Przepływ energii między płciami. Po co nam związki

Michaił Wasiliewicz Niestierow: Za eliksirem miłości, 1888

Dlaczego dawniej to kobiety gotowały, prały i sprzątały? Bo były zniewolone przez mężczyzn, nie miały żadnych praw i perspektyw! – wykrzyknie niejedna współczesna, „wyzwolona” niewiasta. Szanując poglądy feminizujących dam, pozwolę sobie przedstawić mniej jednostronne i agresywne, a bardziej całościowe i pojednujące spojrzenie na sprawę.

Oczywiście, w wielu domostwach nadal głównie płeć żeńska odpowiada za wyżej wymienione obowiązki, jednak podział ról relatywizuje się. Kiedy żona ma „ważniejsze” rzeczy do załatwienia, kochający mąż wyręcza ją w tych trudach. Zdarza się, że nie wyręcza, a kobieta musi się niemal rozdwoić, by podołać pracom w mieszkaniu i poza nim.

Wróćmy wyobraźnią do czasów, kiedy maszyny nie stanowiły najistotniejszej części inwentarza, a większość zajęć w domu wykonywało się ręcznie. Oto żeńczyna pierze na tarze koszulę swojego wybranka. Nie czuje się niewolnicą, nie słyszała jeszcze o czymś takim, jak „równouprawnienie”. Międląc ubranie wędruje w duchu do swego lubego, myśli ciepło o ich wspólnym życiu, dzieciach, codziennych radościach. Takie pranie to istna medytacja, a żeńczyna ta jest wielką joginką! Dzięki mocy jej miłości koszula, którą pierze, stanie się dla męża prawdziwą zbroją i amuletem. Wszak miłość to najpotężniejsza siła w całym kosmosie.

Dzisiaj żywe, tętniące energią ręce zastępuje pralka. Taką cenę płacimy za uzależnienie od cywilizacji: im więcej urządzeń, tym mniej miłości. Lecz jeśli żeńczyna z miłością włoży ubranie do pralki, z miłością je rozwiesi, z miłością wyprasuje i ułoży w szafie – mężczyzna z pewnością to odczuje. Żona jest energetyczną strażniczką męża, a miłość to najsilniejsza energia wszechświata.

Natknąłem się na takie pytanie ze strony pewnej pani: Ale dlaczego to kobieta ma dawać miłość mężczyźnie, umieszczać ją w praniu, w naczyniach, w zupie i chronić go? Tak jakby mężczyzna sam nie miał miłości.

To prawda: mężczyźni mają w sobie tyle miłości, co i żeńczyny. Ilość miłości w człowieku nie zależy bowiem od płci, a od stopnia rozwoju duchowego. Sprowadzając to pytanie do sedna należałoby zapytać: w takim razie po co w ogóle nam związki?

Spotykam się czasem z opinią, iż płeć ma znaczenie jedynie w łóżku, gdyż wszystko inne poza uciechami cielesnymi możemy robić w pojedynkę. Taki pogląd okazuje się jednak zupełnie niedorzeczny, ponieważ doznania erotyczne także możemy przeżywać zupełnie sami (nie wspominając o podnoszonych dziś do rangi świętości jako „nowatorskie” i „niestereotypowe” związkach jednopłciowych). Może więc jednak płeć posiada jakiś głębszy sens niż tylko wzajemne zadowalanie się?

Tak jak cielesny onanizm czy homoseksualizm nie przyniosą owocu w postaci potomstwa, tak będzie też w każdej innej sferze egzystencji. Płeć ma wymiar nie tylko fizyczny, ale również psychiczny, energetyczny, a nawet duchowy (jak i całe życie). To dlatego żeńczyna spełnia się jako strażniczka energetyczna męża, a mężczyzna jako duchowe oparcie żony, jej duchowy przewodnik. Chodzi o przepływ energii między płciami, wymianę energii seksualnej (mającą różną jakość u obu płci) na wszystkich płaszczyznach, o współdziałanie energii męskiej i żeńskiej, które napędza rozwój człowieka.

Z tego wniosek, iż współczesna degradacja relacji między kobietą i mężczyzną ma swoje podłoże w braku wyższej świadomości, ugrzęźnięciu w materializmie i instynktach. Bez wiedzy o subtelnych poziomach istnienia powrót do tradycyjnych ról rodzinnych nie przyniesie wielkiego pożytku, a pozostanie zwykłym handlem i prostytucją: ja ci wypiorę koszulę, ugotuję i będę się oddawała, a ty mi za to przynoś pieniądze, kupuj prezenty i zapewniaj dobre warunki.

Oto skąd wzięła się jedna ze starosłowiańskich nazw miłości – lubość. Sylaba „lu” to skrót od „ludzie”, natomiast „bo” – od „Bogowie”. Słowo to oznacza zatem: „ludzie jak Bogowie”. Wtedy zaistnieć może prawdziwa miłość.

Wspomniałem już, że im więcej cywilizacji, tym mniej miłości. Życie bezpośrednio w Przyrodzie uwalnia ludzi od niepotrzebnych zajęć, przez co relacje rodzinne stają się jeszcze pełniejsze. Tak, Drogie Kobiety: to nie mężczyźni Was uwięzili i zamknęli w domach, a cywilizacja i materializm. Podobnie zniewoliły one i mężczyzn: bo cóż to za wolność – być poza domem i przez większość dnia harować na utrzymanie rodziny?

Natychmiastowy powrót bezpośrednio do Przyrody zakrawa na niemożliwość, nie tylko ze względu na nasze przyzwyczajenia wynikające z wielowiekowego odejścia od niej, lecz także z uwagi na stan, w jakim znajduje się obecnie sama Przyroda. Zanim staniemy się złotem, najpierw musimy wznieść się ku srebru. W miarę możliwości odsuwajmy więc od siebie nadmiar elektroniki, robotów i wszelkich przedmiotów martwych, powracajmy do dawnych technik i rzemiosł, a zwłaszcza spędzajmy jak najwięcej czasu wśród natury. To takie proste! Przede wszystkim zaś – wkładajmy miłość w nasze uczynki i działania. Niezależnie od warunków – to ona jest naszą największą mocą. Odkryjmy na nowo lubość, stańmy się na powrót Bogami i Boginiami.

Żdan Borod

Reklamy

Dusza i Duch, Dusza i ego. Ewolucja Duszy

gwiazdy na niebie nocą

Czy istnieje różnica między Duchem i Duszą? Słowa te nierzadko uważa się za synonim i stosuje wymiennie. Niemniej z kontekstów, w jakich są używane, da się wyczytać znaczenie nieco odmienne, tak jakby wypowiadający się podświadomie czuli, w czym rzecz.

Nie przypadkowo „Duch” jest rodzaju męskiego, a „Dusza” – żeńskiego. I w tym właściwie zawiera się odpowiedź. Nasza duchowa istota jest spolaryzowana. Istnieje więc męski aspekt naszej istoty duchowej – Duch, oraz aspekt żeński – Dusza. Duch „mieszka” w głowie; to część duchowej istoty czuwająca nad naszą ewolucją. Dusza – „mieszka” w sercu; to ta część duchowej istoty, która posiada pragnienia i poprzez ich realizację chce się doskonalić. Dlatego określenie „Dusza” pojawia się, gdy mowa o zbieraniu ziemskich doświadczeń i „życiowej szkole”, natomiast słowo „Duch” odnosi się najczęściej do bezpośredniego kontaktu z Bogiem.

Naszą istotę duchową można utożsamić (w uproszczeniu) z ciałem atmicznym (świetlistym). Duch i Dusza to części tego ciała. Duch to Atma, Dusza to Żywatma. Ich przejawienie to Żywa, czyli ciało jawne. Jak widzimy – Dusza, Żywatma, stanowi jakby połączenie ciała duchowego i ziemskiego. W umownym układzie odniesienia duch-materia: Duch to jan, ciało – jin, natomiast Dusza tworzy element harmonizujący te dwie energie.

W klasycznej filozofii wedyjskiej Ducha nazywa się Atmanem, natomiast Duszę – Dźiwatmą lub Dźiwą.

Rośliny i zwierzęta posiadają Duszę zbiorową. Analogicznie do tego nie posiadają własnego Ducha, lecz komunikują się ze zbiorowym Duchem, który czuwa nad ich duchową ewolucją. Indywidualizacja Duszy następuje stopniowo i możliwa jest tylko wśród niektórych gatunków. Największy stopień indywidualizacji wykazują zazwyczaj te osobniki, które wchodzą w kontakt z człowiekiem.

Tak wygląda troistość naszej istoty: Duch, Dusza i ciało (fizyczne). Można im kolejno przypisać także trzy sfery umysłu: nadświadomość (kontakt z Duchem), świadomość (kontakt z Duszą) i podświadomość (kontakt z ciałem). Oraz: intuicję (sygnały z nadświadomości), intelekt (sygnały ze świadomości), instynkt (sygnały z podświadomości). Mówi się także o Wyższym Ja, średnim Ja i niższym Ja. O ile Wyższe Ja da się utożsamić z Duchem, a niższe Ja z instynktem, o tyle w przypadku średniego Ja napotykamy na trudności, ponieważ nie zawsze możemy postawić znak równości między nim a Duszą. Dlaczego? Z powodu ego.

Ego to nie Dusza. Zapewne znacie i takie ujęcie troistości: ciało, umysł, duch. Wygląda na to, że Dusza została wyparta przez umysł. Tak właśnie powstaje ego: kiedy nasze średnie Ja zaczyna się utożsamiać z umysłem (najczęściej głównie z jego częścią – intelektem). Umysł to tylko narzędzie; kiedy świadomość zaczyna identyfikować się z tym narzędziem, człowiek traci kontakt ze swoim prawdziwym Ja – z Duszą. Mówi się wtedy, że ktoś przestał słuchać głosu własnego serca (które jest mieszkaniem Duszy).

Spotyka się nieraz osoby bardzo pobożne, a jednak niezbyt serdeczne. Ludzie tacy wprawdzie nawiązują kontakt z Duchem, ten jednak służy tylko podbudowywaniu ich ego – sztucznego tworu, zamiast służyć ewolucji Duszy (z którą utracili łączność). To Dusza ma poddać się Bogu, a nie ego. Oto przykład zaślepienia duchowym pierwiastkiem męskim i odrzucenia lub niedowartościowania pierwiastka żeńskiego.

