaistnieć prawdziwa miłość. Nasze współczesne określenie miłości, jest trochę zbyt ogólne. Oczywiście, miłość sprawia, że jest miło, ale nie tylko.

Im więcej cywilizacji, tym mniej miłości (lubości). Życie bezpośrednio w Przyrodzie uwalnia ludzi od niepotrzebnych zajęć, przez co relacje rodzinne stają się pełniejsze. To nie mężczyźni uwięzili i zamknęli kobiety w domach, a cywilizacja i materializm. Podobnie zniewoliły one i mężczyzn: bo co to za wolność, być większość dnia poza domem i harować na utrzymanie rodziny.

Natychmiastowy powrót bezpośrednio do Przyrody zakrawa na niemożliwość, nie tylko ze względu na nasze przyzwyczajenia wynikające z wielowiekowego odejścia od niej, lecz także z uwagi na stan, w jakim znajduje się obecnie sama Przyroda, a przede wszystkim na sztywne „systemowe” struktury. Myślę, że warto stosować metodę małych kroków, nie spieszyć się, a jednocześnie nie ociągać. To znaczy: współczesne warunki nie powinny stanowić wymówki dla zdegradowanych relacji. Wybraliśmy sobie takie okoliczności życia, więc cieszmy się nimi, ale nie musimy przy tym popadać w bylejakość i odkładać powrotu do Przyrody i dobrych związków na „świętego nigdy”.

Żdan Borod

Różnice energetyczne między kobietą a mężczyzną. Polaryzacja czakr, ruch kundalini

Kanały kundalini u żeńczyny i mężczyzny. Pingala, ida i suszumna. Czakry: sahasrara, adżnia, wisiudha, anahata, manipura, swadhiszthana, muladhara. Żywioły powietrza, ognia, wody i ziemi. Energia słoneczna i księżycowa

Współczesny rynek księgarski roi się od ezoterycznych poradników dotyczących jogi i rozwoju duchowego, pouczających, jak wzmacniać system energetyczny ciała, by osiągnąć zdrowie oraz powodzenie w innych dziedzinach życia. Podobne mnóstwo informacji znajdziemy w sieci. Zadziwiające, iż prawie żadna z tych publikacji nie uwzględnia kwestii fundamentalnej dla wykonywania rozmaitych praktyk: różnic energetycznych między mężczyzną a kobietą. Wynikają one z odmiennej polaryzacji czakr (przeciwnego kierunku obrotu poszczególnych czakramów) oraz napędzającej ich siły kundalini, której ruch u obu płci jest inny. Nieuwzględnianie tych przeciwieństw niesie ze sobą zgubne skutki (nie tylko w dziedzinie związków), czego większość adeptów w ogóle nie zauważa, głównie za sprawą propagandy zrównywania płci.

Energia kundalini napędza wszystkie funkcje organizmu i całą energetykę ludzką. Płynie przez ciało trzema głównymi kanałami zwanymi nadi: są to ida (fizjologicznie tożsama z przywspółczulnym układem nerwowym), pingala (współczulny układ nerwowy) oraz suszumna (odpowiednik ośrodkowego układu nerwowego). Poprzez idę płynie siła żeńska, „księżycowa”, kojąca, chłodząca i wstrzymująca. Pingalą wędruje moc męska, „słoneczna”, pobudzająca i rozgrzewająca. Susiumna to miejsce przebiegu zharmonizowanej energii męskiej i żeńskiej, niejako droga połączenia, „dziecka” tych spolaryzowanych sił. To prosta linia wiodąca wzdłuż kręgosłupa. Ida pingala natomiast wschodzą spiralnie po obu jego stronach. Różnica w energetyce męskiej i żeńskiej polega na tym, iż u obu płci kanały te położone są odwrotnie. Tym samym spirale, po których biegną ida i pigala, posiadają inny kierunek skrętu u mężczyzn, inny u żeńczyn.

