Irracjonalność ateizmu i wiary w Boga, wielka kosmiczna gra

Złota mandala. Autor: Żdan BorodZarówno „wiara w Boga”, jak i „ateizm” to pojęcia wywodzące się z mentalności religijnej (niewolniczej). To samo dotyczy wiary w wielu Bogów, czyli politeizmu i henoteizmu.

Dzisiejsze znaczenie słowa „wiara” nie ma właściwie nic wspólnego ze znaczeniem pierwotnym, wywodzącym się od słów „wiedza” i „Ra” (wiera). Wiedza, w przeciwieństwie do wiary, to coś pewnego, nie hipotetycznego.

Religijna wiara wynika głównie z emocjonalnego przywiązania do informacji na temat duchowości przekazanych przez społeczeństwo. Nawet wychowanie w rodzinie ateistycznej zazwyczaj niewiele zmienia, ponieważ ateizm, jak zaznaczyłem na początku, jest również przekonaniem spowinowaconym z religią: to zaprzeczenie światopoglądu religijnego, czyli wiara religijna ze znakiem minus. Wielu racjonalistów przypisuje sobie nieuprzedzone (bo ateistyczne) spojrzenie na świat. Tymczasem myślą oni dokładnie tymi samymi schematami co katolicy, tyle że wywróconymi na lewą stronę. Widać to wyraźnie na przykładzie ludzi nauki. Dlatego mitologię Słowian interpretuje się w sposób religijny, mówi się nawet o „religii Słowian”, co jest oczywistym absurdem. Za słuszne należy uznać stwierdzenie, że współczesna nauka opiera się na Biblii.

W praktyce ateizm trudno odgraniczyć od antyteizmu; najczęściej mamy do czynienia z łagodniejszą lub ostrzejszą formą tego drugiego. To w istocie postawa buntownicza, a więc niedojrzała, ściśle związana z emocjonalnym podejściem do negatywnych doświadczeń religijnych.

Religijne niewolnictwo opiera się na okultyzmie, natomiast podstawę okultyzmu stanowi podział życia na sacrum i profanum. Ateista odrzuca sferę sacrum, co niesie ze sobą pewne plusy, jak chociażby brak ciągłego napięcia między dwiema odseparowanymi sferami, uwolnienie się od poczucia niegodności (wobec sacrum) itd. Ale to odrzucenie ma też ujemną stronę.

Ograniczenia stawiane przez religię skutecznie obrzydzają ateistom wszystko, co wiąże się z duchowością. Wobec tego wszelkie doświadczenia duchowe czy mistyczne kwalifikują oni jako halucynacje czy wręcz objawy choroby psychicznej. A przecież to bardzo uproszczona i irracjonalna interpretacja rzeczywistości. Zresztą, nawet halucynacje i choroby psychiczne powinny dawać zdrowo rozumującemu człowiekowi sporo do myślenia, a konkretnie bezradność nauki (czysto materialnych metod poznawczych) wobec zrozumienia procesów ich powstawania.

Nauka nie potrafi nawet dokładnie opisać genezy marzeń sennych. Ściślejsze podejście do tego zjawiska spotykamy jedynie w psychologii, ale nie dysponujemy jego precyzyjnym, chemicznym opisem. Nie wiemy, jakie reakcje chemiczne decydują o tym, że człowiekowi śni się, dajmy na to, różowy słoń – w ogóle, jak od strony molekularnej wygląda mechanizm powstawania wyobrażeń. Zastrzeżenie, że nauka na obecnym poziomie nie potrafi dokładniej wyjaśnić tej kwestii przypomina religijne obietnice zbawienia. Dość odważnie, jak na dziedzinę, która uznaje się za racjonalną i sprowadza mózg do fenomenu biochemicznego.

Pogląd, że materia to energia nie jest obcy nauce i da się to już nawet wykazać doświadczalnie (w akceleratorach cząstek), lecz jak widać, niewiele to zmienia w rzeczywistości. Niewiele nie znaczy nic. Nauka i religia to dwie skrajnie różne formy okultyzmu mające tę samą proweniencję i ten sam cel: utrzymywanie ludzi w niewiedzy i umożliwianie kontroli nad nimi. Okultystyczne pęta zaczynają się jednak rozluźniać, co jest zgodne zarówno z planami sił Światła, jak i Ciemności. Siły te w rzeczywistości współpracują ze sobą, a nie walczą. Toteż zarówno współczesna nauka, jak i religia pomału, pomału nakierowują ludzi na ukrywaną długo prawdę.

Brzmi to co prawda deprymująco. Bo wychodzi na to, że tak czy owak jesteśmy pionkami w rozgrywkach jakichś sił, i na dodatek nie bardzo widać różnicę między Dobrymi i Złymi, skoro ci współdziałają i snują wobec nas swoje plany?

Nie do końca.

W kulturze naszych Przodków czczono i jan, i jin. Słowianie to dzieci Bogów, dzieci Światła, dlatego nasi Przodkowie zajmowali się jasną stroną życia, czyli tworzeniem. Szanowali jednak również ciemną stronę, wiedzieli, że istnieje też siła niszcząca, że także ona spełnia swoje zadania i że wcale nie musi wchodzić im w drogę, że aby tak było, należy tylko odpowiednio mocno „świecić”.

U naszych Przodków nie istniało ani sacrum, ani profanum, nie było więc wewnętrznych konfliktów i napięć; święte było całe życie. Mało tego: w ogóle nie oddzielano Ducha od materii. Materia to jeden ze sposobów przejawiania się Ducha. To część Ducha, która przybrała gęstą i ciężką formę. Po co? W sumie… dla zabawy. To boska iluzja, maja, magia życia. Sens tej zabawy polega na tym, aby cały czas na nowo odkrywać, przypominać sobie, że jesteśmy Duchem, który udaje nieducha, czyli materię. Dawni Słowianie pamiętali o tym, ponieważ dostrzegali Boga we wszechświecie, w przyrodzie, w drugim człowieku i w samych sobie. Relacje z Bogami miały u nich charakter rodzinny. Był to wspaniały etap tej zabawy. Podobni byliśmy wtedy małemu dziecku bawiącemu się z rodzicami w chowanego w niewielkim pokoju. Czuje ono przyjemny dreszczyk, ale w takim pomieszczeniu trudno dobrze się schować i już po kilku sekundach poszukiwań widać, że zza fotela wystaje ramię ojca. Nie zmniejsza to jednak radości z jego odnalezienia (znacie to uczucie?) Z większymi dziećmi nie da się już tak bawić, staje się to kompletnie jałowe. Potrzeba czegoś większego, z większą ilością zakamarków. Tak samo Słowianie potrzebowali bardziej realnego odczucia zagubienia i odnajdywania Boga, dlatego wykreowaliśmy sobie zagładę naszej kultury, odejście od przyrody i bardzo nieprzyjazny system, w którym całkiem zapomnieliśmy, że to gra. Teraz to już normalnie nie ma żartów!

Bóg także lubi bawić się w chowanego, ale ponieważ nie ma nic poza Bogiem, nie ma on z kim się bawić, jak tylko z Sobą samym. Pokonuje jednak tę trudność, udając, że nie jest Sobą. To jest Jego sposób na chowanie się przed Sobą. Udaje, że jest tobą, mną i wszystkimi ludźmi na świecie, wszystkimi zwierzętami, roślinami, skałami i gwiazdami. Dzięki temu ma dziwne i wspaniałe przygody, wśród których zdarzają się okropne i przerażające; lecz te są tylko jak straszny sen i gdy On się zbudzi, one znikają.

Gdy Bóg chowa się i udaje, że jest tobą i mną, czyni to tak dobrze, że zabiera Mu mnóstwo czasu, by przypomnieć sobie, gdzie i jak się schował. Ale na tym polega cała zabawa i to właśnie to, co chciał zrobić. Nie chce znaleźć Siebie zbyt szybko, gdyż to popsułoby Mu zabawę. Dlatego tak trudno tobie i mnie odkryć, że jesteśmy Bogiem w przebraniu, udającym, że nie jest Sobą. Kiedy jednak gra trwa wystarczająco długo, wszyscy z nas budzą się, przestajemy udawać i przypominamy sobie, że jesteśmy wszyscy jedną Jaźnią – Bogiem, który jest wszystkim, co istnieje, i który trwa wiecznie (Alan Watts)

___________

Żdan Borod

Nie okaleczajcie chłopców, pozwólcie im na rozwój

Mandala szesnastoramienna. Autor: Żdan BorodJakież to może być słowiańskie odrodzenie, kiedy oglądamy zdjęcia z pięknych osad rodowych, drewniane domy, wspaniałe sady i ogrody, a w nich ostrzyżonych chłopców?

To nie tyle słowiańskie odrodzenie czy odbudowa Rodu, co jedynie pewien krok ku Matce Przyrodzie, ucieczka od zgiełku miejskiego, dostęp do lepszej żywności, zainteresowanie rodzimą tradycją itd. To sporo. Niemniej podstawowe intencje pozostały niezmienione, dlatego perspektywy i skuteczność takiego odrodzenia stoją pod znakiem zapytania.

Chłopiec jest nadzieją Rodu, ponieważ to on będzie w przyszłości Ród prowadził. I teraz bierze się takiego chłopca i okalecza, obcinając mu włosy, bo tak się przyjęło. Nie ma tu mowy o żadnej wyższej świadomości, o żadnej głębszej przemianie w duszy człowieka, jeśli nie stać go nawet na refleksję nad tym prostym faktem. Nie ma też sensu robić sobie nadziei na pogłębienie więzi z przyrodą, skoro ignoruje się znaczenie włosów dla człowieka.

Zabieg obcinania włosów różni się od kastracji faktem braku bólu i szybkiej regeneracji włosów. Negatywne skutki tych dwóch operacji są jednak jak najbardziej porównywalne, tyle że ścięcie włosów wiąże się bezpośrednio z zaburzeniami w wyższej sferze świadomości, a nie w niższej (instynkcie). Człowiek z obciętymi włosami nie rozwija się prawidłowo. Rozwój dziewczynek postępuje zazwyczaj szybciej ze względu na fakt, że pozwala im się na noszenie długich włosów. Włosy są bezpośrednio powiązane z mózgiem, ich kondycja koresponduje z pracą przysadki i szyszynki. Swobodny wzrost włosów warunkuje swobodne kształtowanie się osobowości. Im wcześniej dochodzi do przycinania włosów, tym większe spustoszenie sieje ono w umyśle dziecka, pozbawionego subtelnych impulsów informacyjnych.

Łysienie typu męskiego, które obecnie dosięga średnio co drugiego mężczyznę, tłumaczy się zbyt dużą ilością agresywnego dihydrotestosteronu, co spowodowane jest nadaktywnością enzymu 5-alfa-reduktazy. To prawidłowe, fizjologiczne wyjaśnienie tego zjawiska. Każde zjawisko fizjologiczne ma natomiast swoje podłoże psychologiczne, każda choroba ma źródło w umyśle. Warto zauważyć, że łysienie androgenowe najbardziej rozpowszechnione jest w Europie i USA, a przybierało na sile wraz z rozwojem cywilizacji. Duchową przyczyną powszechnego łysienia mężczyzn jest praktykowane od wieków strzyżenie chłopców i związane z tym obniżenie świadomości. Włosy od dziecka nie spełniają swojej naturalnej funkcji, jaką jest przewodzenie informacji (m. in. z otoczenia). Nieużywany narząd zanika i w ten sposób dochodzi do osłabienia i zaniku włosów u męskiej populacji. Naturalnie, nie każdy strzyżony od dziecka mężczyzna łysieje, to proces o charakterze ewolucyjnym, postępujący na przestrzeni pokoleń. W państwach azjatyckich, np. w Chinach, Japonii, Korei, Malezji, nie dotkniętych masową chrystianizacją, włosy u mężczyzn nie były rygorystycznie skracane – problem łysienia męskiego jest tam procentowo o połowę mniejszy. U rdzennych plemion Ameryki, gdzie długie włosy u chłopców od zawsze były czymś oczywistym, łysienie typu męskiego nie występuje w ogóle.