Bywa i odwrotnie: zdarzają się osoby bardzo wrażliwe, szczere i życzliwe, które jednocześnie popadają w kompletny mętlik życiowy, szarpią się i gubią w swoich doświadczeniach. Tu z kolei łączność z Duszą jest w miarę dobra, ale z jakiegoś powodu (np. buntu przeciw Bogu) odrzucone zostało prowadzenie ze strony Ducha, więc Dusza znowu nie ma jak ewoluować. Tym skutkuje próba poddania się pierwiastkowi żeńskiemu, a ignorowania męskiego. Ponieważ Dusza, jako duchowy pierwiastek żeński i tak musi się czemuś poddać, zazwyczaj zaczyna poddawać się ciału. W ten sposób Żywatma miast Atmie poddaje się Żywie. Zaczyna się droga w dół.

Niestety, najczęstszym przypadkiem jest odcięcie się od obu tych boskich pierwiastków – Ducha i Duszy. Co to oznacza? Ego przejmuje funkcje Ducha (prowadzenie), a ciało funkcje Duszy (doświadczanie). Człowiek staje się wówczas tzw. biorobotem – materialnym ciałem sterowanym przez program zaślepionego umysłu. Wulgarni ludzie silniej identyfikują się z instynktem, bardziej wyrafinowani – z wyższym intelektem. Oba przypadki wiodą w tym samym kierunku: pierwsi stają się demonicznym planktonem, drudzy mają szansę ulokować się gdzieś wyżej w tej ciemnej hierarchii. Tym gorzej, ponieważ jeszcze silniej wikłają się w diabelskie rozgrywki.

Ego można zobrazować jako mentalną skorupę, która zamyka Duszę, tak że łączność z nią staje się utrudniona lub w ogóle niemożliwa. Im intensywniejsza identyfikacja z umysłem – im większy natłok myśli i im są one cięższe, tym grubsza i twardsza skorupa i słabszy kontakt z Duszą. Im słabszy kontakt z Duszą, tym bardziej spowolniona ewolucja duchowa.

Powstanie ego wiąże się bezpośrednio z powstaniem cywilizacji. Obecna faza (technokracja) to ostatni jej etap, ten sztuczny twór zaczął jednak narastać – zależnie od obszaru – wieki i tysiąclecia temu jako wynik odejścia człowieka od Boga i Przyrody. Przyjrzyjmy się współczesnej rzeczywistości miejskiej: coraz więcej bodźców z zewnątrz, coraz większa pogoń, coraz większe zaabsorbowanie umysłu i instynktów.

Droga do uwolnienia się od ego wiedzie zatem przez całkowity powrót do Boga i Przyrody. I odwrotnie: powrót do nich będzie możliwy, kiedy zaczniemy wyzwalać się od ego. Najlepsze efekty daje współdziałanie jan i jin, wewnętrznego i zewnętrznego, męskiego i żeńskiego. Niechaj nasze Dusze kroczą drogą tej harmonii.

Żdan Borod

Polaryzacja, sekret istnienia. Równowaga i harmonia jin i jan(g)

Mężczyzna z brodą całuje w czoło żeńczynę w wianku

Powiada się, iż w prasłowiańskim języku spolaryzowane energie zwało się jin i jan; natomiast przyrostek -g to naleciałość właściwa mowie chińskiej, w której pojęcia te przetrwały do naszych czasów. W moim wpisie będę przeto posługiwał się wersją pierwotną.

Zaakceptowanie filozofii jin-jan jako części kultury aryjskiej, a nie produktu importowanego ma o tyle duże znaczenie, że stanowi ona klucz do zrozumienia naszego wszechświata, którego doskonałość polega właśnie na harmonijnym połączeniu przeciwieństw: w ten sposób udało się Bogu dokonać niemożliwego. Dlatego też pojmowanie koncepcji jin-jan natrafia w wielu umysłach na spore trudności: zrozumieć tę koncepcję to zrozumieć Boga; a czy Boga da się pojąć rozumowo?

Tam, gdzie kończy się nauka, zaczyna się filozofia; gdzie zaś kończy się filozofia, zaczyna się medytacja. Jak widać – filozofia może stać się dobrą drogą do medytacji, więc dlaczego trochę nie pofilozofować i nie spróbować wyjaśnić tajemnicy jin-jan?

Błędne rozumienie jin-jan wynika przede wszystkim z odejścia od natury. Człowiek urodzony wśród żywej przyrody, obcujący z nią od dzieciństwa, wychowujący się pośród niej i igrający z nią ma szansę od najmłodszych lat pojmować niezwykłość współpracy przyrodzonych przeciwieństw, przejawiających się poprzez pory roku, dzień i noc, światło i cień, wzrost i rozkład. Nieustannie dostrzega subtelne połączenia wielu aspektów tych przeciwległych energii w minerałach, roślinach, zwierzętach, żywiołach. W cywilizacji wszystko to traci przejrzystość: jeśli chcemy, możemy mieć ciemno w dzień, a jasno w nocy, ciepło w zimie, a chłodno w lecie, natomiast odpadki gnijące w śmietniku w żadnym wypadku nie zwiastują nam ponownych narodzin. Otaczające nas sztuczne przedmioty są bez życia. Dlaczego? Ponieważ nie przedstawiają sobą boskiego połączenia przeciwieństw.

Do zaistnienia życia potrzebne jest harmonijne połączenie sił jin i jan, czyli ich polaryzacja. Współczesne, cywilizowane środowisko reprezentuje sobą coś dokładnie odwrotnego – mianowicie neutralizację. Siły jin i jan są tutaj zatarte, zredukowane, zrelatywizowane. Słusznie zatem nazywa się współczesność cywilizacją śmierci, jakkolwiek pesymistycznie by to nie brzmiało.

Przyjrzyjmy się temu na przykładzie fundamentalnego aspektu jin i jan, jakim jest żeńskość i męskość.

Współcześnie zachodzą w społeczeństwie dwa procesy ściśle związane z indukowaną ludzkości walką płci. Walka płci to walka jin z jan; to kres współpracy, a zatem i kres życia.

Pierwszy proces to oddzielanie od siebie mężczyzn i kobiet. Drugi, sprzężony z nim – przybliżanie do siebie męskości i żeńskości. Naturalny stan to coś wręcz odwrotnego: to bliskość mężczyzny i żeńczyny, a jednocześnie silnie rozróżnienie między męskością a żeńskością. Polaryzacja męskości i żeńskości przybliża mężczyznę i żeńczynę, wydając owoc w postaci pięknego życia i silnego potomstwa. Wpajana dziś ludziom relatywizacja płci to neutralizacja męskości i żeńskości prowadząca do autonomii, izolacji mężczyzn od kobiet. Gdzie nie ma polaryzacji, nie ma przyciągania. Jedna, harmonijna całość („płeć” pochodzi od „pół”) zostaje zastąpiona dwiema odseparowanymi jednościami. To miłość zastąpiona egoizmem.

Inny, nie mniej ważny aspekt jin i jan to ciemność i światłość, demoniczność i boskość. Tutaj sytuacja ma się podobnie. Silna polaryzacja boskości i demoniczności pozwala siłom Światła i Ciemności na harmonijną współpracę. Zauważcie, że czarne dziury nie przeszkadzają gwiazdom ani nie walczą z nimi. Gwiazdy to Bogowie, siły Światła. Oni bez przerwy emitują Światło, swoją Miłość i w ten sposób pozwalają na życie we wszechświecie. A czarne dziury, wielkie demony, nie burzą tego ładu, lecz spełniają w nim swoje zadanie – wchłaniają z powrotem informację i sprowadzają ją do źródła, by mogła służyć przy tworzeniu nowego wszechświata.

Sytuacja na Ziemi, jaka ma miejsce od tysięcy lat, to wynik odejścia człowieka od boskości i przybliżenia się do demoniczności. Nastąpiła zatem neutralizacja, gdyż człowiek z natury jest istotą boską. Ponieważ jin i jan to naczynia połączone, również demony przestały spełniać swoją właściwą rolę. Aby ulegnąć neutralizacji przejmują część boskich mocy człowieka i wykorzystują w destrukcyjnych celach. Zaburzenie ich równowagi wyraża się w atakach na jasną stronę, w ten sposób próbują przywrócić naturalny ład. Kiedy staniemy się żywymi Bogami, gdy będziemy w pełni promieniować boskim światłem, Miłością – siły ciemności powrócą do swoich pierwotnych zadań.

Oczywiście, można na to spojrzeć z drugiej strony: to siły ciemności zaatakowały, przejęły część boskich mocy, przez co nastąpiła neutralizacja. Ale czy warto nam stawiać się w roli ofiary? W końcu to Światło jest jan, ono decyduje.

Równowagę sił jin-jan zawsze rozpatrujemy w odniesieniu do jakiegoś mikro- czy makrokosmosu. Każdy człowiek jest takim mikrokosmosem, w którym współpracują siły jin i jan. Z kolei w świecie ludzkości mężczyzna to jan, a kobieta jin (przynajmniej na płaszczyźnie fizycznej). Każdy pojedynczy atom to również kosmos.

Prawdą jest, iż siły jin i jan zawsze pozostają w równowadze. Ruch energii jan pociąga za sobą natychmiast reakcję ze strony jin. Równowaga nie musi jednak oznaczać harmonii, czyli tego, czego byśmy sobie życzyli. Choroba to nic innego, jak rozpaczliwa próba przywrócenia przez organizm równowagi. Twórca makrobiotyki, Georges Ohsawa, opisał przykład człowieka jedzącego mięso (pokarm skrajnie jang) i dla przeciwwagi słodycze (ekstremalne jin). Porównał to do popychania kogoś raz z prawej, raz z lewej strony. Równowagą od biedy można to nazwać, ale czy taka osoba osiągnie harmonię? Wątpliwe.

We właściwej polaryzacji nie chodzi więc o popadanie w skrajności. O co zatem chodzi? O naturalny stan, naturalną równowagę, współdziałanie, harmonię… I żebyśmy nie zaczęli kręcić się w kółko, chyba właśnie tutaj powinna zacząć się medytacja. Czego sobie i Wam życzę.

Żdan Borod

Odmienna energetyka płci. Polaryzacja czakr, płeć kundalini

Kanały kundalini u żeńczyny i mężczyzny. Pingala, ida i suszumna. Czakry: sahasrara, adżnia, wisiudha, anahata, manipura, swadhiszthana, muladhara. Żywioły powietrza, ognia, wody i ziemi. Energia słoneczna i księżycowa

Współczesny rynek księgarski roi się od ezoterycznych poradników dotyczących jogi i rozwoju duchowego, pouczających, jak wzmacniać system energetyczny ciała, by osiągnąć zdrowie oraz powodzenie w innych dziedzinach życia. Podobne mnóstwo informacji znajdziemy w sieci. Zadziwiające, iż prawie żadna z tych publikacji nie uwzględnia kwestii fundamentalnej dla wykonywania rozmaitych praktyk: różnic energetycznych między mężczyzną a kobietą. Wynikają one z odmiennej polaryzacji czakr (przeciwnego kierunku obrotu poszczególnych czakramów) oraz napędzającej ich siły kundalini, której ruch u obu płci jest inny. Nieuwzględnianie tych przeciwieństw niesie ze sobą zgubne skutki (nie tylko w dziedzinie związków), czego większość adeptów w ogóle nie zauważa, głównie za sprawą propagandy zrównywania płci.