U mężczyzny kanał energii męskiej, pingala, biegnie od czakry podstawy po prawej stronie, tworząc spiralę lewoskrętną (to jednocześnie kierunek, jaki wyznacza ruch podniesionej prawej ręki). U żenczyny pingala idzie po stronie lewej, tworząc spirale prawoskrętną. Odwrotnie jest z idą. Dlatego dla mężczyzny drogą prawości, „prawej ręki” jest droga męska, „słoneczna”, zaś dla żeńczyny droga prawej ręki, prawa droga – to ścieżka żeńska, „księżycowa”. Księżyc odbija światło Słońca. Jeśli żeńczyna rozwija się w męską stronę, podąża wówczas w kierunku przeciwnym do ewolucji – z góry na dół, drogą demoniczną, drogą inwolucji, lewej ręki. Większość wskazówek podawanych we współczesnych tekstach zorientowana jest na mężczyzn, jako tych, którzy mają za zadanie prowadzić duchowo. Kobiety stosujące się bezpośrednio do książkowych wytycznych, bez odpowiedniej wiedzy, schodzą wprost „do piekła”, ściągając tam także mężczyzn. „Cały świat w rękach mężczyzny, a mężczyzna w rękach żeńczyny”.

Koronnym przykładem niech będzie siddhasana, jedna z podstawowych pozycji medytacyjnych. Wykonuje się ją kładąc podeszwę lewej stopy przy kroczu, a prawą stopę na kości łonowej, powyżej genitaliów. Mało kto wie, że siad ten przeznaczony został dla mężczyzn; żeński odpowiednik to siddha yoni asana („doskonała pozycja żeńska”), w której do krocza przyciąga się stopę prawą. Jedną z funkcji tych asan jest odciągnięcie energii od narządów rozrodczych i skierowanie jej poprzez kanał pingali do wyższych czakr, co pomaga w opanowaniu żądz, niskich pragnień i motywacji oraz podniesieniu świadomości duchowej. Kobieta wykonująca męską siddhasanę wywołuje efekt wręcz odwrotny. Dotyczy to i innych technik jogicznych, na przykład ćwiczeń oddechowych (oddychanie słoneczne i księżycowe) czy niektórych mudr. M. in. dlatego świat zachodni, mimo ogromnego rozpowszechnienia jogi, nadal tkwi w sidłach materializmu.

Przede wszystkim jednak odmienny ruch kundalini powoduje przeciwną polaryzację centrów energetycznych u mężczyzny i żeńczyny. Z ośrodkami tymi pracujemy nie tylko uprawiając jogę, lecz wpływamy na nie – mniej lub bardziej świadomie – podejmując wszelkie wysiłki rozwoju osobistego, stosując psychoterapię itd. Wymaga to zatem doboru odpowiednich dla każdej płci metod, stosownie sformułowanych sugestii czy afirmacji. Od sprawnego działania czakramów zależy całe nasze życie. Brak wiedzy na temat polaryzacji przyczynia się do blokad energetycznych, zaburzeń w przepływie energii między czakrami, a co za tym idzie – poważnych problemów zdrowotnych, psychicznych, osobistych i zawodowych.

Umownie odmienną polaryzację określić można jako przeciwny kierunek obrotu poszczególnych czakr. Umownie, ponieważ stwierdzenie, że czakra wiruje w prawo lub w lewo zawsze stanowi jakieś uproszczenie. Czakra nie jest bowiem zwykłym, kręcącym się wirkiem; to złożona, wielopoziomowa struktura energetyczna. Z tego powodu oczyszczanie, harmonizowanie i rozwijanie czakr zabiera zazwyczaj trochę czasu.