Włosy odpowiadają także za łączność międzyludzką. Kryzys relacji ojcowsko-synowskich, jaki obserwujemy od wielu lat (jeśli nie wieków), to również wynik okaleczania chłopców i mężczyzn. Z mamą łatwiej nawiązać dobre relacje, ponieważ ojciec został pozbawiony narzędzi potrzebnych do tworzenia więzi rodzinnych. Spowodowało to odsunięcie mężczyzn od spraw rodziny i wychowania, czego dopełniły spustoszenia wśród męskiej populacji dokonane przez wielkie wojny ubiegłego stulecia.

Ponadto włosy wiążą się z szyszynką, a szyszynka z intuicją. Dziś mówi się tylko o „kobiecej intuicji”. A jak mężczyzna ma prowadzić Ród bez korzystania z intuicji? Żeńska intuicja różni się od męskiej. Dawniej mężczyźni używali swojej intuicji do męskich działań związanych ze sprawami narodu, używali jej w terenie, w celach obronnych itd. Mężczyzna, jak najbardziej, powinien korzystać z intuicji żony, ale bez intuicji własnej skazany zostaje na dezorientację. Redukowanie włosów spowodowało znaczne osłabienie intuicji u mężczyzn oraz wpłynęło na rozplenienie się „gruboskórności” jako męskiej cechy. W rzeczywistości jest to cecha człowieka otępiałego, odciętego od informacji. Wrażliwość to zdolność do ich odbierania.

Ścięte włosy oznaczają poddaństwo. Zwyczaj skracania włosów u mężczyzn (a także golenia zarostu) pojawił się na naszych ziemiach po zapanowaniu chrześcijaństwa. Znamiennym jest zezwolenie na nieskrępowany wzrost włosów u kobiet. Chrześcijaństwo to wiara matriarchalna, kult księżycowy zaprowadzony w miejsce kultu Słońca. W ciągu dziesięciu wieków doszło do dekonstrukcji resztek systemu patriarchalnego i rozpowszechnienia się tego, co mamy obecnie.

Pojęcie patriarchatu wywołuje dziś alergię, ale to kolejna oznaka nieświadomości i ignorancji. Jeśli weźmiemy pod uwagę oczywisty fakt, że męska siła jest siłą przewodzącą i prowadzącą, a żeńska ulegającą i zachowawczą, wtedy wątpliwości dotyczące patriarchatu i matriarchatu tracą rację bytu. W gruncie rzeczy nie istnieje coś takiego, jak matriarchat; kiedy siła żeńska próbuje grać męską, czyli przewodzić, dochodzi do pomieszania: przestaje istnieć męskie i żeńskie. Taki sam skutek powoduje tzw. równouprawnienie („ani patriarchat, ani matriarchat”). Istnieją więc relacje naturalne (które można określić jako patriarchalne) oraz relacje nienaturalne, które wywołują chaos.

Oczywiście, pozostaje jeszcze kwestia praktycznej realizacji stosunków patriarchalnych. Możemy spotkać się z różnymi wizjami takich relacji. Jak na mój gust, wiele z przekazów, które według autorów odnoszą się do dawnych stosunków męsko-żeńskich, cały czas nosi znamiona zawoalowanego niewolnictwa, a ostrzyżone głowy prelegentów i ich synów zdają się to doskonale obrazować.

Jakkolwiek nieprzyjemnie to zabrzmi, część z powstających osad rodowych może okazać się hodowlami dorodnych niewolników. Wydajny niewolnik jest silny, dobrze (naturalnie) się odżywia, ma pewne zasady moralne, które trzymają go w ryzach. Delegowanie części stada bliżej natury, tak by się zregenerowało i wydobrzało, jest jak najbardziej w planie ciemnych sił.

Powoli także w Polsce powstają osady inspirowane ideami zawartymi w książkach o syberyjskiej Anastazji. Idzie to pomału, a to dlatego, że przekazy Anastazji nie wystarczą do stworzenia silnej społeczności. Nie wystarczą, ponieważ reprezentują energię żeńską, a owoce wydaje tylko współdziałanie dwóch energii. Problem w tym, że męskie przekazy nie cieszą się już taką popularnością, nie są już tak słodkie, jak słowa Anastazji. Jako taki posłuch znajdują jeszcze wywody delikatniejszych czy bardziej umiarkowanych mężczyzn, najczęściej ostrzyżonych i ogolonych, jak Oleg Gadecki czy Luczis Pustota (których zresztą bardzo szanuję). Inni uważani są za fanatyków, więc budzą obawy i niechęć (tu z kolei przykład Aleksieja Trehlebowa i Grigorija Lewszunowa). Jeśli do osad anastazjowych nie trafi męska energia duchowa, nic się z nich nie urodzi. Życzę im jak najlepiej, ale to przecież jasne jak słońce.

Wiedza o znaczeniu włosów jest zatem ignorowana po trochu z powodu strachu przed męską mocą,  po trochu z powodu własnego „widzimisię”, a spotyka się również teksty (np. Julii Bożenowej) mówiące o tym, jakoby ścinanie włosów sprzyjało męskiej energii. Pogląd taki prawdopodobnie wywodzi się od prawosławnych starowierców, którzy zachowali dużo dawnej, słowiańskiej wiedzy. Jednak u nich ścinanie włosów mężczyznom to konieczność wynikająca z religijnej (poddańczej) natury chrześcijaństwa.

Nie zamierzam siać defetyzmu. Wstaje już Dzień Swaroga i odrodzenie ludzkości, tak czy owak, nastąpi, a powrót do przyrody stanowi jeden z jego fundamentów. Dzień i noc nastają i mijają, lecz można je przeżywać w różny sposób. Ostatnią Noc Swaroga przeszliśmy, mimo wszystko, dość łagodnie. Tak samo będzie z Dniem Swaroga. On po prostu nastaje, a jak go przeżyjemy, to już zależy od nas. Wzrost świadomości ludzi dokona się, przy czym może nabrać większego lub mniejszego rozmachu.

Obraz zdrowych, właściwych relacji patriarchalnych każdy tworzy sam, nie ma jedynej słusznej sztancy dobrego, słowiańskiego związku (to byłaby najprostsza droga do niewolnictwa). Są pewne naczelne prawa, uniwersalia, które należy realizować indywidualnie, zależnie od własnej osobowości. Diabeł tkwi w szczegółach. Włosy i broda to tylko szczegół, prawda?

Żdan Borod

Indywidualizm i kolektywizm, wolność i ład, czas wiedunów

Szesnastoramienna mandala. Autor: Żdan BorodSłowiańskie odrodzenie idzie głównie ze Wschodu.

Zwłaszcza w ostatnim stuleciu Wschód reprezentował społeczny kolektywizm w odróżnieniu od rozprzestrzeniającego się na Zachodzie indywidualizmu (drogi osobistej kariery). Po odsłonięciu żelaznej kurtyny fala tego ostatniego zalała też społeczeństwa wschodnie. Podobnie kolektywizm zaczął rozlewać się na Zachód, co rzadziej się zauważa.

Kolektywizm i indywidualizm to dwa aspekty rozwoju człowieka, które same w sobie nie są ani złe, ani dobre, a mogą zostać w różny sposób wykorzystane. Równowaga przeciwieństw przynosi optymalny rozwój.

Wraz z powrotem do słowiańskich tradycji odżywają często sentymenty PRL-owskie. Warto pamiętać, że socjalistyczny kolektywizm miał także ujemne strony. Socjalizm nie był ustrojem słowiańskim, to ustrój obcy, podobnie jak kapitalizm, chociaż znacznie bardziej współgrający z duchem Słowiańszczyzny.

Wadą socjalistycznego kolektywizmu jest tendencja do „równania poziomu w dół”, na czym traci część wybitnych jednostek. Tym samym traci całe społeczeństwo, bo wyróżniające się umysły mogłyby wnieść do życia ogółu wiele odkrywczych idei. Kłamstwem jest, jakoby ustrój socjalistyczny zupełnie blokował drogę rozwoju ludziom światłym. Ale jego możliwości zostały znacznie ograniczone.

Kolektywizm rozlewający się na Zachód zdegenerował się jeszcze bardziej. I tak, o ile dawniej pojęcia: „socjalizm” czy „lewica” miały konotować „działanie dla dobra ogółu”, tak dzisiaj oznaczają głównie „prawa mniejszości”, przede wszystkim seksualnych. Zatem, na Zachodzie socjalizm został niejako wywrócony do góry nogami: dobro ogółu zostało zastąpione dobrem szczegółu.

Zachodni indywidualizm to znakomity nośnik egoizmu. Tak jak komunistyczny kolektywizm stanowi mniej czy bardziej wypaczoną formę harmonijnego życia społecznego, tak przywleczony z Zachodu indywidualizm przedstawia wykrzywioną postać rozwoju osobowości jednostki. Indywidualizm polega na tym, by jak najbardziej odróżniać się od innych oraz aby zdobyć jak najwyższą pozycję.

Funkcja indywidualizmu to niszczenie więzi, dlatego doprowadził on do rozbicia związków między mężczyzną a kobietą, rozbicia rodzin i rozbicia więzi człowieka z przyrodą. W Słowian zachodni indywidualizm uderzył z dużą siłą, głównie za sprawą wspomnianej niedoskonałości ustroju socjalistycznego. Gdyby udało się nam wypracować idealny model socjalizmu, który zbliżałby nas do kondycji społeczeństwa wedyjskiego, indywidualizm nie przyniósłby takich spustoszeń. Niestety, znalazł komfortowe zaczepienie w wyhodowanych przez dziesiątki lat kompleksach (bo wszyscy wiedzieli, że „tam jest lepiej”).

Słowiańskość łączy w sobie dwie ważne cechy: ład i wolność. Po upadku słowiańskiego ustroju rodowo-plemiennego ład został zastąpiony „porządkiem”, a konkretnie porządkiem feudalnym. Ład to pewien rodzaj porządku, ale nie każdy porządek to ład. Ład możemy uznać za Boski (najwyższy) Porządek, porządek naturalny. Oprócz tego, istnieje nieskończona ilość niższych porządków, które można wymyślać i wdrażać w życie. Mogą one przynosić najróżniejsze skutki, względnie korzystne lub zgubne dla człowieka.

Każdy porządek poza Boskim jest tymczasowy. W gruncie rzeczy, Boski Porządek panuje zawsze i wszędzie, tylko umysł nie zawsze to zauważa.

Porządek feudalny był zepsutą, dwubiegunową karykaturą ładu rodowo-plemiennego: jeden biegun tworzyła szlachta i kler (egoizm), drugi mieszczaństwo i chłopi (forsowny kolektywizm). W ustroju rodowo-plemiennym warny stanowiły swego rodzaju łańcuch społeczny, który z jednej strony umożliwiał harmonijne funkcjonowanie społeczeństwa jako całości, z drugiej – dawał każdej jednostce możliwość optymalnego rozwoju (warny, w przeciwieństwie do stanów czy kast, były otwarte i nieuwarunkowane urodzeniem). Matematycznie feudalizm można określić jako „ład minus wolność”.

Ta pozostałość dawnego ustroju słowiańskiego została unicestwiona przez dwie wielkie rewolucje: francuską i bolszewicką. Pierwsza otwarła pole dla rozwoju kapitalizmu na Zachodzie, druga zapoczątkowała rządy komunistyczne na Wschodzie.

Panujący w całej Europie ustrój feudalny spolaryzowany był wertykalnie, natomiast za sprawą rewolucji doszło do podziału horyzontalnego: na Wschodzie ład (a właściwie porządek) bez wolności, na Zachodzie wolność (a właściwie liberalizm), ale bez porządku.

Postmodernistyczna historiozofia wysunęła piórem Francisa Fukuyamy hipotezę o końcu historii. Hipoteza ta upadła wraz z atakiem na World Trade Center w 2001 roku. Mit o liberalnej demokracji jako jedynej słusznej, najwyższej ewolucyjnie formie ustroju runął wraz z dwiema wieżami. Islam w swojej agresywnej formie możemy uznać za najbardziej skrajną postać wschodniego kolektywizmu.