Energia kundalini napędza wszystkie funkcje organizmu i całą energetykę ludzką. Płynie przez ciało trzema głównymi kanałami zwanymi nadi: są to ida (fizjologicznie tożsama z przywspółczulnym układem nerwowym), pingala (współczulny układ nerwowy) oraz suszumna (odpowiednik ośrodkowego układu nerwowego). Poprzez idę płynie siła żeńska, „księżycowa”, kojąca, chłodząca i wstrzymująca. Pingalą wędruje moc męska, „słoneczna”, pobudzająca i rozgrzewająca. Susiumna to miejsce przebiegu zharmonizowanej energii męskiej i żeńskiej, niejako droga połączenia, „dziecka” tych spolaryzowanych sił. To prosta linia wiodąca wzdłuż kręgosłupa. Ida pingala natomiast wschodzą spiralnie po obu jego stronach. Różnica w energetyce męskiej i żeńskiej polega na tym, iż u obu płci kanały te położone są odwrotnie. Tym samym spirale, po których biegną ida i pigala, posiadają odwrotny kierunek skrętu.

U mężczyzny kanał energii męskiej, pingala, biegnie od czakry podstawy po prawej stronie, tworząc spiralę lewoskrętną (to jednocześnie kierunek, jaki wyznacza ruch podniesionej prawej ręki). U żenczyny pingala idzie po stronie lewej, tworząc spirale prawoskrętną. Odwrotnie jest z idą. Dlatego dla mężczyzny drogą prawości, „prawej ręki” jest droga męska, „słoneczna”, zaś dla żeńczyny droga prawej ręki, prawa droga – to ścieżka żeńska, „księżycowa”. Księżyc odbija światło Słońca. Jeśli żeńczyna rozwija się w męską stronę, podąża wówczas w kierunku przeciwnym do ewolucji – z góry na dół, drogą demoniczną, drogą inwolucji, lewej ręki. Większość wskazówek podawanych we współczesnych tekstach zorientowana jest na mężczyzn, jako tych, którzy mają za zadanie prowadzić duchowo. Kobiety stosujące się bezpośrednio do książkowych wytycznych, bez odpowiedniej wiedzy, schodzą wprost „do piekła”, ściągając tam także mężczyzn. „Cały świat w rękach mężczyzny, a mężczyzna w rękach żeńczyny”.

Koronnym przykładem niech będzie siddhasana, jedna z podstawowych pozycji medytacyjnych. Wykonuje się ją kładąc podeszwę lewej stopy przy kroczu, prawą stopę układa się natomiast na kości łonowej, powyżej genitaliów. Mało kto wie, że siad ten przeznaczony został dla mężczyzn; żeński odpowiednik to siddha yoni asana („doskonała pozycja żeńska”), w której do krocza przyciąga się stopę prawą. Jedną z funkcji tych asan jest odciągnięcie energii od narządów rozrodczych i skierowanie jej poprzez kanał idy do wyższych czakr, co pomaga w opanowaniu żądz, niskich pragnień i motywacji oraz podniesieniu świadomości duchowej. Kobieta wykonująca męską siddhasanę wywołuje efekt wręcz odwrotny. Dotyczy to i innych technik jogicznych, na przykład ćwiczeń oddechowych (oddychanie słoneczne i księżycowe) czy niektórych mudr. M. in. dlatego świat zachodni, mimo ogromnego rozpowszechnienia jogi, nadal tkwi w sidłach materializmu.

Przede wszystkim jednak odmienny ruch kundalini powoduje przeciwną polaryzację centrów energetycznych u mężczyzny i żeńczyny. Z ośrodkami tymi pracujemy nie tylko uprawiając jogę, lecz wpływamy na nie – mniej lub bardziej świadomie – podejmując wszelkie wysiłki rozwoju osobistego, stosując psychoterapię itd. Wymaga to zatem doboru odpowiednich dla każdej płci metod, stosownie sformułowanych sugestii czy afirmacji. Od sprawnego działania czakramów zależy całe nasze życie. Brak wiedzy na temat polaryzacji przyczynia się do blokad energetycznych, zaburzeń w przepływie energii między czakrami, a co za tym idzie – poważnych problemów zdrowotnych, psychicznych, osobistych i zawodowych.

Umownie odmienną polaryzację określić można jako przeciwny kierunek obrotu poszczególnych czakr. Umownie, ponieważ stwierdzenie, że czakra wiruje w prawo lub w lewo zawsze stanowi jakieś uproszczenie. Czakra nie jest bowiem zwykłym, kręcącym się wirkiem; to złożona, wielopoziomowa struktura energetyczna. Z tego powodu oczyszczanie, harmonizowanie i rozwijanie czakr zabiera zazwyczaj trochę czasu.

Uwaga: ujemna lub dodatnia polaryzacja danej czakry nie oznacza jej „pasywności” bądź „aktywności”, jak to niektórzy ujmują – a w każdym razie sformułowanie takie brzmi niezręczne i zwodniczo. Aktywne powinny być bowiem wszystkie czakry. Zarówno obrót w prawo, jak i w lewo jest przecież aktywnością. Natomiast polaryzacja danej czakry decyduje o tym, w jaki sposób przejawiamy związane z nią boskie cechy, tzw. cechy urzeczywistnienia. Ziemskie przeznaczenie mężczyzny wiąże się z urzeczywistnieniem boskich cech manifestowanych w sposób męski (męski aspekt boskości), a los żeńczyny to ich realizacja na sposób żeński (żeński aspekt boskości). Na przykład: ujemna polaryzacja trzeciego oka u mężczyzn nie oznacza, że pozbawieni są oni daru jasnowidzenia, a ujemna polaryzacja czakry serca nie znaczy, że nie potrafią kochać. Po prostu czym innym jest jasnowidzenie męskie, a czym innym żeńskie – podobnie jak zwykłe widzenie. Widzimy niby to samo, a jednak dostrzegamy różne rzeczy, na co innego zwracamy uwagę, inaczej reagujemy. Obie płcie odmiennie też wyrażają miłość. Tak samo u żeńczyny – ujemna polaryzacja najwyższej czakry nie świadczy o braku kontaktu z boskością, a ujemna polaryzacja czakry najniższej nie ma nic wspólnego z brakiem popędu seksualnego, chociaż zarówno sfera duchowości jak i seksualności wygląda u żeńczyn zupełnie inaczej, niż u mężczyzn. U dawnych Słowian męski i żeński aspekt cech urzeczywistnienia znajdował swoje odbicie w męskich i żeńskich obrazach boskości, Bogach i Boginiach.

Poniżej poglądowo opisuję, jak odmienna polaryzacja odzwierciedla się w codziennym życiu. Zaznaczam jednak, iż czynię to na przykładzie harmonijnej, tradycyjnej, słowiańskiej rodziny, przeto egzemplifikacja niekoniecznie ma wiele wspólnego z obecnymi realiami i tendencjami. Dawniej rozwój osobisty i duchowy zawsze rozpatrywano w kontekście relacji rodzinnych i społecznych. Dopiero postępująca w ciągu stuleci degradacja związków międzyludzkich i społecznych więzi spowodowała postrzeganie wzrostu świadomości w kategoriach indywidualizacji.

Pierwsza czakra – czakra korony, sahasrara, u mężczyzny posiada polaryzację dodatnią, u żeńczyny ujemną. Duchowe prowadzenie, prowadzenie rodu i rodziny, to rola męska. Można powiedzieć, iż żeńczyna poddaje się Bogu przez poddanie się mężowi. Kobieta, która nie podlega męskiej sile, której nie prowadzi żaden mężczyzna, nie będzie również potrafiła poddać się Bogu. Żeńczyna sama nie osiągnie oświecenia. Z tego względu we wszystkich tradycjach duchowych tytuł „oświecony” przysługiwał jedynie mężczyznom. Nie ma sensu buntować się czy protestować przeciwko temu; lepiej zaakceptować naturę płci i rzeczywistości, wtedy wszystko układa się w zgodzie z Boskim Planem. Odzwierciedlenie tego planu znajdziemy nawet w genetyce. U Słowian i innych ludów ziemi po ojcu dziedziczy się cechy duchowe (współczesna psychologia określa to mianem „empatii”), natomiast po matce – inteligencję. Powiada się, iż pierwszy mężczyzna zostawia w żeńczynie obrazy Ducha i krwi (zjawisko telegonii). Dlatego Ród prowadzi się po linii męskiej. Sytuacja przeciwna (matrylinearna) powoduje przerost inteligencji nad Duchem, czyli demoniczność. Mężczyzna jest tym, który daje rodzinie i potomstwu fundamenty duchowe i etyczne.

Druga czakra – trzecie oko, adżnia. U żeńczyny posiada polaryzację dodatnią, u mężczyzny ujemną. Wspomniana zdolność jasnowidzenia przejawia się m. in. jako tzw. kobieca intuicja. Ma to związek ze szczególnym ukierunkowaniem żeńczyny na ciało diwie (ciało buddyczne, dewakaniczne). Diwa, dziwa, dziewczyna – to słowa pochodne. Dzięki rozwojowi tej czakry żeńczyna uzyskuje wyjątkową zdolność przeczuwania złego i dobrego (prekognicji), a przeczucia te przekazuje mężowi. Pięknie oddają to słowa jednej z piosenek Marka Grechuty: Każdą chwilę mi w porę przepowiesz, żadna chwila mnie źle nie zaskoczy. Zalicza się do tego także dawanie natchnienia mężczyźnie. Przekazywanie żeńskiej mądrości duchowej związanej z trzecim okiem dokonuje się głównie na poziomach subtelnych (telepatycznie). Męskie jasnowidzenie to przede wszystkim dostrzeganie aury i ciał subtelnych – wykorzystywane jest niejako biernie, do celów duchowych.

Trzecia czakra – czakra gardła, wiśuddha. U mężczyzny spolaryzowana dodatnio, u żeńczyny – ujemnie. Związana z wyrażaniem siebie, komunikacją i decyzyjnością, a co za tym idzie – miejscem w społeczeństwie. Mężczyzna pełni rolę nauczyciela, a żeńczyna słucha. Bezpośrednia, werbalna komunikacja to cecha męska; żeńczyna mówi nie wprost, jej ekspresję cechuje większa subtelność. Mężczyzna reprezentuje w społeczeństwie całą rodzinę, załatwia sprawy, podejmuje decyzje. Pozycję żeńczyny wśród ludzi określa pozycja jej męża (tak było zawsze u Słowian przed wprowadzeniem obcego porządku). To żona wchodzi do środowiska i rodu męża.