Ujemna lub dodatnia polaryzacja danej czakry nie oznacza jej „pasywności” bądź „aktywności”, jak to niektórzy ujmują – a w każdym razie sformułowanie takie brzmi niezręczne i zwodniczo. U każdej z płci aktywne są wszystkie czakry: zarówno obrót w prawo, jak i w lewo jest aktywnością. Polaryzacja danej czakry decyduje o tym, w jaki sposób przejawiamy związane z nią boskie cechy, tzw. cechy urzeczywistnienia. Ziemskie przeznaczenie mężczyzny wiąże się z urzeczywistnieniem boskich cech manifestowanych w sposób męski (męski aspekt boskości), a los żeńczyny to ich realizacja na sposób żeński (żeński aspekt boskości). Na przykład: ujemna polaryzacja trzeciego oka u mężczyzn nie oznacza, że pozbawieni są oni daru jasnowidzenia, a ujemna polaryzacja czakry serca nie znaczy, że nie potrafią kochać. Czym innym jest jasnowidzenie męskie, a czym innym żeńskie – podobnie jak zwykłe widzenie. Widzimy niby to samo, a jednak dostrzegamy różne rzeczy, na co innego zwracamy uwagę, inaczej reagujemy. Obie płcie odmiennie też wyrażają miłość. Tak samo u żeńczyny – ujemna polaryzacja najwyższej czakry nie świadczy o braku kontaktu z boskością, a ujemna polaryzacja czakry najniższej o braku popędu seksualnego, chociaż zarówno sfera duchowości jak i seksualności wygląda u żeńczyn zupełnie inaczej, niż u mężczyzn. Warto więc podkreślić, że ujemna polaryzacja czakry nie ma nic wspólnego z tym, jakoby dana płeć była na poziomie którejś czakry „gorsza”, ułomna, niedorozwinięta czy niedoskonała. Po prostu inaczej przejawia związane z nią cechy, to wszystko. Niezależnie od płci rozwijamy wszystkie czakry i związane z nimi dary i przymioty. U dawnych Słowian męski i żeński aspekt cech urzeczywistnienia znajdował swoje odbicie w męskich i żeńskich obrazach boskości, Bogach i Boginiach.

Poniżej poglądowo opisuję, jak odmienna (właściwa) polaryzacja manifestuje się w codziennym życiu. Ponieważ dziś stosunkowo rzadko spotyka się naprawdę udane związki (a co za tym idzie – harmonijny przepływ energii we wszystkich czakramach), egzemplifikacja nie najlepiej przystaje do obecnych realiów i tendencji, może wydać się archaiczna. Dawniej rozwój osobisty i duchowy rozpatrywano również w kontekście relacji rodzinnych i społecznych. Dopiero postępująca w ciągu stuleci degradacja więzi międzyludzkich spowodowała postrzeganie wzrostu świadomości wyłącznie w kategoriach indywidualizacji.

Pierwsza czakra – czakra korony, sahasrara, u mężczyzny posiada polaryzację dodatnią, u żeńczyny ujemną. Duchowe prowadzenie, prowadzenie rodu i rodziny, to rola męska. Można powiedzieć, iż żeńczyna poddaje się Bogu przez poddanie się mężowi. Kobieta, która nie podlega męskiej sile, której nie prowadzi żaden mężczyzna, nie będzie również potrafiła poddać się Bogu. Choć może to brzmieć strasznie: żeńczyna sama nie osiągnie oświecenia. Z tego względu we wszystkich tradycjach duchowych tytuł „oświecony” przysługiwał jedynie mężczyznom. Nie ma sensu buntować się czy protestować przeciwko temu; lepiej zaakceptować naturę płci i rzeczywistości. Nie bez powodu ludzkość została podzielona na dwie połowy – płcie. Odzwierciedlenie duchowego przywództwa mężczyzny znajdziemy w genetyce. U Słowian i prawie wszystkich innych ludów ziemi po ojcu dziedziczy się cechy duchowe (współczesna psychologia określa to mianem „empatii”), po matce – inteligencję. Powiada się, iż pierwszy mężczyzna zostawia w żeńczynie obrazy Ducha i krwi (zjawisko telegonii). Dlatego Ród prowadzi się po linii męskiej. Sytuacja przeciwna (matrylinearna) powoduje przerost inteligencji nad Duchem, czyli demoniczność. Mężczyzna jest tym, który daje rodzinie i potomstwu fundamenty duchowe i etyczne. Tak też należy rozumieć pojęcie „patriarchatu”.