Odrodzenie Słowian i naszego rodzimego ustroju przychodzi powoli i z trudem, gdyż ścieramy się z wytworzonymi w ciągu stuleci schematami i uprzedzeniami. Ponieważ odrodzenie idzie od Wschodu, który był ostoją kolektywizmu za cenę ograniczeń jednostki, w wielu umysłach budzi strach. Z drugiej strony: niektórzy entuzjaści odrodzenia słowiańskich wartości istotnie mają w sobie zbyt mało pierwiastka wolności, chętnie zaprowadziliby słowiański ustrój siłą (na przykład niszcząc tę „szmatławą” cywilizację).

A taki ustrój nie byłby już słowiański. Ustrój rodowo-plemienny to ład i wolność, jan i jin. I dopiero, kiedy te dwie energie doskonale zrównoważą się w nas, kiedy zaczną doskonale współdziałać, czy raczej: kiedy my nauczymy się władać tymi energiami i utrzymywać je w doskonałej równowadze – dopiero wtedy uda nam się odbudować nasz pierwotny ustrój słowiański.

Wojownik ciosa rzeczywistość szablą, chcąc, by przybrała właściwy kształt. Wiedun używa do tego swojego umysłu.

Którą drogę wybierasz?

Żdan Borod

Wedruski romantyzm, boskie połówki, skutki przywiązania, potęga Miłości

Kupała, mandala słowiańska, autor: Żdan BorodŚwięto Kupały za pasem, toteż będzie dziś o miłości (tej przez małe i duże M). Punktem wyjścia jest natomiast niezbyt miłosne zjawisko: wojna.

Wiele źródeł mówiących o życiu naszych Przodków wspomina o żeńczynach walczących z wrogiem. Obrazy tej walki są różne, lecz wynika z nich, że dawne Słowianki znały rzemiosło wojenne.

Na pierwszy rzut oka wygląda to na jakąś lisią robotę. Żeńczyny chwytające za miecz to przecież podstawowe zaprzeczenie ról męskich i żeńskich (wojowniczość to cecha typowo męska).

Sądzę jednak, że nie chodzi tu o fałszywe przekazy mające nas zwodzić. Co warto zauważyć, wszystkie (przynajmniej te znane mi) opowieści o walczących żeńczynach dotyczą ostatnich lat trwania kultury słowiańskiej.

Z najdłuższym, a zarazem najbardziej radykalnym opisem wojujących żeńczyn spotkałem się za sprawą tłumaczenia książki Aleksandra Sawrasowa Kultura i okultyzm (ze strony Wiedza od Przodków z dolmen, którą polecam). Fragment nosi tytuł: Wieczność dwojga nierozłącznych serc. To przekazana autorowi relacja jednego z wodzów legionów rzymskich ze starcia z Wedrusami. Jej fragment:

Dochodziła ledwo słyszalna pieśń i muzyka. Kobiety (one były w większości) razem z mężczyznami (ich było dużo mniej) bez strachu a nawet z jakimś entuzjazmem, bardzo umiejętnie radziły sobie ze wszelkimi subtelnościami wojennej sztuki, chłodno i rozważnie wiodły bój z moimi żołnierzami.

W dalszej części tekstu wyjaśnia się, że żenczyny ruszyły do boju razem z mężczyznami, gdyż łączyła ich z nimi nierozerwalna więź miłości:

Oni nie mogli rozstać się nawet na minutę. Tak, nie mogli. Bólem nie do wytrzymania, dosłownie bólem nie do wytrzymania napełniały się ich dusze i wyszli oni na obronę swoich wsi i swojej ziemi razem, tak jak i wiele innych par, dlatego że nie mogli znieść rozstania.

Ta na wskroś idealistyczna wizja relacji męsko-żeńskich przedstawiona w książkach Sawrasowa, podobnie jak w książkach Władimira Megre, jest swoistym objawieniem. Epifaniczne połączenie miłości ludzkiej i boskiej to nowa jakość w duchowości.

Przyzwyczailiśmy się raczej do traktowania „ziemskiej miłości”, uczuć między mężczyzną i żeńczyną, jako czegoś „niższego”, oznaki przywiązania, od którego należałoby się uwalniać (w imię duchowej ewolucji). Jeżeli weźmiemy pod uwagę, że przywiązanie skłoniło wedruskie żeńczyny do zajęcia się walką – może kryć się w tym sporo prawdy.

Fakt, że ukochani nie mogli rozstać się choćby na minutę, jest piękny. Mnie, jako człowieka o romantycznej duszy, takie słowa napełniają jedynie zachwytem. To także optymistyczna opozycja wobec dość mocno rozpowszechnionego dziś egoizmu: jednostek, które „potrzebują tylko siebie”. Dla niektórych ma to być oznaką wysokiego poziomu rozwoju duchowego – oświecenie to faktycznie brak potrzeb. W takie zaułki wpada się próbując pojąć oświecenie intelektualnie (czyli przez ego).

Ale faktem jest też, że przywiązanie przynosi stratę i śmierć – można powiedzieć, że zostało to wręcz udowodnione naukowo (empirycznie). Romantyczna kraina Wedrusów zginęła, przytoczona powyżej relacja kończy się śmiercią pary zakochanych, Wszejasława i Lubawy.

Moim zdaniem nie ma sprzeczności między miłością ludzką i boską. Oczywiście, że nie ma sprzeczności, to byłby absurd. W pewnym momencie miłość ludzka wzięła u Wedrusów górę nad Miłością boską i doszło do poważnego zaburzenia równowagi. Nie znaczy to, że Werdusowie odwrócili się od Boga, czy o Nim zapomnieli. Niemniej równowaga została zaburzona.

Zakochanie może obrać trzy kierunki: do góry, w dół, a może też krążyć w środku. W naszych czasach najczęściej zmierza ku dołowi: ludzie poznają się, zakochują w sobie i dość szybko zaczynają zajmować się seksem (fizycznym). To droga w dół, do genitaliów, królestwa instynktów. I takie zakochanie prędko schodzi jeszcze niżej, zostaje uziemione i pogrzebane. Z tego powodu dzisiejsze relacje trwają krótko, a jeśli nawet przeradzają się w dłuższy związek, to niechybnie pojawia się w nich marazm.

Bliskość cielesna może służyć wznoszeniu do góry, jeżeli stosuje się podejście tantryczne, lecz wymaga to uwagi i rozwagi. Zakochanie wzniesione ku górze dodaje człowiekowi skrzydeł, może otworzyć w nim wyższe postrzeganie rzeczywistości, budzić niesamowite moce duchowe itd.

U późnych Wedrusów energia zakochania krążyła w środku, pozostawała na poziomie serca. Taki stan nie może trwać długo, w naturze nie istnieje stagnacja. Kumulowanie ludzkiej miłości na poziomie serca (bez sublimacji do Miłości) prowadzi do silnego przywiązania, a silne przywiązanie skutkuje śmiercią. I wtedy dopiero, po śmierci, miłość unosi się do nieba, wraz z duszami zakochanych.

Zatrzymywanie energii w środku, w sercu, charakterystyczne jest dla tzw. połówek (to znaczy, zostaje u nich doprowadzone do skrajności). W przytoczonym tekście Aleksandra Sawrasowa pojawia się nawet słowo „połówka”. Jeśli w naszym życiu pojawia się nasza prawdziwa, absolutna, boska połówka, może to oznaczać dwie rzeczy: albo oświecenie, albo śmierć. Tak, wóz albo przewóz. Jeśli połówki spotykają się zbyt wcześnie – zakochani giną. Dzieje się tak, ponieważ zatrzymana zostaje ewolucja duchowa. To jakby „przedwczesne oświecenie”, jakby zerwać niedojrzały owoc albo otworzyć kokon przed czasem. Dusza na nieodpowiednim poziomie rozwoju nie poradzi sobie z tym. To ogromny (bardzo przyjemny) szok energetyczny – u zbyt młodej duszy działa on podobnie jak narkotyk. Dusza taka zapomina o całym świecie, liczy się tylko przebywanie z drugą połówką.

Wśród Wedrusów w pewnym momencie zaczęło się wcielać wiele takich połówek. Można by więc powiedzieć, że inkarnacja dużej ilości połówek doprowadziła do upadku Słowiańszczyzny, ale można i ująć sprawę odwrotnie: kres Słowiańszczyzny (związany z Nocą Swaroga) stanowił doskonałą okazję dla dusz chcących doświadczyć przedwczesnego zbliżenia z połówkami. Wszystko jest połączone i zapętlone, przyczyna przechodzi w skutek i skutek w przyczynę, jan przechodzi w jin i odwrotnie.

Upadek rodzimej kultury słowiańskiej był elementem naturalnych cyklów kosmicznych. Cykle te są w naszym wszechświecie naturalne, ale oczywiście ludzkość może je przechodzić w różny sposób. Kalijuga może być ostrzejsza lub łagodniejsza, tak jak bardziej lub mniej surowa może być zima: to zależy, co ludzie sobie wybiorą, co na siebie sprowadzą, co sobie wykreują.

I wszystkie przyczyny także są ze sobą połączone. Bo i zajmowanie się żeńczyn sztuką wojenną prowadzi do upadku, do utraty u nich żeńskiej (ochronnej) energii, a męskiej u mężczyzn. Tak jak wspomniałem na początku: wojujące żeńczyny pojawiają się wśród Słowian tylko w momentach bliskich zagłady. To świadczy poniekąd też o tym, że mężczyźni są wtedy osłabieni i nie potrafią sami obronić ojczyzny: potrzebują niejako wsparcia (fizycznego) kobiet. A to, w grunice rzeczy, tylko pogarsza sytuację, lecz cóż począć: błędne koło przyczyny i skutku już ruszyło.

Z tekstu Sawrasowa można również wyciągnąć inne wnioski. Skoro żeńczyny poszły w bój za swoimi mężami, a jednocześnie stanowiły zdecydowaną większość, to najwyraźniej u Wedrusów standardem było wielożeństwo. Mnie to nie dziwi, jakkolwiek wydaje się kłócić ze wspomnianym idealizmem. Przez wieki chrześcijaństwa tak silnie wpojono nam jedyny słuszny wzorzec jednożeństwa, że poligynia budzi dziś zgorszenie.

Z jedno- i wielożeństwem jest trochę tak, jak z jedno- i wielobóstwem. Wiara dawnych Słowian nie była ani jednym, ani drugim. Nie było u nich programowego monoteizmu, ale i współczesne wyobrażenie o pogańskim wielobóstwie jako opozycji do jedynobóstwa zakrawa na przekłamanie. Nie ma sprzeczności między jednością a wielością („jedność w wielości”).

Kiedyś żartowałem sobie, że w serii książek o Anastazji również przedstawiono związek poliginiczny, bo przecież Anastazja związała się z Władimirem wiedząc, iż jest żonaty. I w „Anastazji”, i w „Dolmenach”, wielożeństwo ukryte zostało między wierszami, ponieważ wyrażone w sposób otwarty nigdy nie zyskałoby akceptacji, cały przekaz zmarnowałby się.

Żeńczyny: nie bójcie się wielożeństwa. Owszem, jednożeństwo też jest właściwe. Skoro przed oświeceniem łączymy się z idealnymi połówkami, to znaczy, że doświadczamy wtedy relacji monogamicznej: połowy są przecież tylko dwie. Ale, tak czy owak, nie przywłaszczajcie sobie mężczyzny. Bo mężczyzną i tak powinnyście się dzielić: jeśli nie z innymi żeńczynami, to z narodem i ojczyzną. Świat mężczyzny nie ogranicza się do rodziny – to także cały naród, ojczyzna, Galaktyka: cały świat zewnętrzny.

Walczące żeńczyny mogą przywodzić na myśl walkirie z naszej mitologii. Walkirie rzadko stawały do walki, włócznie i tarcze nosiły bardziej dla ozdoby. Jednocześnie pojawiają się jako zwiastun problemów miłosnych i rodzinnych. Mitologiczne relacje pełne są napięć, konfliktów i intryg.