Czwarta czakra – serce duchowe, anahata. U żeńczyny ma polaryzację dodatnią, a ujemną u mężczyzny. Tutaj sytuacja przedstawia się więc odwrotnie, jak w przypadku czakry gardła. To żeńczyna wyraża swą miłość bezpośrednio, pochłaniając ukochanego swoim słodkim, kojącym oceanem czułości. Mama potrafi w rodzinie wszystko załagodzić, nawet jeśli pojawią się jakiekolwiek nerwy, Wprowadza do domu ciepło. Jest też strażniczką energetyczną całej rodziny – jej miłość chroni wszystkich. Mężczyzna z kolei okazuje miłość w sposób znacznie bardziej zawoalowany. Cała jego działalność stanowi wyraz miłości do żeńczyny: wszelkie osiągnięcia duchowe i materialne. Jego czułość to mocny dotyk i silny uścisk, po który zawsze można przyjść, ale narzucał się on z nim nie będzie.

Czakra piąta – splot słoneczny, manipura. W tym centrum mężczyzna wykazuje polaryzację dodatnią, żeńczyna zaś ujemną. To czakra związana z dostatkiem, ale także z ciepłem i radością – cechami urzeczywistnianymi również w duchowym sercu. Na tym poziomie ma więc mężczyzna możliwość aktywnego wyrażenia tych przymiotów. Oto uśmiechnięty, rubaszny ojciec wykonuje wokół gospodarstwa różne prace: wszędzie go pełno, a wszystkich domowników rozpogadza dobrym żartem, głębokim, radosnym śmiechem i śpiewem. Mężczyzna daje żeńczynie dom i wszystko, co okaże się potrzebne. Sam mężczyzna nie potrzebuje bowiem wiele do życia: wystarczy jedna koszula, para spodni i ewentualnie podstawowe sprzęty.

Szósta czakra – czakra sakralna, swadhiszthana. U żeńczyny zachodzi tu polaryzacja dodatnia, u mężczyzny – polaryzacja ujemna. Z centrum tym wiążą się takie cechy jak zgoda, harmonia, życzliwość oraz – przyjemność. To wszystko znowu wnosi do przestrzeni domowej, do związku – żeńczyna. Ona zawsze zgadza się z mężem, docenia go i podziwia. Jest w pełni zadowolona z jego decyzji. Uwielbia mu usługiwać, pięknie podawać jedzenie. Przyozdabia domową przestrzeń, by rodzina czuła się w niej przytulnie. Rozpieszcza swego wybranka i dzieci. Zaliczają się tu również rozkosze erotyczne. Dobra żona z radością i miłością oddaje się mężowi.

Siódma czakra – czakra podstawy, muladhara. Mężczyzna jest tu spolaryzowany dodatnio, żeńczyna ujemnie. Naturalnie, najlepiej widać to w miłości cielesnej – mężczyzna „bierze” żeńczynę. Jego genitalia są aktywne i działające, żeńskie – tworzą przestrzeń, poddają się. Czakram ten odpowiada też za byt i przetrwanie. Mężczyzna zapewnia żeńczynie i całej rodzinie fizyczne bezpieczeństwo oraz wszelkie zasoby niezbędne do rozwoju. Tak spirala się zamyka, gdyż mężczyzna odpowiada za rozwój ducha i osobowości członków rodziny.

Dla uzupełnienia warto wspomnieć o powiązaniu mężczyzny z żywiołami ognia i powietrza, a żeńczyny – wody i ziemi. Ogień reprezentuje ruch wertykalny, wzbija się ku niebu, woda – ruch horyzontalny, rozlewanie się. Woda potrafi zgasić ogień, na co żeńczyna powinna uważać – umiejętnie kierować swoją energią płciową. Poddając się ogniu woda nagrzewa się, przekształca w parę wodną i również wznosi do góry. Mężczyzna czerpie siły duchowe przede wszystkim z przestworzy, od Swaroga, Ojca Niebieskiego. Tego wymaga duchowe prowadzenie rodziny! Niegdyś także mężczyźni nosili długie włosy (fizyczne łączniki z kosmosem). Żeńczyny, jeśli przebywały w środowisku zewnętrznym (poza rodziną), splatały włosy w warkocz i zakładały chusty dla ochrony przed penetrującą, przenikającą powietrze siłą obcych mężczyzn. Warkocze i chusty nosiły także w domu, by lepiej skupić się na żeńskich atrybutach. Żeńczyna pielęgnuje bowiem szczególną relację z Matką Ziemią, gromadząc jej energię w świętym naczyniu – macicy. Uczy się od Ziemi bycia matką. Dawnym Słowiankom pomagały w tym długie do samej ziemi spódnice. Żeńczyna, dzięki ujemnej polaryzacji czakry podstawy, czerpie więc siły od Matki Ziemi, zaś mężczyzna dzięki dodatniej polaryzacji czakry korony pobiera moc z niebios.

Zachęcam do skonfrontowania tych wyjaśnień z codziennymi obserwacjami, do zastanawiania się nad właściwym przejawianiem poszczególnych cech urzeczywistnienia przez obie płcie, do refleksji nad problemami współczesności, kierunkiem, w jakim zmierzają dzisiejszy człowiek, dzisiejsze relacje, społeczeństwo, świat.

Oczywiście, można powiedzieć, że świat „idzie do przodu”, że pewnych rzeczy się nie zmieni, czasu nie cofnie, trzeba zaakceptować to, co mamy itd. Co innego jednak akceptacja obecnego stanu, a co innego pozwolenie na staczanie się w przepaść i bieg „z owczym pędem”. Nie chodzi też o powrót do przeszłości, a zwyczajnie – do normalności. Jeśli widzimy jakąkolwiek nieprawidłowość, mamy moc – powoli, krok po kroku – uzdrawiać sytuację. Świadomość różnic energetycznych między mężczyzną a żeńczyną to podstawa w przywracaniu harmonii na każdym polu. Nie tylko dla joginów i ezoteryków.

Żdan Borod

Wypisy z doktora Miszry: prawa umysłu. Joga jako aryjskie dziedzictwo

dr Rammurti Szriram Miszra (Śri Brahmananda Saraswati)

Chociaż rozmaite elementy, praktyki i pochodne jogi zdążyły się w znacznym stopniu rozpowszechnić w naszym społeczeństwie, wiedza na jej temat, podejście do niej i świadomość celów, ku którym wiedzie, nadal pozostawiają wiele do życzenia. Warstwa Polaków oczadziała czy to katolickim, czy alkoholowym wyziewem (czy to jednym i drugim) widzi w niej nieodmiennie jedną z podejrzanych mód, dziwactwo dalekowschodniej proweniencji do serii z buddyzmem i wegetarianizmem. Uprawianie jogi często wykazuje przerost formy nad treścią, wynika z potrzeby oderwania się od topornej, hermetycznej mentalności. W obu przypadkach, od lat, traktuje się jogę jako zjawisko egzotyczne, pozytywne i postępowe lub obce i niebezpieczne. Dla wielu osób joga to tylko zestaw ćwiczeń fizycznych, a medytacja – zaledwie forma relaksu.

Gdzie Rzym, gdzie Krym, gdzie Polska, a gdzie Hindusi. Joga stanowi przecież część filozofii indyjskiej, tak jak sanskryt uznaje się za źródło indyjskiej filologii. Związki sanskrytu z językami indoeuropejskimi, zwłaszcza słowiańskimi, paralele mitologiczne wierzeń staroindyjskich i starosłowiańskich, całą oczywistość jednego źródła, wspólnoty praindoeuropejskiej – pozbawiono głębszego znaczenia. Na lekcjach historii dzieci nie uczą się ani o starożytnych Indiach, ani o dawnych Słowianach; zmanipulowana edukacja wiedzie więc już najmłodsze umysły w niewłaściwym kierunku, budując w nich fundamenty ignorancji.

Jak słusznie zauważa znakomity jogin, dr Rammurti S. Miszra, w swej książce „Podstawy jogi królewskiej”, joga nie stanowi własności żadnego państwa: Należy ona do natury i świadomości; wszyscy mają do niej równe prawo. Kultura indyjska jedynie przechowała nauki jogiczne, wywodzące się od starożytnych wołchwów aryjskich. Można rzec, iż są one pozostałością pierwotnej, aryjskiej mądrości, z czasów, zanim uległa ona stopniowemu rozwarstwieniu na poszczególne dyscypliny i zaczęła podążać materialistycznymi torami. Sanskryt to z kolei najstarszy z zachowanych języków aryjskich. Część Ariów, żyjąca na terenie dzisiejszych Indii, połączyła się później z ciemnoskórym ludem Drawidów tworząc naród Hindusów. Krew białych ludzi płynie przede wszystkim u przedstawicieli dwóch wyższych kast (braminów i kszatrijów).

Z czasem także znaczna część przekazów jogicznych została zniekształcona, podobnie jak teksty wedyjskie. Krytykowana przez niektórych gurujoga wywodzi się z aryjskiej tradycji rodowej. U podstaw wiedzę duchową przekazywano z pokolenia na pokolenie, z ojca na syna. Linia duchowa tożsama byłą więc z linią rodu. Ich oddzielenie od siebie to efekt dysharmonii i chaosu, jakie cechują Kalijugę.

Joga to doskonalenie ciała i umysłu, dążenie do prawdy, do poznania natury rzeczywistości, do zjednoczenia z Bogiem. Wyobrażamy sobie wielkich joginów medytujących w jaskiniach Himalajów; lecz przecież tajga i inne zakątki Rusi także pełne są mistrzów Ducha. Wszak sama Baba Jaga to żeńczyna, która ćwiczy jogę. Odrodzenie Słowiańszczyzny wiąże się z ponownym odkryciem tych odwiecznych, duchowych wartości. Literatura jogiczna daje nam wiele cennych wskazówek na drodze powrotu do korzeni.

Jednocześnie nie należy kojarzyć jogi z wyrzeczeniem i pustelniczym żywotem. Jakkolwiek duchowy upadek współczesnego społeczeństwa oraz zanieczyszczenie miast chemią i hałasem skłaniają do poszukiwania spokojniejszego i zdrowszego otoczenia, nie oznacza joga rezygnacji z życia osobistego czy zawodowego. Związki międzyludzkie, rodzina i twórcze zajęcia to ziemska część Boskiego Planu. Jeśli jednak pozostaną one na poziomie biologii i w sferze tego niższego poziomu życia, wtedy staną się przeszkodą nie tylko w jodze, ale zagrożą człowieczeństwu – pisze dr Miszra.