Druga czakra – trzecie oko, adżnia. U żeńczyny posiada polaryzację dodatnią, u mężczyzny ujemną. Z trzecim okiem związana jest m.in. intuicja. Posiadają ją i mężczyźni, i żeńczyny, jednakże żeńczyny stosują ją bardziej praktycznie. Ma to związek ze szczególnym ukierunkowaniem żeńczyny na ciało diwie (ciało buddyczne, dewakaniczne). Diwa, dziwa, dziewczyna – to słowa pochodne. Dzięki rozwojowi tej czakry żeńczyna uzyskuje wyjątkową zdolność przeczuwania złego i dobrego (prekognicji). Zalicza się do tego także dawanie natchnienia mężczyźnie. Przekazywanie żeńskiej mądrości duchowej związanej z trzecim okiem dokonuje się głównie na poziomach subtelnych (telepatycznie). Dawniej mężczyźni z dobrze rozwiniętą intuicją potrafili wykorzystywać ją w walce, najczęściej jednak używają jej do czerpania wiedzy duchowej. To samo właściwie dotyczy daru jasnowidzenia, czyli postrzegania niematerialnych energii.

Trzecia czakra – czakra gardła, wiśuddha. U mężczyzny spolaryzowana dodatnio, u żeńczyny – ujemnie. Związana z wyrażaniem siebie, komunikacją i decyzyjnością, a co za tym idzie – miejscem w społeczeństwie. Mężczyzna pełni rolę nauczyciela, żeńczyna słucha. Bezpośrednia, werbalna komunikacja to cecha męska; żeńczyna mówi nie wprost, jej ekspresję cechuje większa subtelność. Mężczyzna reprezentuje w społeczeństwie całą rodzinę, załatwia sprawy, podejmuje decyzje. Pozycję żeńczyny wśród ludzi określa pozycja jej męża (tak było zawsze u Słowian przed wprowadzeniem obcego porządku). To żona wchodzi do środowiska i rodu męża.

Czwarta czakra – serce duchowe, anahata. U żeńczyny ma polaryzację dodatnią, a ujemną u mężczyzny. Tutaj sytuacja przedstawia się więc odwrotnie, jak w przypadku czakry gardła. To żeńczyna wyraża miłość bezpośrednio, pochłaniając ukochanego swoim słodkim, kojącym oceanem czułości. Mama potrafi w rodzinie wszystko załagodzić, nawet jeśli pojawią się jakiekolwiek nerwy. Wprowadza do domu ciepło. Jest też strażniczką energetyczną całej rodziny – jej miłość chroni wszystkich. Mężczyzna z kolei okazuje miłość w sposób znacznie bardziej zawoalowany. Cała jego działalność stanowi wyraz miłości do żeńczyny: wszelkie osiągnięcia duchowe i materialne (związane z czakrą splotu słonecznego). Jego czułość to mocny dotyk i silny uścisk, po który zawsze można przyjść, ale narzucał się on z nim nie będzie.

Czakra piąta – splot słoneczny, manipura. W tym centrum mężczyzna wykazuje polaryzację dodatnią, żeńczyna ujemną. To czakra związana z dostatkiem, ale także z ciepłem i radością – cechami urzeczywistnianymi również w duchowym sercu. Na tym poziomie ma więc mężczyzna możliwość aktywnego wyrażenia tych przymiotów. Wyobraźmy sobie, jak uśmiechnięty, rubaszny ojciec wykonuje wokół gospodarstwa różne prace: wszędzie go pełno, a domowników rozpogadza dobrym żartem, głębokim, radosnym śmiechem i śpiewem. Mężczyzna daje żeńczynie dom i wszystko, co okaże się potrzebne (a także to, co „niepotrzebne”: niespodzianki i podarki).