Jakie czasy, taka mitologia. W mitologii greckiej i rzymskiej sprawy wyglądają przecież jeszcze gorzej. To wszystko przestrogi przeznaczone na Epokę Lisa. Bo gdybyśmy mieli stawać się takimi bogami, co to się kłócą, knują i trują, to ja dziękuję za taką boskość. Podobnie rzecz ma się ze słowiańskimi bajkami: to bajki na Epokę Lisa. Mamy w tych bajkach i ustrój feudalny, i głupich carów, dzieją się tam różne dziwne, czasem straszne rzeczy, ale ostatecznie wszystko kończy się dobrze, a po drodze dostajemy cenne wskazówki.

Dla nas najwyższy obraz żeńczyny to obraz Łady, Bogurodzicy. Widział ktoś Ładę z mieczem?

Żeńczyny mogą, a nawet powinny bronić ojczyzny. Tyle, że nie mieczem, ani karabinem. To niweczenie ich żeńskiej mocy. Marny tego sens. Przecież żeńczyny ostatnich Wedrusów, miast machać żelazem, mogłyby ochraniać swoich mężczyzn energetycznie. Swtorzyć im taki krąg ochronny, taką energetyczną zbroję, że nic ich nie tknie. No właśnie, tylko to przywiązanie. Miłość chroni, miłość to najdoskonalsza tarcza. Kiedy jednak przemienia się w przywiązanie – traci swoje subtelne, ochronne właściwości. Staje się zbyt gęsta, zbyt ciężka. I wtedy w ruch musi pójść żelazo.

Miłość to najlepsza ochrona i mężczyzna pełen Miłości też nie potrzebuje miecza i żadnej innej broni. Może go oczywiście gdzieś tam sobie trzymać dla ozdoby. Istnieją bezkontaktowe sztuki walki, a jeszcze skuteczniejsza jest Miłość. Ta boska, przez duże „M”. Dobrze opisano to w znanej książce „Życie i nauka mistrzów Dalekiego Wschodu”. Mistrzowie zostali zaatakowani przez uzbrojoną po zęby armię bandytów. Naturalnie, mistrzom nic się nie stało. Bandyci zaś wyszli z pojedynku zmasakrowani, chociaż mistrzowie nie kiwnęli palcem. Ale mistrzowie potem ich wyleczyli. Nie wierzysz? To w co wierzysz?

Ja wierzę w Miłość.

Żdan Borod

Matriarchat, rasizm, wymowa „r” i naturalna męska sylwetka

Słowiańska mandala, autor: Żdan BorodBliska mi żeńczyna zarzuca mi rasizm.

Bliska mi żeńczyna jest specyficzną (przy tym piękną i mądrą) istotą. Ale żeńczyny w ogóle inaczej patrzą na sprawy narodowe, zazwyczaj mniej zajmują się nimi. To naturalne. Gorzej, kiedy żeńczyna widzi coś złego w zajmowaniu się sprawami narodu przez mężczyznę. A to rzeczywiście naturalna działka mężczyzn.

Czasami przewrotnie sam nazywam siebie rasistą, ponieważ interesuje mnie zagadnienie ras ludzkich (na co dzisiaj wciąż patrzy się podejrzliwie). Podobnie nazywam siebie seksistą, bo ciekawią mnie sprawy związane z płcią (obiema płciami). Nie jestem jednak w tych dziedzinach szowinistą. Nie uważam żadnej z ras ludzkich czy płci za lepszą.

Potrzebujemy żeńskiego podejścia do ras. To oczywiście filozoficzne uogólnienie, gdyż także wśród żeńczyn znajdzie się wiele zaciekłych i umiarkowanych nacjonalistek. Żeńskie podejście („miłość ponad wszystko”) jest słuszne. Warto odróżnić je od podejścia, nazwijmy to, matriarchalnego. Jego przykład (a właściwie owoc) widzimy we współczesnej poprawności politycznej i uprawianej globalnie polityce multikulturalizmu. Podejście matriarchalne można zapisać w postaci sylogizmu: skoro miłość stoi ponad wszystkim, to również ponad rasami, a z tego wniosek, że rasy nie mają znaczenia.

Z grubsza rzecz biorąc, to prawda. Tak z grubsza to nic nie ma większego znaczenia, bo wszystko to gra (zabawa) miłości. Pytanie tylko, czy powinno się wylewać dziecko z kąpielą? To akurat mało żeńskie, żeńczyny mają dużo serca dla dzieci. Niemniej dziecko spraw narodowych ocalają głównie mężczyźni.

Żeńczyny, którym trudno to zrozumieć, niech zaufają, że męska natura też jest dobra i równie potrzebna jak żeńska.

Półtora roku temu zamieściłem tutaj długi tekst  pt. „Jak rozpoznać Aryjczyka? Przegląd antropologii fizycznej”. Być może przywrócę go (jeszcze go nie przejrzałem po przerwie). Przy okazji tematu ras znowu wychodzi kwestia powierzchownego i głębokiego spojrzenia (na człowieka i świat).

Powierzchowność dotyczy zarówno przypisywania rasom określonych przymiotów, jak i „rozpoznawania” ras po cechach zewnętrznych. Moim zdaniem każda z ras posiada właściwą sobie mentalność, co nie znaczy, że rasa sama w sobie jest „zła” lub „dobra”. Słowian nazywa się rasą światła. Świetnie, ale przecież patrząc na obecną kondycję duchową większości Słowian można by zapytać, gdzie się podziało to Światło. Widać je lepiej przy spojrzeniu globalnym, mniej przy społecznym. Rasa czarna z kolei ma naturę bardziej instynktowną. Statystycznie cielesność przeważa u niej nad intelektem, dlatego zyskała tak silną pozycję w świecie sportu. Jednak wywodzi się z niej także mnóstwo naukowców, choć może nie tych największych i najbardziej odkrywczych.

Swoją drogą, intelekt w dzisiejszym świecie przecenia się, a w zasadzie „ubóstwia”. To przejaw demonizmu. Gdzie intelekt staje się bogiem, tam mamy do czynienia z odwróceniem porządku. Intelekt to najwyższa sfera świadomości jaszczurów, poza niego nie wyjdą. Z tego powodu są zainteresowani wykorzystywaniem ciał duchowych ludzi. Z tego powodu także ludzie z żydowskimi genami zrobili największe kariery w jaszczurzej cywilizacji. Ludzie z przewagą żydowskiego genotypu cechują się (zazwyczaj!) dominacją intelektu nad innymi sferami osobowości. W pewnej mierze dotyczy to również rasy żółtej, która osiąga najlepsze wyniki w badaniach ilorazu inteligencji. Rasę żółtą nazywa się niekiedy rasą smoków, ponieważ zawiera w swej strukturze genetycznej – to brzmi śmiesznie – smocze geny. Smoki to jeden z rodzajów jaszczurów. Naturalnie, Żydzi i rasa żółta to dwie zupełnie różne linie i intelekt działa u nich w różny sposób.

U Słowian intelekt zajmuje miejsce po środku, między Duchem a instynktami. Tak przynajmniej było w naturze. Przerost intelektu to ego.

Przy okazji warto zaznaczyć, że rasa czerwona stanowi faktycznie zupełnie odrębny naród, niespokrewniony z rasą żółtą. Niektóre plemiona amerykańskie przemieszały się z nią (podobnie jak europejskie), ale nie wszystkie.

Wracam do powierzchowności – tym razem pod kątem dopatrywania się u ludzi cech danej rasy. Co jakiś czas przypomina mi się pogląd, według którego Żydzi nie wymawiają „r”. To dosyć udany przykład, zwłaszcza że posiada kiepskie podłoże w rzeczywistości. Tak, na pewno znajdziemy wiele osób żydowskiego pochodzenia, które wymawiają „r” niewyraźnie. A jeszcze więcej takich, które artykułują je bez żadnego problemu. I to nie jakichś tam „kryptożydów”, ale zupełnie oficjalnych i udokumentowanych.

W tej wymowie „r”, jak w wielu stereotypach, tkwi ziarno prawdy. „R” to wibracja, najsilniej wibrująca, wirująca głoska, to „Ra” języka. Język bez „r” zostaje pozbawiony poważnej części swojej wibracji. W angielskim, francuskim i niemieckim wymowa „r” jest zniekształcona. Angielski to język obojnaczy (nie ma w nim rodzajników) i zubożony (są tylko dwa przypadki itd.), stąd stał się podstawowym lingwistycznym narzędziem globalizacji i wynarodowienia, to język kolonialistów. Francja przez wieki przedstawiała sobą ognisko europejskiego zepsucia. Germanizacji używano do dławienia Słowiańszczyzny.

Niewyraźna artykulacja „r” może mieć różne podłoże. Jak zawsze prawdziwa przyczyna spoczywa w umyśle. Nie musi to wynikać z uwarunkowań genetycznych. Takie kryteria są zwodnicze, pozostawiają zbyt obszerny margines błędu.

Ktoś kiedyś nazwał Puszkina Murzynem, bo miał czarnoskórego pradziadka od strony matki (być może, zostały mu po nim mocno kędzierzawe włosy). Od pewnego (rozsądnego, wydawałoby się) młodziana, słyszałem, że grupa krwi B to grupa „indiańska”, a zero „afrykańska”. Słowiańska to natomiast wyłącznie A. Ehe.

Jak coś, to ja mam grupę A, tak że git, a „r” wymawiam jak brzytwa. Można się dowartościować.

Takiej jakości informacje sieją więcej zamętu, niż przynoszą pożytku. Zwłaszcza, że cała okultystyczna machina, która stworzyła religie i wynaturzoną cywilizację, to dzieło Ariów. Najczystszych genetycznie Ariów. Przecież jaszczury nigdy nie opanowałyby Ziemi bez naszej pomocy. Wystarczyło kilku, którzy dogadali się z jaszczurami.

Dla jednych to będzie następny dowód na to, że biała rasa jest najmądrzejsza. Dla matriarchistów będzie to z kolei wspaniała pożywka przeciw białym ludziom, ale pamiętamy już, że nie ma co wylewać dziecka z kąpielą, jak to robią miłośnicy matriarchatu (oni tak bardzo kochają dzieci, że miłość do dzieci stała się dla nich ważniejsza od samych dzieci).

Są ludzie u których trudno określić jednoznacznie przynależność do rasy. Są też tacy, przy których nie ma z tym kłopotu, dlatego zachowujemy to nasze kochane rasowe dziecko w balii słowiańskiego światopoglądu.

Na koniec zagadka: jak wygląda naturalna, prawidłowa męska sylwetka? Czy jest bliższa mężczyźnie po treningu na masę, na rzeźbę, czy takiemu bez specjalnie rozwiniętej muskulatury?

Bliskiej mi żeńczynie chyba nie spodoba się ten tekst. Dziękuję, jeśli ktoś dotrwał do jego końca. Pozdrawiam ciepło.

Żdan Borod

Stereotypy seksualne a boska natura płci

śniadanie u tiffaniego scena z maskami

Według definicji słownikowej stereotyp to „funkcjonujący w świadomości społecznej skrótowy, uproszczony i zabarwiony wartościująco obraz rzeczywistości, często oparty na niepełnej lub fałszywej wiedzy, utrwalony jednak przez tradycję i z trudem ulegający zmianom”. Modernistyczne i ponowoczesne narzędzia inżynierii społecznej, takie jak feminizm, postgenderyzm czy gender mainstreaming, przyklejają etykietkę „stereotypu” wszystkiemu, co wiąże się z tradycyjną, społeczną rolą płci, odwracając jednocześnie uwagę od faktu, że wynika ona najczęściej z naturalnych (biologicznych, psychologicznych, energetycznych) uwarunkowań. „Najczęściej”, bo w ostatnich stuleciach pewna część aspektów funkcjonowania płci rzeczywiście została sprowadzona do sztywnego i niekoniecznie korzystnego schematu.  Ale i nurty związane z „równouprawnieniem” tworzą na swoje potrzeby nowe stereotypy. Opozycyjne do nich prądy odrodzenia dawnych, słowiańskich czy wedyjskich relacji męsko-żeńskich w pewnej mierze również posługują się stereotypami.