Poniżej przytaczam kilka fragmentów wspomnianego podręcznika (oryginał: Rammurti S. Mishra, Fundamentals of Yoga, Julian Press, Nowy Jork 1959. W Polsce pozycja wydana w tłumaczeniu Michała Uroczyńskiego przez Polskie Towarzystwo Higieny Psychicznej w 1985 roku oraz dziesięć lat później przez wydawnictwo Trickster z Sosnowca). Cytaty zostały skomponowane w całość opisującą podstawowe prawa umysłu i kreacji oraz działanie podświadomości, a jednocześnie oddającą najistotniejsze założenia jogi. Serdecznie polecam przeczytanie tej publikacji w papierowej całości.

Żdan Borod

Podstawowa przyczyna wszelkich zjawisk mentalnych to sugestia. Cały kosmos jest niczym innym jak sugestią; dzięki niej istnieje świat. Ona jest najstarszą i najpotężniejszą siłą przyrody. Ciągle, w każdej chwili poruszamy się dzięki naszej sugestii. Najpierw myślimy, potem zaś działamy.

Cała aktualna wiedza i to, co poznać zamierzamy, staje się naszą własnością dzięki sile sugestii. Nawet takie poznanie, które wydaje się nam bezpośrednie i spontaniczne, zachodzi dzięki mocy sugestii pierwotnej energii twórczej, dzięki wszechmocnemu, wszechobecnemu i wszechwiedzącemu Kosmicznemu Umysłowi – Kosmicznej Inteligencji Najwyższego. Wszelka wiedza była tutaj przed tobą i przed powstaniem tego świata. Będzie ona trwała wiecznie – przetrwa ciebie i świat. I to także stanie się za sprawą wielkiej siły sugestii.

Prawo sugestii, prawo boskiej woli jest niezawodne i absolutne. Cały ten świat: ignoranci i mędrcy, bogaci i biedni, wielcy i mali, młodzi i starzy, wszystko co żywe i martwe podporządkowane jest prawu sugestii. Nie ma wyjątku od tej reguły. Prędzej czy później każda sugestia powoduje określony skutek. Złe czy dobre, życie nasze rozwija się według naszej nieustannej sugestii.

Nieustannie nadajemy i odbieramy sugestie za pośrednictwem naszych zmysłów. Dziecko rozpoznaje miłość lub gniew w oczach swych rodziców. Korzystając z oczu i uszu, czytamy pisane sugestie i słuchamy w szkole wykładów. Dzięki nozdrzom wąchamy przyjemne lub przykre zapachy, zaś przez skórę czujemy dotyk i temperaturę. Te i podobne sugestie zwą się sugestiami zmysłowymi.

Gdy sugestię powtarza się wyłącznie w myśli, jest to sugestia mentalna. To najsilniejszy rodzaj sugestii.

W różnych rodzajach sugestii posługujemy się siłą umysłu i myślami, które są podstawą wszelkiej sugestii. Nikt nie wypowiedziałby słowa ani nie uczynił gestu, gdyby nie było to wynikiem jakiejś myśli. Słowa i czyny są tylko narzędziami myśli, którą wyrażają. A zatem wszystkie sugestie są kontynuacją sugestii mentalnych: powstają w umyśle i w umyśle się roztapiają. Podstawa wszystkich sugestii, sugestia mentalna, jest niezależna.

Sugestie mentalne są tak rzeczywiste jak otaczający nas wszechświat. Myśli są przedmiotami i przedmioty są myślami. Energię tworzy i kontroluje umysł. Sugestia mentalna jest najpotężniejszą siłą na świecie. Umysł to wszechświat, a wszechświat to manifestacja Kosmicznego Umysłu. Myśl jest materią i wszystkie rzeczy materialne są jedynie ekspresją umysłu.

Fal mentalnych, siły mentalnej nie wiążą przyczyny, skutki, czas i przestrzeń. Fale twojego umysłu mogą docierać do gwiazd oddalonych o miliony kilometrów. W jednej chwili możesz przekazać twe myśli osobie, która znajduje się daleko od ciebie. Możesz poznawać zdarzenia minione i przyszłe w podobny sposób, jak na rozłożonej mapie przemierzasz różne kraje.

Kiedy trapią nas zmartwienia, dzieje się to za sprawą sugestii naszego umysłu. Czujemy się zniewoleni i bezsilni. A przecież możemy sobie umysł podporządkować i stać się wolni. Ulegając sugestiom własnego umysłu, ludzie skazują siebie na cierpienie. Wszelkie sugestie winny być podporządkowane autosugestii. Muszą być aprobowane, jeśli są zgodne z autosugestią i odrzucane, jeśli jej przeczą.

Gdy fale mentalne wyłaniają się z umysłu podświadomego, mamy do czynienia z sugestią, kiedy zaś następnie przyjmują postać idei, wyobrażeń itp., stają się wówczas częścią świadomego umysłu i osobowości człowieka, który działa i reaguje właśnie pod ich wpływem. Jasne jest teraz, że za sprawą autosugestii siła mentalna gromadzi się, aby wytworzyć jakikolwiek nawyk. Wszelkie sugestie mentalne, słowne czy środowiskowe działają za pośrednictwem autosugestii. Możemy więc powiedzieć, że wszelkie sugestie są autosugestią. Człowiek nie może wykonać żadnej pracy, jeśli nie wzbudzi w sobie odpowiednich sugestii. Ludzkie obawy, cierpienia i choroby zależą również od autosugestii.

Autosugestia jest najlepszym i najskuteczniejszym lekarstwem. Dzięki niej człowiek może pozbyć się lęku przed bólem i cierpieniem, usunąć ze swego umysłu konflikty, zwyciężyć śmierć i wyzwolić się z wszelkich więzów.

Energia podświadomego umysłu jest bardzo rozproszona i nieustannie źle wykorzystywana przez autonomiczny układ nerwowy. W czasie niezliczonych wcieleń wysyłaliśmy do naszej podświadomości materialistyczne sugestie, dlatego teraz nasza wola nie ma wpływu na wiele funkcji psychofizycznych. Popadliśmy w hipnozę przez nasze własne błędy i fałszywe sugestie, uważając siebie wyłącznie za ciało, mimo że prawdziwa nasza natura jest wieczna, wszechwiedząca, wszechmocna i wszechobecna.

Praktykując jogę może człowiek pozbyć się hipnotycznego stanu, w który popadł przez destruktywne autosugestie – może osiągnąć naturalny, zdrowy stan umysłu. Praktyka jogi jest dehipnotyzacją. Ludzie sami przysparzają sobie cierpień i przez szkodliwe autosugestie wpędzają się w nieszczęścia. Wiele współczesnych filmów, telewizja, powieści sensacyjne współdziałają z tymi negatywnymi sugestiami.

Świadomy umysł jest przyczyną niewoli lub wolności Jaźni. Gdy skłania się ku przyziemnym, materialnym zainteresowaniom, Jaźń popada w niewolę. Kiedy jednak zwraca się ku wyższemu, duchowemu życiu, Jaźń zostaje wyzwolona.

Świadomy umysł może zmienić truciznę w nektar i nektar w truciznę, wybrać niebo lub piekło, życie lub śmierć, nieśmiertelność lub śmiertelność. Posiada od wszelkie możliwości, aby stać się najwyższą drogą wiodącą do Boga i jest zdolny ciążyć ku destrukcji.

Wszystkie niewolitywne funkcje ciała kontrolowane są przez umysł podświadomy (np. mięśnie niezależne od woli, narządy wewnętrzne, praca serca, płuc, nerek i gruczołów dokrewnych, przemiana materii). Umysł podświadomy pracuje nieprzerwanie, w stanie czuwania, snu zwyczajnego i głębokiego, podczas szoku, omdlenia, śpiączki itd.

Kiedy umysł podświadomy przejmuje na siebie kierowanie wszelkimi funkcjami, mówi się, iż człowiek staje się nieświadomy.

Umysł podświadomy jest zbiornikiem wszelkich przeżyć, doświadczeń i wspomnień. Projektuje je w takich stanach świadomości jak czuwanie i sen.

Do podświadomego umysłu mają dostęp wszelkie sugestie słowne, mentalne i środowiskowe.

Kiedy umysł świadomy i podświadomy jednoczą się w harmonii, tworzą wówczas umysł nadświadomy.

Umysł nadświadomy posiada wieczny byt, wieczną mądrość, pokój i szczęśliwość. Sprawuje on kontrolę nad innymi umysłami.

Zapamiętaj: wszystkie stany umysłu poza nadświadomym są względnie rzeczywiste, są bowiem uwarunkowane. Bezwzględnie i trwale rzeczywisty jest tylko stan nadświadomości. Kiedy nadświadomy stan ukaże się na czystym niebie twojego umysłu, wszystkie inne stany rozproszą się, tak jak noc rozpraszają narodziny dnia.

Nadświadomość jest istotą i ukoronowaniem wszystkich stanów umysłu. Joga ma za zadanie dopomożenie uczniowi w osiągnięciu stanu nadświadomości.

Musimy zrozumieć nasze codzienne życie i ogromną rolę umysłu podświadomego. Każdy dzień naszego życia wypełniony jest pohipnotycznymi sugestiami. Bez przerwy sugerujemy sobie przyszłą pracę; zaraz po porannym przebudzeniu wypełniamy podświadomy umysł sugestiami zajęć na cały dzień. Podczas studiów dajemy sugestie pomocne w uzyskaniu dyplomu czy tytułu naukowego. Gdy układamy jakikolwiek plan, sugerujemy sobie przeróżne przyszłe działania. Bez przerwy hipnotyczne sugestie! Chcąc uwolnić się od tej hipnozy musimy zastosować silne sugestie mentalne dehipnotyzujące. Wszystkie nasze działania, nawyki czy dokonania są efektem uprzednich sugestii na podświadomy umysł, i tym są silniejsze, im większa była moc tych dawnych sugestii. Skieruj więc silną, pozytywną sugestię do podświadomego umysłu. Praktykując to regularnie, już wkrótce zauważysz, że twój podświadomy umysł jest ci posłuszny całą dobę, przez okrągły rok. Twój sen będzie zgodny z twoimi sugestiami, rozjaśnią one twe życie, uczynią je pełnym, szczęśliwym, a przez to pomogą i światu. Stosuj pozytywne sugestie w rodzaju: „Z każdym dniem będę coraz bardziej zrelaksowany, mocniejszy, szczęśliwszy; będę żył coraz uczciwiej, coraz lepiej działał i więcej pomagał innym. Uwolnię się od lenistwa, niskich pragnień i niewiedzy. Każda medytacja otwierać mi będzie nowe horyzonty, z każdą medytacją osiągał będę nowe życie i nowe światło.”