Szósta czakra – czakra sakralna, swadhiszthana. U żeńczyny zachodzi tu polaryzacja dodatnia, u mężczyzny – polaryzacja ujemna. Z centrum tym wiążą się takie cechy jak zgoda, harmonia, życzliwość oraz – przyjemność. To wszystko znowu wnosi do przestrzeni domowej, do związku – żeńczyna. Ona zawsze zgadza się z mężem, docenia go i podziwia. Jest w pełni zadowolona z jego decyzji. Uwielbia mu usługiwać, pięknie podawać jedzenie. Przyozdabia domową przestrzeń, by rodzina czuła się w niej przytulnie. Rozpieszcza swego wybranka i dzieci. Zaliczają się tu również rozkosze erotyczne. Dobra żona z radością i miłością oddaje się mężowi.

Siódma czakra – czakra podstawy, muladhara. Mężczyzna jest tu spolaryzowany dodatnio, żeńczyna ujemnie. Naturalnie, najlepiej widać to w miłości cielesnej – mężczyzna „bierze” żeńczynę. Jego genitalia są aktywne i działające, żeńskie – tworzą przestrzeń, poddają się. Czakram ten odpowiada też za byt i przetrwanie. Mężczyzna zapewnia żeńczynie i całej rodzinie fizyczne bezpieczeństwo oraz wszelkie zasoby niezbędne do rozwoju. Tak spirala się zamyka, gdyż mężczyzna odpowiada za rozwój ducha i osobowości członków rodziny.

Dla uzupełnienia warto wspomnieć o powiązaniu mężczyzny z żywiołami ognia i powietrza, a żeńczyny – wody i ziemi. Ogień reprezentuje ruch wertykalny, wzbija się ku niebu, woda – ruch horyzontalny, rozlewanie się. Woda potrafi zgasić ogień, na co żeńczyna powinna uważać – umiejętnie kierować swoją energią płciową. Poddając się ogniu woda nagrzewa się, przekształca w parę wodną i również wznosi do góry. Mężczyzna czerpie siły duchowe przede wszystkim z przestworzy, od Swaroga, Ojca Niebieskiego. Tego wymaga duchowe prowadzenie rodziny. Dlatego niegdyś także mężczyźni nosili długie włosy (fizyczne łączniki z kosmosem). Żeńczyny, jeśli przebywały w środowisku zewnętrznym (poza rodziną), splatały włosy w warkocz i zakładały chusty dla ochrony przed penetrującą, przenikającą powietrze siłą obcych mężczyzn. Żeńczyna pielęgnuje szczególną relację z Matką Ziemią, gromadząc jej energię w świętym naczyniu – macicy. Uczy się od Ziemi bycia matką. Dawnym Słowiankom pomagały w tym długie do samej ziemi spódnice. Żeńczyna, dzięki ujemnej polaryzacji czakry podstawy, czerpie więc siły od Matki Ziemi, zaś mężczyzna dzięki dodatniej polaryzacji czakry korony pobiera moc z niebios.

Zachęcam do skonfrontowania tych wyjaśnień z codziennymi obserwacjami, do zastanawiania się nad właściwym przejawianiem poszczególnych cech urzeczywistnienia przez obie płcie, do refleksji nad współczesnością, kierunkiem, w jakim zmierzają dzisiejszy człowiek, dzisiejsze relacje, społeczeństwo, świat. Świadomość różnic energetycznych między mężczyzną a żeńczyną to podstawa w przywracaniu harmonii na każdym polu – nie tylko dla joginów i ezoteryków.

Żdan Borod