Stereotypy pojawiają się tam, gdzie świadomość ludzi ulega silnemu zawężeniu, gdzie przestają korzystać z intuicji, z pełnego dostępu do wiedzy. Dlatego stereotypy seksualne najmocniej przybrały na sile od czasu rozprzestrzenienia się na naszym obszarze religii, która, pisząc najogólniej, była głównym nośnikiem „zniewolenia” umysłów. Te stereotypy seksualne służyły podtrzymaniu pewnego porządku – zdegenerowanego, ale jednak porządku. Rozniecony w świecie zachodnim dwudziestowieczny bunt przeciwko dawnym rolom płci był buntem czysto intelektualnym (wypływającym z ego) i nie miał związku z przebudzeniem duchowym.

Ponieważ pojęcie stereotypu dotyczy świadomości społecznej, instancje wpływające na świadomość mas próbują postawić znak równości między społeczeństwem i stereotypem, tzn. utwierdzić nas w przekonaniu, jakoby społeczeństwo z zasady stanowiło źródło stereotypów. Skoro zaś stereotyp uznajemy za coś przestarzałego i szkodliwego, to i za takie uznamy społeczeństwo samo w sobie. Na skutek rewolucji obyczajowych społeczeństwo zaczęło się więc zmieniać w „masę indywidualności”.

W tej masie funkcjonują przekonania będące mieszaniną starych (postfeudalnych) i nowych (postmodernistycznych) poglądów na temat płci. O ile dawne stereotypy seksualne sprzyjały podtrzymaniu (niedoskonałego już wprawdzie) współdziałania między płciami, to wspomniana mieszanina podtrzymuje, z tego  co widzę, głównie stan walki płci (to podstawowy czynnik rozbicia społeczeństwa).

Jednym ze „starych” poglądów na temat płci jest „teza”, jakoby mężczyzna i żeńczyna byli dokładnymi, symetrycznymi przeciwieństwami. Wcześniej działało to mniej więcej w ten sposób: kobieta jest czysta i piękna, więc mężczyzna z natury jest brudny i brzydki (co najwyżej „ładniejszy od diabła”). Z kolei kobietę uważało się raczej za stworzenie głupie, co spowodowało odcinanie się od żeńskiej mądrości.

Dzisiaj z jednej strony neguje się różnice między mężczyzną a kobietą, z drugiej – wykorzystuje przekonanie o przeciwieństwach płci do utwierdzania relacji matriarchalnych. Próbuje się przedstawić kobietę jako istotę subtelną, nieoczywistą, delikatną i złożoną, mężczyznę – jako przewidywalnego, nieskomplikowanego i niezbyt świadomego prostaka. Kobiecie przypisuje się wrażliwość, empatię i humanitarność, mężczyźnie – obojętność, egoizm i brutalność. Wobec tego za jedynie słuszny należy uznać żeński punkt widzenia – ma on stanowić ratunek dla świata i ludzkości. Mężczyźni natomiast powinni podporządkować się kobietom i uczyć się od nich wyższych, szlachetnych cech – krótko mówiąc: „uczłowieczać się” w tym matriarchalnym systemie. Wzór dla nich może stanowić społeczność gejowska, która osiągnęła niejako wyższy stopień ewolucji („gej najlepszym przyjacielem kobiety”).

Środowiska sprzeciwiające się matriarchalnemu reżimowi i działające na rzecz przywracania naturalnego ładu społecznego nierzadko przerysowują różnice między mężczyzną a kobietą (jako wyraz opozycji wobec polityki zrównywania płci). Skutkuje to powrotem bardziej do relacji wczesnomatriarchalnych (związanych z rozpowszechnieniem się judeochrześcijaństwa) niż tych pierwotnych, właściwych człowiekowi.

Dla zaistnienia ostatnich istotna jest świadomość, że mężczyzna łączy naturę męską i żeńską. Wydawałoby się, że to krok ku demoniczności (neutralności), jakaś biseksualność czy unisex. Chodzi o coś innego. Można to wytłumaczyć w ten sposób, że mężczyzna „ogarnia całość”. Tak rzeczywiście musi być, jeśli ma on prowadzić żeńczynę i całą rodzinę. Najlepiej tłumaczy się to na przykładzie chromosomów płciowych. Żeńskie chromosomy płciowe to XX, męskie – XY. O płci dziecka decydują męskie chromosomy płciowe. Jeśli mężczyzna przekaże chromosom X – rodzi się dziewczynka, jeśli Y – urodzi się chłopiec. Dzięki temu możemy uzmysłowić sobie, iż mężczyzna zawiera w sobie naturę męską i żeńską, tyle że przejawia tę pierwszą. Żeńczyny nie posiadają chromosomów Y (znają wyłącznie żeńską naturę).

„Matryca” życia to element żeński. Wszystkie embriony są na początku „dziewczynkami”. W przyrodzie i w całym kosmosie pierwiastek żeński występuje w nieporównanie większej ilości niż męski (nawet wspomniany chromosom X jest znacznie większy od Y), ponieważ żeńska energia rodzi życie. Im więcej pierwiastka żeńskiego, tym więcej życia. U dawnych Słowian i innych ludów żyjących w zgodzie z naturą normalnym i powszechnym było wielożeństwo. Były to w istocie społeczeństwa żeńskie, tyle że organizowane przez mężczyzn. Na tym polega rola pierwiastka męskiego w przyrodzie i kosmosie: to funkcja porządkująca. Nie jest on potrzebny w dużej ilości, za to przeważa jakościowo (w pewnym sensie) przez swą siłę porządkującą, umiejętność nadawania struktury, bez której życie również nie mogłoby zaistnieć, gdyż nie przybrałoby żadnej formy. Żeńska energia to moc twórcza, to ocean informacji, natomiast męska energia to czynnik tworzący, odpowiednio konfigurujący informację.

Z podstawowej niewiedzy na temat natury męskiej i żeńskiej wywodzą się pozostałe stereotypy. Właściwie, wynikają one przede wszystkim z tego, że płcie są z siebie nawzajem niezadowolone, gdyż nie umieją współdziałać. A nie umieją, bo od małego indukuje się im rywalizację i walkę, zamiast uczyć pielęgnować miłość.

Kilka z takich stereotypów (najpierw na temat mężczyzn):

Mężczyźni są niedomyślni. Chodzi tu zwłaszcza o niedomyślność względem płci przeciwnej – w kwestii tego, czego pragnie kobieta, czego jej potrzeba, co chce mężczyźnie przekazać itd. Nic dziwnego, że taki pogląd rozpowszechnił się w ostatnich dziesięcioleciach. Jednak problem nie polega na tym, że mężczyźni są niedomyślni, a na zniszczeniu harmonijnej komunikacji. Ponieważ, jak już wspomniałem, współczesna, jedynie słuszna perspektywa, to perspektywa żeńska – winą za brak porozumienia obarcza się mężczyzn, przypisując im wrodzoną niedomyślność.

Mężczyźni nie mają podzielnej uwagi. To też efekt przyjęcia żeńskiej optyki za najwłaściwszą, a jednocześnie kolejna cegiełka do obrazu mężczyzn jako tych „mniej rozgarniętych”. W rzeczywistości mózg mężczyzny, z ośrodkami odpowiedzialnymi za rozmaite czynności rozmieszczone w przeciwnych półkulach, ma większą zdolność do podzielności uwagi. Żeńczynę natura zdaje się predysponować do absolutnego skupienia na jednym. Współczesna rzeczywistość ukierunkowuje ją zupełnie odwrotnie i tak niszczy się pierwiastek żeński.

Wielu mężczyzn może mieć niewłaściwie rozwinięty mózg (głównie na skutek błędnego wychowania), a co za tym idzie – niedorozwinięte męskie cechy, w tym niezdolność do „podzielności uwagi”. Warto jednak zaznaczyć, iż w dzisiejszym świecie podzielność uwagi przecenia się i mitologizuje (bo dzięki niej da się „więcej, szybciej, lepiej”…) Czy rzeczywiście dobrze jest wykonywać kilka czynności jednocześnie? Ćwiczenie „podzielności uwagi” można uznać za korzystny trening umysłowy dla mężczyzn, m.in. harmonizujący półkule. U żeńczyn półkule będą się tą drogą rozharmonizowywać.

Mężczyźni myślą tylko o jednym. Myślą o wielu sprawach, nawet ci mężczyźni, których byśmy o to nie podejrzewali. Znaczna część kobiet, nauczona manipulacji, bardzo chce widzieć w mężczyznach zwierzęta kierujące się wyłącznie popędem. Takimi mężczyznami najłatwiej sterować, nietrudno owinąć ich sobie wokół palca. Niemal cała popkultura pracuje na to, by zdegradować mężczyznę do tego poziomu, tak aby dało się nim kierować. Również wielu mężczyzn uwierzyło w to, że „prawdziwy mężczyzna” powinien być samcem (najlepiej alfa).

Mężczyźni nie rozróżniają kolorów. Męskie widzenie różni się od żeńskiego (z powodu innego działania mózgu), dlatego obie płcie odmiennie definiują kolory i relacje między nimi. A ponieważ współcześnie jedynie słusznym widzeniem jest widzenie żeńskie, mężczyzn uznano za ułomnych pod tym względem. Wystarczy spojrzeć na dzieje malarstwa, aby przekonać się, że to wcale nie tak.

Istnieje większy kompleks stereotypów, wedle których mężczyzna w ogóle nie ma pojęcia o estetyce. Przynależy tu także pogląd, jakoby mężczyźni mieli umysły „ścisłe”, a kobiety „humanistyczne” (dlatego matriarchat miałby być bardziej „humanitarny”). Oczywiście, statystycznie więcej kobiet niż mężczyzn interesuje się sztuką. Jednocześnie jeśli prześledzimy historię sztuki, zauważymy, że tworzyli ją głównie mężczyźni. Dla jednych będzie to argument przemawiający za zniewoleniem kobiet. Faktycznie jednak już w XIX w. możliwości kobiet pod względem rozwoju artystycznego stały się bardzo szerokie, a sytuacja wcale nie uległa zmianie – to mężczyźni wytyczali nowe kierunki w tej dziedzinie, tak pozostało do dziś (zatwardziali stwierdzą, że to dowód na to, iż kobiety nadal są zniewolone).

Męski umysł ma naturalną tendencję do ekspansji i penetracji, dociekania i odkrywania, to umysł przewodzący. Ma też silną skłonność do poszukiwania piękna (dlatego mężczyźni tracą głowy dla ładnych dziewcząt), a także prawdy, sedna itd. (stąd filozofia i nauczanie duchowe to typowo męska domena).

Stereotypy na temat mężczyzn działają niekorzystnie, pozbawiając ich autorytetu i mocnej roli w rodzinie, odbierają żeńczynom szacunek do mężczyzny i wiarę w męskość, w męskie prowadzenie.

Jeśli chodzi o stereotypy na temat kobiet, wśród męskiej części społeczeństwa nadal nierzadko pokutują przekonania wyniesione z mroków chrześcijaństwa (kobieta jako diabelski pomiot i źródło grzechu). Przyjęły się też przeciwne im stereotypy wylansowane przez feministki, które nie tyle podnoszą samoocenę kobiet, co raczej karmią pychę. Przykłady:

Kobiety są głupsze od mężczyzn. Mądrość to boska cecha, cecha urzeczywistnienia. Mogą ją przejawiać w równym stopniu mężczyźni i żeńczyny. Mężczyzna i żeńczyna inaczej przejawiają boskość, dlatego żeńska mądrość jest czymś zupełnie różnym od męskiej. Czymś równie dobrym i potrzebnym. Żeńczyny dawniej nie zajmowały się polityką czy nie kształciły nie dlatego, że są głupsze, a dlatego, że mądrość żeńska została powołana do czegoś innego, czemu innemu służy.