W przeszłości dawałeś złe sugestie, ich skutki zatem nie mogły być dobre. Dlatego zdaje ci się, że twój podświadomy umysł działa przeciwko tobie. Wcale tak nie jest: to twoje własne uprzednie złe sugestie działają przeciwko twej obecnej sytuacji. Teraźniejsze życie jest rezultatem sugestii wysuwanych we wszystkich minionych wcieleniach, tak jak przyszłe życie będzie efektem dzisiejszych sugestii. Jeśli pragniesz dobrego, szczęśliwego życia i oświecenia, już dziś dawaj tylko jasne, pozytywne sugestie swemu podświadomemu umysłowi.

Jak deszcz nie przecieknie przez dobry dach, tak namiętności będą obce rozważnemu umysłowi. Bezmyślność jest przyczyną cierpień i śmierci, a dobre myślenie jest eliksirem i źródłem wiecznego życia. Czujnego śmierć nie zaskoczy, a bezmyślni są już martwi.

Tylko wolny od nieczystych myśli osiąga zbawienie. Droga do niewinności jest prosta: z łaski anahat nady (siabda brahmana), poprzez skupienie i medytację na nim uzyskamy wewnętrzny probierz, i jeśli tylko pojawi się nieczysta myśl, natychmiast konfrontujemy ją z przeciwną – czystą.

Czuwaj nieustannie nad umysłem i myślami. Prowadź umysł z ciemności ku światłu, od cierpienia do życia, od śmierci do nieśmiertelności, ze złudzeń do rzeczywistości i bądź pełen szczęścia.

Musisz jasno zdawać sobie sprawę z niezłomnej decyzji zmiany swego życia i przetworzenia własnego umysłu świadomego i podświadomego w umysł nadświadomy.

Dołóż wszelkich starań, aby twój umysł stał się pogodny i spokojny. Warunkiem wstąpienia na ścieżkę jogi jest spokój umysłu.

Aby osiągnąć wyciszenie i pokój umysłu, należy wprowadzić w życie następujące cztery reguły:

1. Szukać towarzystwa ludzi światłych, wyzwolonych, albowiem wiedzą oni, czym jest prawdziwe szczęście.

2. Głęboko współczuć w smutkach i cierpieniach innych ludzi.

3. Być otwartym i radować się z przebywania w towarzystwie ludzi prawych i zacnych.

4. Zachować spokój i obojętność w stosunku do ludzi złośliwych, agresywnych.

Wykorzystuj każdą okazję, aby wzrastać w prawdzie i odrzucaj zdecydowanie fałsz oraz przesądy.

Rozwijaj w sobie wiarę i nie ulegaj przygnębieniu.

Mówienie prawdy, prostota i jasność wypowiedzi oraz spokój umysłu to niezawodne czynniki twojego powodzenia.

Podczas skupienia winieneś posiadać niezachwianą wiarę w siebie i w naturę, która obecna jest w tobie i wokół ciebie, która jest matką słońc, gwiazd i planet.

Wiedz, iż mentalne i naturalne siły gotowe są ofiarować ci to, czego dotychczas w ogóle nie znałeś. Boskie siły służą ci zresztą nieustannie, niezależnie od tego, czy zdajesz sobie z nich sprawę, czy nie; nawet przed narodzinami i po śmierci, kiedy żadna rzecz materialna nie może ci już towarzyszyć. Gdziekolwiek się udasz, one będą tam przed tobą.

Zawsze pamiętaj o wiecznej Świadomości obecnej w twoim sercu. Ona jest twym prawdziwym mistrzem. To ona wyzwoli cię z wszelkich więzów. Przejawia się w tobie w postaci różnych boskich dźwięków (anahat nada), będących niewyrażalną, subtelną, ciągłą wibracją muzyczną „słyszaną” we wnętrzu głowy. Podobna wibracja powstaje przy wymawianiu zgłoski OM.

Praktykuj i osiągnij nirwanę. OM.

dr Rammurti Szriram Miszra – Śri Brahmananda Saraswati

Dwa pierwiastki, dwie zasady. Kosmologia aryjska

Filozofia aryjska: dwa uniwersalne aspekty, męski i żeński

Dwie uniwersalne siły: męskość i żeńskość. Możemy dostrzec je wszędzie wokół, w całym wszechświecie, w przyrodzie, w człowieku, w życiu codziennym. Zrozumienie współdziałania tych dwóch elementów to podstawa skutecznego rozwoju duchowego, harmonijnego życia rodzinnego i społecznego oraz zdrowych relacji z przyrodą.

W tabeli uwzględniłem szesnaście aspektów przejawiania się męskości i żeńskości na płaszczyźnie duchowej, kosmicznej, ogólnoziemskiej i ludzkiej. Postaram się je teraz szczegółowiej omówić.

Podstawowymi pojęciami w kategorii ziemskiej ewolucji duchowej są Ród i Przyroda. Pisząc o Rodzie mam na myśli Ród Boski, który przechodzi bezpośrednio w ziemski Ród ludzki; są one w istocie tym samym, choć w czasach duchowego uśpienia ludzie – dzieci Bogów zapominają o swym boskim pochodzeniu i boskiej naturze. Przestrzeń dla szczęśliwego rozwijania się Rodu w materii stwarza Przyroda – to ta, która jest przy Rodzie. Faktem jest, iż w Przyrodzie człowiek znajduje wszystko, co mu potrzebne do życia, do szczęścia i duchowego wzrostu. Przyroda jest z nami całkowicie zgodna, kompatybilna. Cywilizacja nie wynalazła niczego, co nie istniałoby w Przyrodzie, powiada syberyjska pustelnica, Anastazja – to święta prawda. I więcej: żaden, czy to najbardziej prosty, czy najbardziej skomplikowany wynalazek cywilizacyjny nie dorównuje i nie dorówna dziełom Przyrody. Są to bowiem dzieła żywe, posiadające zdolność regeneracji i bezgranicznego rozmnażania się. Nie potrzebują konserwacji, a ich produkcja nie wymaga znojnej pracy umysłowej ani fizycznej, nie niesie ze sobą hałasu, zanieczyszczeń i odpadów. I tak jak Najwyższego Boga, którego nazywamy Rodem, możemy uznać za protoplastę, Praocja Boskiego i ludzkiego Rodu, tak Przyrodę postrzegamy jako Pramatkę, która nieustannie krami nas i żywi.

Prawdą jest też, że Przyroda poddaje się człowiekowi, jako reprezentantowi Boga. Stan Przyrody zawsze odzwierciedla stan ludzkości. Oto kilka przykładów. Kondycja roślinności na Ziemi odpowiada kondycji ludzkich włosów na ciele. W czasach, gdy ludzkość szczęśliwie i dostatnio żyła wśród lasów, w pierwotnej, boskiej kulturze – włosy na ciele rosły zupełnie swobodnie. Wraz z rozwojem rolnictwa, ogrodnictwa i budownictwa rozpoczęło się karczowanie lasów i ścinanie drzew. Wtedy też ludzie zaczęli coraz częściej skracać włosy. Mężczyźni przycinali brody, by nie przeszkadzały w pracy, w walce, w codziennych zajęciach. Sytuacja ta zaostrzyła się drastycznie po zaprowadzeniu chrześcijaństwa i związanego z nim ustroju feudalnego. Połacie lasów zmniejszyły się znacznie. Mężczyznom ścięto włosy na krótko, wzorem mody z Cesarstwa Rzymskiego. Dzisiaj dziko rosnących lasów mamy coraz mniej – w Europie nie znajdziemy ich prawie w ogóle. Drzewa wycina się masowo w bardzo młodym wieku, stare okazy to rzadkość. Praktycznie wszystkie drzewa i krzewy podlegają przycinaniu. Trawę kosi się krótko, przy samym gruncie. Porównajmy to z powszechnym dziś goleniem się do skóry czy na kilka milimetrów, z nawykami depilacji, usuwania włosów łonowych i pod pachami. Nawet większość kobiet, prędzej czy później, kaleczy się w imię wygody nosząc krótką fryzurę. I podobnie, jak włosy, tak rośliny traktuje się mnóstwem chemikaliów. Ludzie, którzy pozwalają sobie zarastać „na dziko” – chronią dziką przyrodę. W zanieczyszczeniu środowiska odbija się zanieczyszczenie ludzkiego organizmu. Smog – obraz mętnej, nieprzytomnej świadomości. Brutalna, przemysłowa eksploatacja Przyrody odpowiada destruktywnemu podejściu współczesnego człowieka do ciała – nadużywania i wyczerpywania go dla przyjemności, przejadania się, zapracowywania, przemęczania.

Ciało jest przeto częścią Przyrody, a jednocześnie siedzibą Ducha – części Boga. W naturalnym, boskim porządku ciało i materia poddaje się Duchowi, jest wszakże jego emanacją. Nasze ciała stanowią obraz naszego Ducha: jeśli ciało pozostaje w jedności i harmonii z Duchem, cechuje je zdrowie, piękno, siła – i długowieczność, nieśmiertelność. Duch bowiem nie zna śmierci i żyje wiecznie. Śmierć jest wynikiem odcięcia, oderwania ciała od Ducha, skutkiem rozdwojenia i rozgraniczenia tego, co boskie i co ludzkie (sacrum i profanum). Owo rozgraniczenie to iluzja i kłamstwo, które najlepszy nośnik znalazło w chrześcijańskiej katechizacji i związanym z nią upodleniem, profanacją ciała i człowieka. W XX w. nastąpiła pozorna likwidacja tego dualizmu – poprzez unicestwienie sfery sacrum i redukcję człowieka do istoty plebejskiej i materialistycznej. Dawni Słowianie nie znali tych łacińskich oszustw – całe ich życie było święte: wzniosłe, a zarazem radosne i piękne.

Wywodzimy się w prostej linii od Boskiego Rodu (Asów). Bogami są też ciała niebieskie. Ciało niebiańskie – to kolejny etap duchowej ewolucji po ciele ludzkim. Gwiazdy i planety to potężne, boskie świadomości, które niegdyś, tak jak my teraz, doświadczały w ciałach człowieczych. Kiedy nocą oglądamy niebo pełne gwiazd, widzimy na nim Bogów – naszych Przodków. W kosmosie również dokonuje się taniec życia – siły męskiej i żeńskiej. Żeński aspekt stanowi tu przestrzeń kosmiczna, która stwarza warunki do działania sile męskiej – światłu. Światło natomiast, pod postacią gwiazd, słońc – organizuje życie w kosmosie. Skoncentrowana żeńska siła w formie materialnych planet poddaje się Słońcu. Słońce zapładnia Ziemię, która nieustannie rodzi nowe życie.

Nasi kosmiczni rodzice, Bogowie i Boginie, czuwają nad nami, dziećmi Bogów – dorastającymi Bogami i Boginiami, w doskonały sposób wspomagając nasz rozwój. I my dosięgniemy w przyszłości Ich poziomu. Tu, na Ziemi, przejawiamy się jako mężczyźni i żeńczyny. W normalnych, zdrowych, słowiańskich, aryjskich relacjach – mężczyzna stanowi element aktywny, działający, decyzyjny. Jako reprezentant męskiej, boskiej siły Rodu – siły ewolucji – prowadzi całą rodzinę ku Bogu. Żeńczyna, wybierając ukochanego, zgadza się z jego celem życiowym, wizją przyszłości, przyjmuje ustalony przez niego porządek. Razem współtworzą przestrzeń miłości, w której wzrasta i rozwija się życie, świadomość. Mężczyzna jest twórcą, który działa, żeńczyna zaś stanowi natchnienie jego wielkich czynów. Mężczyzna idzie naprzód, dalej, wyżej, pnie się wraz z bliskimi po spirali duchowej ewolucji – ku niebu, ku Bogom. Bada, poszukuje, odkrywa – tak przejawia się jego boska ekspansywność. Tworzy coraz to nowe, coraz doskonalsze struktury, które żeńczyna potwierdza swoim podziwem i zachwytem. Wiernie i ufnie podąża za mężem. Na subtelnych płaszczyznach energetycznych inspiruje ona, a następnie wypełnia i podtrzymuje to, co buduje mężczyzna. Podobnie jak Matka Ziemia i przestrzeń kosmiczna – stwarza pełne miłości środowisko, w którym mężczyzna może działać, a Ród rozwijać się. Jest przeto żeńczyna odpowiedzialna za energię w rodzinie, od niej ona zależy. Mężczyzna natomiast odpowiada za duchowe prowadzenie rodziny. Zaczyna się ono już w momencie zapłodnienia; bowiem tak, jak żeńczyna rodzi ciało dziecka, tak ojciec rodzi jego ducha.

Nie istnieje w aryjskich relacjach coś takiego, jak odpowiedzialność materialna, a jest to jedynie naleciałość narzucona nam przez istoty, które mierzą wszystko stanem posiadania. W naszym naturalnym środowisku – Przyrodzie, nie ma stosunku posiadania, nie ma majątku. Jest jedynie bogactwo darów bożych rodzonych przez Matkę Ziemię, z których czerpać możemy do woli. Nie ma więc zatem i jakichkolwiek bytowych trosk. Ale i we współczesnej, zdegenerowanej cywilizacji pojęcie „odpowiedzialności materialnej” zakrawa na całkowite nieporozumienie, stanowi wyraz mentalności materialistycznej. Mężczyzna odpowiada za rodzinę duchowo, żeńczyna energetycznie. Jeśli rodzina uporządkowana jest duchowo i chroniona energetycznie mocą miłości, wszelkie jej potrzeby materialne zaspokajane są aż w nadmiarze. Wszystko bowiem z ducha i energii pochodzi. Wychodząc z założenia o odpowiedzialności materialnej odwracamy boski porządek i przyjmujemy porządek demoniczny. Prowadzi to do nieszczęścia współczesnych rodzin i upadku społeczeństwa.

Prowadzenie Rodu to rola wychowawcza. To przekazywanie potomstwu fundamentów duchowych i etycznych, nauka sprawiedliwości. Rolą mamy jest natomiast – kochać. Obdarzać miłością męża i dzieci. Odpowiada to uwarunkowaniom psychiki żeńskiej opartej o spontaniczność i symetrię (obie półkule mózgu pracują jednocześnie). To radość z bycia, doświadczania tu i teraz. Psychika męska opiera się o badanie i poszukiwanie: docieranie do przyczyn, przewidywanie skutków. To nie tylko „tu i teraz”, to także przeszłość i przyszłość. To również tworzenie nowego, nieznanego. Te cechy predestynują mężczyznę do roli głowy rodziny, przywódcy, wychowawcy. Mężczyzna stawia więc sobie za cel poznanie: samopoznanie i poznanie Boga. To cel najwyższy, ku któremu wiedzie żonę i potomnych.

Żdan Borod

Właściwy strój. Naturyzm i nudyzm

Wim Hof i naturystka zbierająca kwiaty

Zagadnienie ubioru we współczesnej cywilizacji przedstawia się równie osobliwie, jak cała jej kondycja. Z jednej strony mamy bowiem do czynienia z kultem ubrania i pochopną oceną człowieka wyłącznie na podstawie wyglądu; z drugiej – postępująca bylejakość „kreacji”, jakie widzimy na ulicach, każe wątpić w powszechniejszą refleksję w tej materii. Również ludzie, którzy mniemają, iż ubierają się „świadomie”, najczęściej nie zdają sobie sprawy ze znaczenia odzieży, jej wpływu na fizjologię, psychikę i energetykę.

Wnętrze odbija się w zewnętrzu, zewnętrze wpływa na wnętrze. Materia wypływa z ducha, jest jego przejawem. Świadomość jednostki manifestuje się w jej ciele, zachowaniu się, powierzchowności – także i w stroju. Ubiór z kolei silnie wpływa na tożsamość; inaczej czujemy się w garniturze, inaczej w dżinsach i t-shircie, inaczej w starosłowiańskich szatach, a inaczej nago.

Religia chrześcijańska od wieków kształtowała wypaczone, chorobliwe podejście do nagości, wynikające z uznania ciała za grzeszne przeciwieństwo ducha. To problem źródłowy. Odkrywanie ciała stało się nieprzyzwoite, cielesność sprowadzono do tabu. Spowodowało to narastanie coraz większych stłumień psychicznych, które nieuchronnie prowadzić muszą do dewiacji. Efektem ich kumulacji była dwudziestowieczna rewolucja seksualna – celowo sprowokowany wybuch tych pęcherzy mentalnych, wykorzystany przeciwko człowiekowi. I tak jak wcześniej wiernymi manipulowano poprzez zewnętrzną kontrolę energii seksualnej polegającą na jej tłumieniu, tak w wyniku przewrotów obyczajowych steruje się tłumem kontrolując energię seksualną z zewnątrz poprzez jej sztuczną aktywizację – nadmierne rozbudzanie pożądania. Kompleksy uległy polaryzacji na blokady seksualne oraz rozwiązłość i erotomanię. W przypadku wielu ludzi oba rodzaje wzorców współpracują ze sobą, budując dodatkowo niesamowite napięcie pomiędzy poczuciem winy za grzech a ugrzęźnięciem świadomości w sferze genitaliów, wzmagając pomieszanie i podatność na wpływy jeszcze bardziej.

Współczesne ubiory projektuje się tak, by pozorować przejawy wolności i swobody, a jednocześnie dokładnie oznakować „zabronione” miejsca. Można zatem odsłonić i pokazać wszystko, z wyjątkiem genitaliów i żeńskich piersi. Moda taka indukuje fiksację na tych częściach ciała, sugeruje ich wyjątkowość, niezwykłość, wyższość, ważność, wstydliwość, otacza aurą tajemniczości i niedostępności. W podświadomości indywidualnej i zbiorowej powstaje topos zakazanego owocu, którego zerwanie zdaje się głównym życiowym dążeniem. Instynktowna pogoń za seksem utrzymuje świadomość jednostki na poziomie niższym od zwierzęcia; energia seksualna, miast stymulować ewolucję duchową i służyć płodzeniu doskonałego potomstwa, zostaje zmarnotrawiona w celu rozładowania napięcia, wykorzystuje się ją w prywatnych i handlowych gierkach manipulacyjnych.

Nasilające się na tym tle odchylenia umysłowe zabrnęły tak daleko, iż obecnie postawiono znak równości między nagością, genitaliami i seksem. Tymczasem istoty nagości nie stanowi obnażanie genitaliów, a naturalny, pierwotny stan związku z przyrodą. Przyroda to naturalne środowisko rozwoju aryjskiej kultury; w przyrodzie ubrania nie istnieją. Aryjczycy zaczęli nosić ubrania (i wznosić domy) dla ochrony ciała przed chłodem. Zaprojektowano je tak, aby jak najmniej ograniczały ludzką energetykę i psychikę oraz były przystosowane do specyfiki każdej z płci. Dawne stroje słowiańskie nie faworyzowały żadnej części ciała, z oczywistych względów pozostawiając odkryte jedynie twarz i dłonie. Wśród przyrody hasano nago, w domu noszono pełny, harmonijny strój. Niemniej także w naszych warunkach klimatycznych możliwe jest całoroczne życie bez ubioru, bezpośrednio w przyrodzie. Na początku XIX w. Victor z Aveyron, „dzikie dziecko”, przeżył kilkanaście lat w lesie bez żadnego odzienia. Ówczesne temperatury w tamtej części Francji były niższe od tych w obecnej Polsce. Holenderski jogin Wim Hof bijąc kolejne rekordy udowadnia, iż nagie ciało ludzkie posiada niezwykłą odporność na chłód i mróz. W syberyjskiej tajdze bez ubrania żyje słynna pustelnica, Anastazja, nie buduje nawet szałasów.

Z kolei utożsamianie seksu wyłącznie z genitaliami to podobne wypaczenie. Słowo „seks” oznacza płeć; „seksem” możemy przeto nazwać wszelkie relacje między płciami. Każdy rodzaj obcowania między płciami to stosunki seksualne. Dlaczego dawniej miłość cielesna nie była ludziom aż tak potrzebna? W pierwotnej kulturze aryjskiej miłość fizyczną uprawiano jedynie z zamiarem spłodzenia potomstwa; nie działo się tak bynajmniej w skutek uważania intymnych zbliżeń za nieczyste. Kiedy mężczyzna i żeńczyna połączeni są na poziomie wszystkich czakr, mogą doświadczać nieustającego orgazmu. Ekstaza dokonuje się w tańcu, rozmowie, spoglądaniu sobie w oczy, dotyku – całym codziennym życiu.

Naturyzm to niewątpliwie wspaniały ruch, dzięki któremu utrzymuje się w społeczeństwie jakaś oaza normalności, prostego podejścia do ludzkiego ciała. Mam tylko jedną uwagę. Jakkolwiek „naturyzm” i „nudyzm” często bywają używane jako synonimy, pierwsze określenie sugeruje ideę głębszą, odnoszącą się do ścisłej więzi człowieka z przyrodą. A jednak również wśród naturystów powszechny stał się rytuał golenia ciała, zwłaszcza pach i okolic genitaliów. To niewątpliwie sprzeczne z naturą, pozbawiać się tego, czym nas obdarzyła.