Kobiety są mądrzejsze od mężczyzn. Kobiecie niełatwo pojąć męską naturę, wbrew stereotypom – trudniej niż mężczyźnie żeńską (zwłaszcza dzisiaj, kiedy środki masowego przekazu „mieszają w głowie”). Z tego powodu niewiasta może pochopnie zakwalifikować męski sposób myślenia i postępowania jako niedostatek, zwłaszcza w przypływie emocji. Mężczyźni myślą bardziej dalekosiężnie, co może wydawać się niepraktyczne. Kiedy żeńczyna nie filozofuje, nie kwestionuje, nie krytykuje, ale ufa i poddaje się mężczyźnie, zaczyna pojmować męską naturę intuicyjnie. Nawet jeśli w pełni jej nie rozumie, to wie, czuje, że ona jest dobra.

Kobiety są silniejsze od mężczyzn. Łatwo zmierzyć siłę fizyczną i udowodnić, że mężczyźni z natury mają jej więcej. Zwykło przeciwstawiać się temu stwierdzenie, że żeńczyny są silniejsze psychicznie. Siły psychicznej nie da się jednak ani zmierzyć, ani nawet dokładnie zdefiniować. Dobrze rozwinięta męska psychika jest stabilna, nie ulega emocjom. Ma stanowić oparcie dla żeńczyny. Jeśli kobieta chce być z mężczyzną dającym oparcie, a jednocześnie uważa się za silniejszą od mężczyzn, to co jej z tego wyjdzie?

Kobiety są słabsze od mężczyzn. Moc danego człowieka (tak jak mądrość i inne boskie cechy) zależy nie od płci, a od poziomu urzeczywistnienia boskości. Od płci zależy sposób przejawiania się mocy. Dawniej nie bez powodu mówiło się: „siła kobiety w jej słabości”.

Zależnie od żywionych świadomie i podświadomie stereotypów, przyciąga się osoby, które im odpowiadają (potwierdzają je) – tak działa prawo kreacji. Zresztą, kogo by się nie przyciągnęło, mając głowę naładowaną stereotypami i tak będzie się je widzieć u drugiej osoby.

Istotą człowieczeństwa jest boskość, a boskość jest zawsze wyjątkowa. Nie tworzy masówki, nie powiela, nie kopiuje, nie produkuje taśmowo, nie działa mechanicznie. Sposobów na przejawienie męskości znajdzie się tyle, ilu urodzonych mężczyzn. Nie znaczy to, że każdy mężczyzna doskonale przejawia swoją męskość (bo może nie wykorzystywać w pełni swojego boskiego potencjału). Tak samo obrazów żeńskości może być tyle, ile żeńczyn (a że wiele z nich rozwija obecnie mało żeńskie cechy, to inna sprawa).

Otaczający nas świat to wynik zbiorowej wizualizacji (obrazowania), czyli sumy aktywnych obrazów w umyśle każdego człowieka. Zmiana obrazów w umyśle jednej osoby może prowadzić do bardzo dużych przemian w otoczeniu, zwłaszcza jeśli te obrazy są napełnione Miłością. Pozbywanie się stereotypów i zastępowanie ich dobrymi obrazami to najskuteczniejsza, a właściwie jedyna droga do naprawienia relacji między płciami.

Żdan Borod

Słowiańscy Bogowie i Boginie. Kosmologia słowiańska

Bogowie słowiańscy

Wpis autorstwa Nażyra Ludowita.

Artykuł ten ma być zwięzłym uporządkowaniem wiedzy na temat słowiańskich Bogów. Informacje do niego czerpane były w dużej mierze z książek Koszuny Finista Aleksieja Trehlebowa oraz Mitologia Słowian Czesława Białczyńskiego, a także z szeroko pojętej literatury ezoterycznej. Autor artykułu rozumie Bogów jako pierwotne byty, które wyłoniły się w momencie Stworzenia. Ostatecznie jest więc tylko Najwyższy Bóg (Rod) i Jego Stworzenie. Stworzenie ma wiele poziomów, a ostatnim z nich, najbardziej zagęszczonym i skondensowanym, jest Przyroda (ta, która jest przy Rodzie), czyli Rodżana (żona Roda, materia „opleciona” wokół Boga, uporządkowana przez Niego). Królem Boskiego Stworzenia jest zaś Człowiek. Zawiera on w sobie wszystkie energie Wszechświata – wszystkie Świetliste energie utrzymujące Świat w ładzie (władające nim) obecne są w Człowieku.

Jeśli chodzi o różne imiona Bogów, szczególnie te zaczerpnięte z tradycji wedyjskiej, to należy zaznaczyć, iż podane są one czasami jako synonimy, a czasami jako aspekty danego bytu lub energie blisko z nim związane. Autor artykułu nie jest bynajmniej specjalistą od literatury wedyjskiej i nie posiada wiedzy o wszystkich filozoficznych niuansach, jakie są w niej zawarte; jednakże pewne związki i analogie między pojęciami wydają się dość oczywiste.

Niniejszy teskt, a tym bardziej załączony do niego schematyczny wykres, celowo sporządzone są w sposób uproszczony – mają służyć bowiem pomocą w uporządkowaniu podstawowych pojęć, stworzenia kręgosłupa, fundamentów słowiańskiego obrazu Świata. Życie we Wszechświecie jest bardzo bujne, bardzo bogate, toteż można by takie „drzewo Bogów” rozwijać niemal w nieskończoność dodając do niego byty pomocnicze, energie pokrewne, rozróżniać różne aspekty tych bytów, itd. U Czesława Białczyńskiego na przykład istnieje 88 lub 89 Bogów, a do tego ogromna liczba innych stworzeń (jak chociażby różnorakie duchy przyrody) – oddaje to dobrze obfitość, jaka panuje wśród Boskiego Stworzenia.

Na koniec wstępu chciałbym przypomnieć jeszcze słowa Aleksieja Trehlebowa, że mitologie są bajkami opowiadanymi różnie w róznych stronach, a sam słowiański obraz życia cechuje brak dogmatyzmu. Nie ma więc sensu spierać się o szczegóły i pojęcia (które są poniekąd istotne, bo niosą ze sobą znaczenia; należy jednak pamiętać, iż stanowią one jedynie intelektualną interpretację rzeczywistości, która poza intelekt wykracza). Jeśli ten artykuł pomoże uporządkować informacje, połączyć ze sobą różne – czasami na pozór nieprzystające do siebie – koncepcje, rozjaśnić świat Bogów dla kogoś, kto czuje się pośród natłoku pojęć zagubiony – autor będzie więcej niż rad.

Rozważmy kolejno poziomy Boskiego Stworzenia (Prawi, Sławi, Nawi i Jawi) przyjmując, że Pierwszym Stwórcą i Początkiem Wszystkiego jest Rod – Najwyższy Bóg, Pierwotne Światło, Jeden Bez Wtórego, Ra, Brahman (w Wedach Słowiano-Aryjskich: Ra-M-Ha). On jest wszystkim, co istnieje – nie ma czegoś, co by Nim nie było, a zarazem nic nie jest Nim w całości.

Prawi

Świętowit – Świadomość Kosmiczna, Brahma, Purusza, Białobóg, Ramhat, Duch, esencja energii jang. W człowieku: ciało atmiczne (atman).

Żywia – Pierwotna Energia, Ocean Kosmicznej Informacji, Siwa, Prakriti, Czarnobóg, Inglia, esencja energii jin. W człowieku: dusza (dźiwa).

Dusza w człowieku, według Bhagavadgity, umieszczona jest na poziomie serca i ma średnicę jednej dziesięciotysięcznej grubości włosa. Jest to właśnie pojedyncza kropelka pobrana z tego oceanu kosmicznej infomacji (cała informacja jaka kiedykolwiek istniała i będzie istnieć we wszystkich rzeczywistościach), stąd np. w inglizmie mówi się, że bogini Żywia daje każdemu przy narodzinach duszę.

Warto zatrzymać się na chwilę przy hinduistycznym Siwie. Płciowość Bogów jest poniekąd umowna, nie jest jednak przecież bez znaczenia. Bóstwa władające energią jang zwykło się przedstawiać jako męskie, energią jin jako żeńskie. Można założyć, że męskość Siwy została przyjęta po to, aby utrzymać patriarchalny obraz religii, która w istocie czci na pierwszym miejscu element żeński. Aby – pomimo zmiany płci – zachować u Siwy żeńskie atrybuty, przydano mu żonę Śakti, która ma kilka postaci, m.in. Kali i Parwati. Symbolizuje to władanie żeńską energią. Był to z pewnością już ten etap, kiedy zarówno świadomość ludzka, jak i stosunki społeczne zaczęły ulegać degeneracji. Sama Pierwotna Energia, Ocean Kosmicznej Informacji, jest niejako chaosem. Dopiero element jang – Świadomość, rozróźnia i porządkuje tę informację (z kolei bez Pierwotnej Energii nie mogłoby powstać Życie; Żywia jest niejako dawczynią budulca, z którego życie powstaje). Demony czczą chaos, odrzucają Świadomość. Stąd właśnie powstały niektóre wynaturzone, demoniczne formy siwaizmu (podobnie złowrogi charakter zdaje się mieć Czarnobóg). Oczywiście nie ma nic złego w czczeniu bogini Żywii, wręcz przeciwnie. Jednakoż, jak to dobrze ujął Trehlebow: należy podlewać całe drzewo, a nie pojedyncze listki czy gałęzie.

Wyszeń – Kosmiczna Inteligencja, Kosmiczny Umysł, Wisznu, Mahat. W człowieku: ciało buddyczne (buddhi, czyli ciało inteligencji). Wyszeń, łącząc energie jin i jang, tworzy nasz Wszechświat.

Te trzy Bóstwa świata Prawi tworzą słowiańskiego Trygława (i analogicznie Trimurti w hinduizmie).

Sławi

Świat Sławi jest rozwinięciem (czyli odbiciem na kolejnym, bardziej zróżnicowanym informacyjnie poziomie) najbardziej pierwotnych, podstawowych praw zapisanych w świecie Prawi. Świat Sławi zamieszkuje wielu Bogów, można by powiedzieć, że ile ciał niebieskich, tylu Bogów. Wielu z nich zajmuje się tworzeniem własnych egregorów. W człowieku narzędziem służącym do poruszania się w polu informacyjnym świata Sławi jest ciało przyczynowe (kołubie). Pierwsi Bogowie świata Sławi, władający (tzn. utrzymujący w ładzie) naszą rzeczywistością to:

Swaróg – władca naszej Galaktyki, jest odbiciem (synem) Wyszenia w naszym świecie.

Dadźbóg – Słońce, władca Układu Słonecznego.

Perun – władca energii elektrycznej (światła elektrycznego), niektórzy wiążą go z kryształem-jądrem Ziemi. Jest opiekunem wojowników oraz męskich cech i zajęć w ogóle.

Łada – rdzeń la oznacza duszę, miano „Łada” można by więc również rozumieć jako „dająca duszę” – tutaj już na kolejnym poziomie. Jest ona przejawieniem żeńskiej energii jin w świecie Sławi, opiekunką żeńczyn i żeńskich przymiotów, takich jak piękno, uczucia, łagodność. O kimś, kto ma te energie zablokowane w sobie mówi się, że jest „bezduszny”.

Mokosz – władczyni losu, czyli prawa karmy. Jeśli człowiek osiągnie stan wyzwolenia od karmy (tzn. włada własną karmą), mówi się, iż osiągnął świadomość Mokoszy, czyli mokszę. Mokosz jest również opiekunką kobiecych zajęć. Jej córki-asystentki to Śrecza (Dola, bogini dobrego losu i pomyślności) oraz Nieśrecza (Niedola).

Nawi

Świat Nawi jest światem energetycznie wtórnym, to znaczy energia znajdująca się w tym świecie pochodzi albo z poziomu wyższego świata Sławi (naprzykład kiedy Bogowie tworzą swoje egregory, w świecie Nawi powstają odpowiadające im obszary – rajskie krainy różnych religii itp.), albo z poziomu Jawi (ludzie zasilają świat Nawi swoimi wyobrażeniami oraz emocjami). Władanie światem Nawi odbywa się więc z wyższego wibracyjnie (energetycznie) świata Sławi.

Nawi dzieli się na dwa poziomy: wyższy i niższy (lub męski i żeński).