Wierzę, iż za jakiś czas społeczeństwa żyjące nago wśród drzew, reprezentujące sobą naturalną, duchową kulturę aryjską, staną się w Polsce i w całej Europie zjawiskiem powszechnym. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby rozwijały się one obok społeczeństw tworzących siedliska rodowe, sadzących sady, uprawiających ziemię, budujących zdrowe, drewniane domy i noszących godne, szlachetne, odpowiednie odzienie, żyjących jednak bez pruderii, traktujących nagość jako naturalny stan człowieczeństwa i boskości.

Żdan Borod

Islamizacja Europy. Slogany i realia

Meczet Sheikh Lotf Allah na Placu Naghsh-i Jahan w Isfahanie

Wokół procesów islamizacji dokonujących się w Europie narosło i nadal narasta sporo emocji, a co za tym idzie – powierzchownych poglądów bądź zupełnie fałszywych przekonań. Ów podsycany przez media mętlik zakrawa oczywiście na pospolitą manipulację mającą na celu wywołanie psychozy i zabezpieczenie kontroli nad gawiedzią. Przy okazji baje się o zrywie narodowym w obliczu agresywnego islamu, odwołując się chętnie do Odsieczy Wiedeńskiej. Pod Wiedeń pognał Sobieski jako pachołek Watykanu; dziś znowu wykrzykuje się „hej, kto Polak, na bagnety!” bez refleksji nad istotą problemu. Wojowniczość, ta niewątpliwie przyrodzona i szlachetna cecha naszego narodu, staje się próżną parą dymiącą w głośny gwizdek.

Z jednej strony straszy się więc nas dżihadem, hidżrą i zamachami terrorystycznymi, z drugiej – oswaja z kulturą muzułmańską, proponując efektowne produkcje jak „Wspaniałe stulecie” czy ukazując obrazy „biednych uchodźców”. W Niemczech proislamska agitacja przybiera na sile jeszcze intensywniej. Na Zachodzie cała sytuacja wygląda zresztą zupełnie inaczej, gdyż tam co niektórzy wyznawcy Allaha rzeczywiście mocno dają się we znaki.

Z duchowego punktu widzenia islam stanowi odpowiedź na etyczny upadek Starego Kontynentu, który – wyzbywszy się ułomnych wartości chrześcijańskich – zwrócił się ku relatywizmowi, ateizmowi, nihilizmowi, merkantylizmowi, materializmowi i oszołomiony kuszącymi hasłami liberalnej demokracji rozpoczął zawoalowany kult diabła. Wyrywni patrioci broniący „kultury białego człowieka” sami nie mają pojęcia, czego naprawdę bronią. Czyżby wyuzdanego konsumpcjonizmu i postępującego marazmu społecznego? Napierająca na europejczyków religia muzułmańska powinna zostać odebrana jako sygnał od Wszechświata; cywilizacja wyzuta z moralności prędzej czy później sczeźnie, wyparta przez ludy lepiej zorganizowane. Kłopot w tym, iż otumanieni mieszkańcy Europy przestali już prawie odróżniać dobro od zła i nie widzą w swojej codzienności niczego niestosownego.

Większość zamachów terrorystycznych dokonano na zlecenia władz państwowych, by zyskać pretekst do zaostrzenia inwigilacji. Z punktu widzenia politycznego szerzący się islam to element taktyki chaosu stosowanej przez elity rządowe, umożliwiający budowanie napięcia wśród ludności, podsycanie socjalnych animozji oraz odwracanie uwagi od sprawcy całego zamieszania, czyli międzynarodowego żydostwa. Ponieważ polityka ta wiąże się ze sprowadzaniem do Europy Murzynów i Semitów, jest również istotnym składnikiem wojny rasowej, mającej doprowadzić do zaniku białej rasy.

Użycie religii mahometańskiej jako narzędzia okazało się chwytem o tyle podstępnym, że mamy do czynienia z bronią absolutnie obosieczną. Akceptacja islamu oznacza poniekąd zgodę na kolejną (po chrystianizacji) semityzację Europy oraz genetyczną entropię. Z czym natomiast wiąże się sprzeciw wobec niego? Z odrzuceniem obrazu kobiety w długiej spódnicy i z chustą na głowie, awersją do brodatych mężczyzn, abstynencji, wielożeństwa, ustroju patriarchalnego? Te ikony relacji muzułmańskich ściśle korespondują z kulturą aryjską – to wszystko bowiem z niej się wywodzi. Nie ma kultury aryjskiej bez właściwych ubiorów (spódnice i chusty u żeńczyn), naturalnej powierzchowności (np. brody u mężczyzn), opcjonalnego wielożeństwa, patriarchatu, odżegnania się od alkoholowej trucizny i innych uznanych dziś za spożywcze jadów. Nie są to żadne eksponaty muzealne, którym winniśmy się kłaniać jak grobowcom Przodków, a uniwersalne, nieodłączne, fundamentalne prawidła kultury białej rasy. Jej podstawę tworzy zaś ścisły związek z kosmosem i przyrodą – tego akurat w islamie nie znajdziemy… Niestety, nie znajdziemy i we współczesnej Europie – od wielu wieków żyjemy wbrew własnej naturze.

Umysłową sieczkę europejczyków i ich zagubienie świetnie obrazuje incydent z jednej z francuskich szkół. Otóż pewnej uczennicy zakazano zakładania długich spódnic uznając je za akcent muzułmański. Polecono jej ubierać się bardziej „neutralnie”. Ach tak, bo długie spódnice przywieźli do Europy zapewne Arabowie? A „neutralna” odzież to niewątpliwie dżinsy, które towarzyszą człowiekowi widocznie od zarania dziejów? No i dokąd to właściwie zmierza Zachód w swej deklarowanej tolerancji?

Apeluję zatem do rozsądku rodaków: przestańmy wreszcie emocjonować się „islamizacją”. Nie pozwalajmy porwać się chwytliwym hasłom alarmowym, nie wywijajmy szablą po próżnicy. Wracajmy do korzeni. Bierzmy na powrót naszą ziemię we władanie. Obcujmy z Bogiem i Przyrodą. Krzewmy aryjską wiedzę duchową. Odradzajmy swe ciała, rodziny i zdrowe stosunki społeczne. Bądźmy władcami naszego żywota. Czyńmy swoje.

Żdan Borod

Kres amazonek. I nastanie Łada

Belgijska modelka Clementine Deraedt w sukni Valentino inspirowanej białoruskim żeńskim strojem narodowym

Napatrzy się człowiek, kelnerując w podłej knajpie (wszelako z cenami autoramentu wcale niepośledniego), na biznesmenki (kolejny stopień maskulinizacji po bizneswoman) w szpilkach, na zapracowane, zmężniałe, samotne matki, na tyłki nastolatek w dżinsach rozdartych jak ich umysł (uszeregowano wg wysokości napiwków, tu się zarabia). Ot i rola mężczyzny: obsłużyć. Dziecko nakarmić ojcowskim sutkiem, spodnie zacerować i przysłuchiwać się flirtom. Jeszcze nasienie jako tako w cenie i te mało kolorowe papierki z jewrejskimi królami się punktuje. Partnerstwo, zwięźle mówiąc, czyli interesy!

Słowa nie najmilsze, szlachetne intencje: gnoju nektarem nie nazwiesz. Chciałoby się wszak otoczyć zagonione duszki ramieniem silnym, prężnym, pokazać, gdzie się trzymać. Ale że do tańca aż dwojga potrzeba – gładzisz się jeno po cudem przemyconej, starocerkiewnej brodzie i rozglądasz w ciemnym lokalu z nadzieją. I bywają chwile, kiedy Boginie zstępują na Ziemię, fruną, tuląc się do Asów, na feniksach wiary i przekraczają próg przybytku grzechu, by dotknąć cię promieniem odwiecznego światła.

Stolik w rogu zajęły dwie pary, ich widok zaiste przyprawił o dziwy. Opisać na raz wszystkiego nie sposób – co tam się działo! Zacznę od młodzieńców. Liczyli sobie zapewne świeżo po trzydziestce. Czupryny co prawda przycięte, wymodelowane, tak jak brody – a jednak brody! Z całkiem porządniejszych, nieczęste to okazy w naszej mieścinie. Nad powierzchownością tych zacnych junaków rozwodzić się nie pocznę, ubiór nowoczesny, spodnie niezbyt luźne. Ha, a jednak – brody! Towarzystwo kulturalne.

I żeńczyny. Tak, w rzeczy samej – w podobnym wieku, ich jasne włosy układały się wzdłuż całego niemal kręgosłupa w gruby, ciasno zapleciony warkocz. Drga radośnie wnętrze pod wpływem tych komet, zrzuconych z uczuciem przez czcigodną Ładę. Słowianki! Brakło tylko haftowanych chust na głowach (no i obcas także nieco za wysoki), bo dziewczęta odziały się w długie, kwieciste spódnice… Rozbrzmiały dzwony: w tych dźwiękach przestrzeń kosmiczna, tworzenie, harmonia, męskie szczęście, szczęście żeńczyny, szczęśliwa rodzina, kraj, naród. Pod subtelnym tym kloszem wspinasz się na szczyty, rozpościerasz skrzydła, wzbijasz w przestworza, zapalasz słońca, wydychasz galaktyki, wędrujesz w czasie – inny świat! Oto moc Mateńki Ziemi wznosi się strumieniem do żeńskich ud, kumuluje, wiruje, wsysana przez macicę – owo święte naczynie, gdzie powstaje życie. Skoro wypełni je po brzegi tą słodką energią, wstępuje wyżej, aż po poziom serca: tam spotyka siły boskie od kosy płynące.

Gdy obdarza żeńczyna męża tymi pięknościami, staje się niepokonany. Istotnie: nie wchodzi tedy białogłowa z lubym w spory, krytyki się nie ima. Łagodność to jej drugie imię, kocha i pozwala, natchniona Łady żeńskimi przymiotami. Potężny impuls kreacji, świat w rękach mężczyzny!

Chwileczkę, pora zejść na ziemię. Co podać? Przystawki… Pestki moreli, żeberka skrzypu, młode pędy gwiazdnicy… Zupa z surowych glonów Bajkału? Suszone muchomory cesarskie? Blok orzechowo-miodowy w sosie malinowym, aromatyzowany brzozową żywicą? Miętowa sałatka na mchu z pyłkiem dziurawca, pączki sosny marynowane w rannej rosie? Dla pani z modrzewia? Kwiat paproci?! Hura!

Żdan Borod