Wyższy poziom to tzw. świat mentalny, świat obrazów, wyobrażeń. Władcą energii tego świata jest Weles. Do poruszania się w obszarze tego świata służy człowiekowi ciało mentalne (kłubie). Weles uważany jest więc zarówno za Boga bogactwa (oraz bydła, które niegdyś było uważane za wyznacznik statusu materialnego) – jako że ciało mentalne Człowieka odpowiednio użytkowane w istocie jest swoistym narzędziem „spełniającym życzenia”, jak i łącznika z Przodkami i ich mądrością (jako że Wyższe Nawi zamieszkiwane jest przez wielu czcigodnych Przodków naszych). W części świata mentalnego zwanej Kroniką Akaszy zapisana jest zaś cała informacja o dziejach naszego Świata.

Nizszy poziom to tzw. świat astralny – świat emocji (w odróżnieniu od wyższych wibracyjnie i czystych uczuć). Człowiek porusza się po jego obszarze za pomocą ciała astralnego (ciała nawi). Światem tym włada bogini Mara. Stąd uważa się ją za władczynię upiorów i duchów, chociaż niższe Nawi, czyli świat astralny, również ma swoje poziomy energetyczne i nie wszystkie duchy go zamieszkujące są koniecznie upiorami czy demonami. Przyjęło się również uważać Marę za boginię śmierci, jako że jest to pierwszy z subtelnych światów, do którego wędrują dusze po śmierci. Przechodzą tam one oczyszczenie karmy. Toteż święte dusze (czyli te, które nie nagromadziły podczas wcielenia ciężkiej energii astralnej), zaglądają tam na bardzo krótko albo wcale i wędrują do światów mentalnego lub wyższych. Niektóre zagubione dusze potrafią błąkać się po astralnych krainach całe wieki, a czasami jakiś fragment duszy może pozostać w świecie astralnym nawet po wcieleniu się reszty energii duszy w nowe ciało fizyczne. Faktem jest też, że świat astralny jest ze wszystkich światów energetycznych najbardziej nietrwały i iluzoryczny. Nazwa „marzenia” odnosi się właśnie do czegoś nierealnego, złudnego, ulotnego (chociażby marzenia senne, które zazwyczaj są właśnie błąkaniem się po krainach świata astralnego, jakkolwiek istnieją oczywiście sny zawierające informacje z wyższych energetycznie poziomów).

Swoistym łącznikiem między światami Nawi i Jawi jest Bóg Księżyca, Chors. Aktywność Księżyca ścisle związana jest właśnie z mentalną i emocjonalną sferą funkcjonowania Człowieka. Księżyc w dużym stopniu reguluje również ziemską biosferę, która jest niejako psychiczną energią Ziemi.

Pomimo tradycyjnego przeciwstawienia sobie Słońca i Księżyca jako jang i jin, energia księżycowa jest jednak energią słoneczną, energią jang – tyle, że w jej aspekcie jin (dlatego Chorsa uznaje się nieraz za bóstwo słoneczne). Jeśli istnieje biegun jin dla słonecznej energii jang, to jest nim energia Ziemi, a nie Księżyca. Dlatego w tradycji słowiańskiej Bogiem Księżyca jest męski Chors (w przeciwieństwie np. do rzymskiej Luny czy greckiej Selene).

W tym miejscu chciałbym jeszcze usprawiedliwić nieobecność na powyższym „drzewie” prominentnego poniekąd w słowiańskich kręgach Boga Kryszenia, chociaż w jego temacie panuje niejakie pomieszanie (naprzykład Aleksiej Trehlebow w Koszunach Finista utożsamia go z Koładą, a Czesław Białczyński w pierwszym tomie Mitologii Słowian – z Kupałą). Według Bhagavadgity Kriszna (dość zgodnie uważany za słowiańskiego Kryszenia) jest wcieleniem Wisznu, czyli Wyszenia, a więc w tym wypadku nie za bardzo jest sens uważać go za odrębne bóstwo. W innej swojej wypowiedzi Trehlebow tłumaczy, iż Kryszeń jest młodym Bogiem świata Sławi, i ta wersja wydaje się przekonująca, jest ona zresztą w grunice rzeczy zgodna również z przesłaniem Bhagavadgity. Jak wspomniałem, świat Sławi zamieszkuje wielu Bogów, w tym także Bogów młodych, którzy często zajmują się tworzeniem własnych wyznań i egregorów. Kryszenia można więc za takiego „awatara” uważać i chyba (zachowując cały szacunek do jego postaci) nie ma sensu nadawać mu jakiegoś szczególnego miejsca na drzewie Bogów. Idąc tym tropem mogliby się na nim pojawić również chociażby Jezus i Budda. A swoją drogą, mnie osobiście zastanawia pokrewieństwo tych trzech wyrazów: Chors, Kryszeń, Chrystus. Wszystkie można połączyć wspólnym rdzeniem krs lub chrs, którą to wymienność dość łatwo uzasadnić. Być może jest to kombinowanie, ale jako Słowianin zwracam uwagę na słowa. Kṛṣṇa w sanskrycie znaczy czarny, a samo to słowo odnosi się również do ubywającej fazy Księżyca właśnie. Zarówno Kriszna jak i Chrystus byli założycielami religii, które w istocie są kultami księżycowymi. Chociaż Jezus, którego imię oryginalnie brzmiało Isa, nie założył chrześcijaństwa ani islamu, to jednak jego nauki – nawet jeśli bardziej lub mniej zniekształcone – legły u podstaw obu. Poza tym wszystko wskazuje na to, iż jego celem było właśnie stworzenie „białomagicznej” religii dla Żydów, która miałaby im zastąpić dotychczasowy czarnomagiczny judaizm.

Jawi

Człowiekowi do funkcjonowania w świecie Jawi potrzebne są dwa wehikuły: ciało jawne (fizyczne) oraz ściśle z nim powiązane ciało energii (eteryczne, ogniste, praniczne, ciało żagie).

Głównymi władcami (czyli, przypomnijmy raz jeszcze, utrzymującymi go w ładzie, w równowadze) świata Jawi jest czterech Bogów stron, pór i żywiołów (elementów). Nazywa się ich więc również władcami czasu i przestrzeni.

Kołada – jest Bogiem zimy, północy, oraz żywiołu wiatru/powietrza/gazu.

Jaryło – Bóg wiosny (stąd np. rośliny jare), wschodu (kojarzony również ze wschodem Słońca, a także odrodzeniem się Słońca na wiosnę – uznawany więc często za bóstwo słoneczne), oraz żywiołu ognia (wyrażenia: jarać, jarzyć)/światła.

Kupała – Bogini lata, południa, żywiołu wody/cieczy.

Siem (czyli nasza Mateńka Ziemia) – to Bogini jesieni (w czasie jesieni zaczyna dominować energia jin związana z Ziemią, a Przyroda oddaje Ziemi materię, aby powstało z niej nowe życie), zachodu, żywiołu ziemi/ciała stałego.

Żywioły materialne można również połączyć ze zmysłami, których jest pięć. Piątym żywiołem zaś według nauki wedyjskiej jest eter. Utrzymuje on cztery główne elementy w równowadze. Włada nim Bogini Rodżana (Przyroda), ona też czuwa nad harmonijnymi zmianami pór roku (około dwutygodniowe okresy przejściowe między porami). Jeśli chodzi zaś o przestrzeń, to opiekuje się ona środkiem, centrum, miejscem tutejszym. Można powiedzieć, że jest ona zwierzchniczką Bogów stron, pór i żywiołów. Włada ona energią życiową (prana), którą przepełniona jest cała Przyroda.

W ten sposób całe Boskie Stworzenie zawiera się między Rodem a Rodżaną – między Bogiem i ostatecznym ogniwem Jego Stworzenia – Przyrodą. Najdoskonalszym stworzeniem pośród Przyrody, obrazem Boga wśród niej – jest Człowiek.

Nażyr Ludowit

Wypisy z doktora Miszry: prawa umysłu

dr Rammurti Szriram Miszra (Śri Brahmananda Saraswati)

Źródło: Rammurti S. Mishra, Fundamentals of Yoga, Julian Press, Nowy Jork 1959. W Polsce pozycja wydana w tłumaczeniu Michała Uroczyńskiego przez Polskie Towarzystwo Higieny Psychicznej w 1985 roku oraz dziesięć lat później przez wydawnictwo Trickster z Sosnowca.

Podstawowa przyczyna wszelkich zjawisk mentalnych to sugestia. Cały kosmos jest niczym innym jak sugestią; dzięki niej istnieje świat. Ona jest najstarszą i najpotężniejszą siłą przyrody. Ciągle, w każdej chwili poruszamy się dzięki naszej sugestii. Najpierw myślimy, potem zaś działamy.

Cała aktualna wiedza i to, co poznać zamierzamy, staje się naszą własnością dzięki sile sugestii. Nawet takie poznanie, które wydaje się nam bezpośrednie i spontaniczne, zachodzi dzięki mocy sugestii pierwotnej energii twórczej, dzięki wszechmocnemu, wszechobecnemu i wszechwiedzącemu Kosmicznemu Umysłowi – Kosmicznej Inteligencji Najwyższego. Wszelka wiedza była tutaj przed tobą i przed powstaniem tego świata. Będzie ona trwała wiecznie – przetrwa ciebie i świat. I to także stanie się za sprawą wielkiej siły sugestii.

Prawo sugestii, prawo boskiej woli jest niezawodne i absolutne. Cały ten świat: ignoranci i mędrcy, bogaci i biedni, wielcy i mali, młodzi i starzy, wszystko co żywe i martwe podporządkowane jest prawu sugestii. Nie ma wyjątku od tej reguły. Prędzej czy później każda sugestia powoduje określony skutek. Złe czy dobre, życie nasze rozwija się według naszej nieustannej sugestii.

Nieustannie nadajemy i odbieramy sugestie za pośrednictwem naszych zmysłów. Dziecko rozpoznaje miłość lub gniew w oczach swych rodziców. Korzystając z oczu i uszu, czytamy pisane sugestie i słuchamy w szkole wykładów. Dzięki nozdrzom wąchamy przyjemne lub przykre zapachy, zaś przez skórę czujemy dotyk i temperaturę. Te i podobne sugestie zwą się sugestiami zmysłowymi.

Gdy sugestię powtarza się wyłącznie w myśli, jest to sugestia mentalna. To najsilniejszy rodzaj sugestii.

W różnych rodzajach sugestii posługujemy się siłą umysłu i myślami, które są podstawą wszelkiej sugestii. Nikt nie wypowiedziałby słowa ani nie uczynił gestu, gdyby nie było to wynikiem jakiejś myśli. Słowa i czyny są tylko narzędziami myśli, którą wyrażają. A zatem wszystkie sugestie są kontynuacją sugestii mentalnych: powstają w umyśle i w umyśle się roztapiają. Podstawa wszystkich sugestii, sugestia mentalna, jest niezależna.

Sugestie mentalne są tak rzeczywiste jak otaczający nas wszechświat. Myśli są przedmiotami i przedmioty są myślami. Energię tworzy i kontroluje umysł. Sugestia mentalna jest najpotężniejszą siłą na świecie. Umysł to wszechświat, a wszechświat to manifestacja Kosmicznego Umysłu. Myśl jest materią i wszystkie rzeczy materialne są jedynie ekspresją umysłu.

Fal mentalnych, siły mentalnej nie wiążą przyczyny, skutki, czas i przestrzeń. Fale twojego umysłu mogą docierać do gwiazd oddalonych o miliony kilometrów. W jednej chwili możesz przekazać twe myśli osobie, która znajduje się daleko od ciebie. Możesz poznawać zdarzenia minione i przyszłe w podobny sposób, jak na rozłożonej mapie przemierzasz różne kraje.

Kiedy trapią nas zmartwienia, dzieje się to za sprawą sugestii naszego umysłu. Czujemy się zniewoleni i bezsilni. A przecież możemy sobie umysł podporządkować i stać się wolni. Ulegając sugestiom własnego umysłu, ludzie skazują siebie na cierpienie. Wszelkie sugestie winny być podporządkowane autosugestii. Muszą być aprobowane, jeśli są zgodne z autosugestią i odrzucane, jeśli jej przeczą.

Gdy fale mentalne wyłaniają się z umysłu podświadomego, mamy do czynienia z sugestią, kiedy zaś następnie przyjmują postać idei, wyobrażeń itp., stają się wówczas częścią świadomego umysłu i osobowości człowieka, który działa i reaguje właśnie pod ich wpływem. Jasne jest teraz, że za sprawą autosugestii siła mentalna gromadzi się, aby wytworzyć jakikolwiek nawyk. Wszelkie sugestie mentalne, słowne czy środowiskowe działają za pośrednictwem autosugestii. Możemy więc powiedzieć, że wszelkie sugestie są autosugestią. Człowiek nie może wykonać żadnej pracy, jeśli nie wzbudzi w sobie odpowiednich sugestii. Ludzkie obawy, cierpienia i choroby zależą również od autosugestii.

Autosugestia jest najlepszym i najskuteczniejszym lekarstwem. Dzięki niej człowiek może pozbyć się lęku przed bólem i cierpieniem, usunąć ze swego umysłu konflikty, zwyciężyć śmierć i wyzwolić się z wszelkich więzów.

Energia podświadomego umysłu jest bardzo rozproszona i nieustannie źle wykorzystywana przez autonomiczny układ nerwowy. W czasie niezliczonych wcieleń wysyłaliśmy do naszej podświadomości materialistyczne sugestie, dlatego teraz nasza wola nie ma wpływu na wiele funkcji psychofizycznych. Popadliśmy w hipnozę przez nasze własne błędy i fałszywe sugestie, uważając siebie wyłącznie za ciało, mimo że prawdziwa nasza natura jest wieczna, wszechwiedząca, wszechmocna i wszechobecna.

Praktykując jogę może człowiek pozbyć się hipnotycznego stanu, w który popadł przez destruktywne autosugestie – może osiągnąć naturalny, zdrowy stan umysłu. Praktyka jogi jest dehipnotyzacją. Ludzie sami przysparzają sobie cierpień i przez szkodliwe autosugestie wpędzają się w nieszczęścia. Wiele współczesnych filmów, telewizja, powieści sensacyjne współdziałają z tymi negatywnymi sugestiami.

Świadomy umysł jest przyczyną niewoli lub wolności Jaźni. Gdy skłania się ku przyziemnym, materialnym zainteresowaniom, Jaźń popada w niewolę. Kiedy jednak zwraca się ku wyższemu, duchowemu życiu, Jaźń zostaje wyzwolona.

Świadomy umysł może zmienić truciznę w nektar i nektar w truciznę, wybrać niebo lub piekło, życie lub śmierć, nieśmiertelność lub śmiertelność. Posiada od wszelkie możliwości, aby stać się najwyższą drogą wiodącą do Boga i jest zdolny ciążyć ku destrukcji.

Wszystkie niewolitywne funkcje ciała kontrolowane są przez umysł podświadomy (np. mięśnie niezależne od woli, narządy wewnętrzne, praca serca, płuc, nerek i gruczołów dokrewnych, przemiana materii). Umysł podświadomy pracuje nieprzerwanie, w stanie czuwania, snu zwyczajnego i głębokiego, podczas szoku, omdlenia, śpiączki itd.

Kiedy umysł podświadomy przejmuje na siebie kierowanie wszelkimi funkcjami, mówi się, iż człowiek staje się nieświadomy.

Umysł podświadomy jest zbiornikiem wszelkich przeżyć, doświadczeń i wspomnień. Projektuje je w takich stanach świadomości jak czuwanie i sen.

Do podświadomego umysłu mają dostęp wszelkie sugestie słowne, mentalne i środowiskowe.

Kiedy umysł świadomy i podświadomy jednoczą się w harmonii, tworzą wówczas umysł nadświadomy.

Umysł nadświadomy posiada wieczny byt, wieczną mądrość, pokój i szczęśliwość. Sprawuje on kontrolę nad innymi umysłami.

Zapamiętaj: wszystkie stany umysłu poza nadświadomym są względnie rzeczywiste, są bowiem uwarunkowane. Bezwzględnie i trwale rzeczywisty jest tylko stan nadświadomości. Kiedy nadświadomy stan ukaże się na czystym niebie twojego umysłu, wszystkie inne stany rozproszą się, tak jak noc rozpraszają narodziny dnia.

Nadświadomość jest istotą i ukoronowaniem wszystkich stanów umysłu. Joga ma za zadanie dopomożenie uczniowi w osiągnięciu stanu nadświadomości.

Musimy zrozumieć nasze codzienne życie i ogromną rolę umysłu podświadomego. Każdy dzień naszego życia wypełniony jest pohipnotycznymi sugestiami. Bez przerwy sugerujemy sobie przyszłą pracę; zaraz po porannym przebudzeniu wypełniamy podświadomy umysł sugestiami zajęć na cały dzień. Podczas studiów dajemy sugestie pomocne w uzyskaniu dyplomu czy tytułu naukowego. Gdy układamy jakikolwiek plan, sugerujemy sobie przeróżne przyszłe działania. Bez przerwy hipnotyczne sugestie! Chcąc uwolnić się od tej hipnozy musimy zastosować silne sugestie mentalne dehipnotyzujące. Wszystkie nasze działania, nawyki czy dokonania są efektem uprzednich sugestii na podświadomy umysł, i tym są silniejsze, im większa była moc tych dawnych sugestii. Skieruj więc silną, pozytywną sugestię do podświadomego umysłu. Praktykując to regularnie, już wkrótce zauważysz, że twój podświadomy umysł jest ci posłuszny całą dobę, przez okrągły rok. Twój sen będzie zgodny z twoimi sugestiami, rozjaśnią one twe życie, uczynią je pełnym, szczęśliwym, a przez to pomogą i światu. Stosuj pozytywne sugestie w rodzaju: „Z każdym dniem będę coraz bardziej zrelaksowany, mocniejszy, szczęśliwszy; będę żył coraz uczciwiej, coraz lepiej działał i więcej pomagał innym. Uwolnię się od lenistwa, niskich pragnień i niewiedzy. Każda medytacja otwierać mi będzie nowe horyzonty, z każdą medytacją osiągał będę nowe życie i nowe światło.”

W przeszłości dawałeś złe sugestie, ich skutki zatem nie mogły być dobre. Dlatego zdaje ci się, że twój podświadomy umysł działa przeciwko tobie. Wcale tak nie jest: to twoje własne uprzednie złe sugestie działają przeciwko twej obecnej sytuacji. Teraźniejsze życie jest rezultatem sugestii wysuwanych we wszystkich minionych wcieleniach, tak jak przyszłe życie będzie efektem dzisiejszych sugestii. Jeśli pragniesz dobrego, szczęśliwego życia i oświecenia, już dziś dawaj tylko jasne, pozytywne sugestie swemu podświadomemu umysłowi.

Jak deszcz nie przecieknie przez dobry dach, tak namiętności będą obce rozważnemu umysłowi. Bezmyślność jest przyczyną cierpień i śmierci, a dobre myślenie jest eliksirem i źródłem wiecznego życia. Czujnego śmierć nie zaskoczy, a bezmyślni są już martwi.

Tylko wolny od nieczystych myśli osiąga zbawienie. Droga do niewinności jest prosta: z łaski anahat nady (siabda brahmana), poprzez skupienie i medytację na nim uzyskamy wewnętrzny probierz, i jeśli tylko pojawi się nieczysta myśl, natychmiast konfrontujemy ją z przeciwną – czystą.

Czuwaj nieustannie nad umysłem i myślami. Prowadź umysł z ciemności ku światłu, od cierpienia do życia, od śmierci do nieśmiertelności, ze złudzeń do rzeczywistości i bądź pełen szczęścia.

Musisz jasno zdawać sobie sprawę z niezłomnej decyzji zmiany swego życia i przetworzenia własnego umysłu świadomego i podświadomego w umysł nadświadomy.

Dołóż wszelkich starań, aby twój umysł stał się pogodny i spokojny. Warunkiem wstąpienia na ścieżkę jogi jest spokój umysłu.

Aby osiągnąć wyciszenie i pokój umysłu, należy wprowadzić w życie następujące cztery reguły:

1. Szukać towarzystwa ludzi światłych, wyzwolonych, albowiem wiedzą oni, czym jest prawdziwe szczęście.

2. Głęboko współczuć w smutkach i cierpieniach innych ludzi.

3. Być otwartym i radować się z przebywania w towarzystwie ludzi prawych i zacnych.

4. Zachować spokój i obojętność w stosunku do ludzi złośliwych, agresywnych.

Wykorzystuj każdą okazję, aby wzrastać w prawdzie i odrzucaj zdecydowanie fałsz oraz przesądy.

Rozwijaj w sobie wiarę i nie ulegaj przygnębieniu.

Mówienie prawdy, prostota i jasność wypowiedzi oraz spokój umysłu to niezawodne czynniki twojego powodzenia.

Podczas skupienia winieneś posiadać niezachwianą wiarę w siebie i w naturę, która obecna jest w tobie i wokół ciebie, która jest matką słońc, gwiazd i planet.

Wiedz, iż mentalne i naturalne siły gotowe są ofiarować ci to, czego dotychczas w ogóle nie znałeś. Boskie siły służą ci zresztą nieustannie, niezależnie od tego, czy zdajesz sobie z nich sprawę, czy nie; nawet przed narodzinami i po śmierci, kiedy żadna rzecz materialna nie może ci już towarzyszyć. Gdziekolwiek się udasz, one będą tam przed tobą.

Zawsze pamiętaj o wiecznej Świadomości obecnej w twoim sercu. Ona jest twym prawdziwym mistrzem. To ona wyzwoli cię z wszelkich więzów. Przejawia się w tobie w postaci różnych boskich dźwięków (anahat nada), będących niewyrażalną, subtelną, ciągłą wibracją muzyczną „słyszaną” we wnętrzu głowy. Podobna wibracja powstaje przy wymawianiu zgłoski OM.

Praktykuj i osiągnij nirwanę. OM.

dr Rammurti Szriram Miszra – Śri Brahmananda Saraswati

Fizyczna nieśmiertelność. Długowieczny naród Ariów

Aubrey de Grey

Kulturę aryjską tworzą i kontynuują ludzie świadomi swego boskiego dziedzictwa, rozwijający i doskonalący w sobie cechy Bogów, niebiańskich rodziców. Zawierają się w nich: miłosierdzie, sprawiedliwość, mądrość, szlachetność, moc, prostota, radość, życzliwość, dostatek, szczodrość, zdrowie, piękno i wiele innych. Trudnym do zaakceptowania dla współczesnej, zniewolonej mentalności przymiotem Asów jest nieśmiertelność – nie tylko duchowa, ale i cielesna. Chrześcijaństwo nałożyło na umysły ludzkie ciężkie okowy jewrejskiej mitologii: „z prochu powstałeś, w proch się obrócisz”; zaczadzeni biblijnym wyziewem Słowianie zaczęli upatrywać w śmierci wyzwolenia z trudów tego łez padołu, bramy wiodącej ku Ojcu Niebieskiemu. Inni splunęli butnie na wszelką mistykę, sprowadzając swą egzystencję do chemicznych i fizjologicznych reakcji opisywanych w dekadenckich, akademickich mamidłach.

Z ideą fizycznej nieśmiertelności zetknąłem się po raz pierwszy w wieku 16 lat za sprawą książki Leonarda Orra. Być może, przeszedłbym obok niej obojętnie, gdyby nie rekomendacja szacownego wuja, który stanowił wówczas dla mnie nie lada autorytet. Sugestywne, nieco dziwaczne treści odkrywcy rebirthingu wywróciły mój nastoletni światopogląd do góry nogami: oto cała – poczciwa, wydawałoby się – wizja życia, starości i śmierci jako nieodwracalnego, odwiecznego, naturalnego porządku, legła w gruzach. Upłynęło dobre kilka dni, zanim miejsce wstrząsu, przygnębienia i dezorientacji zajęły w mojej psychice entuzjazm i poczucie wolności. Od tamtej pory temat życia wiecznego w materialnym ciele pracuje we mnie nieustannie z różną intensywnością. Dziś, po prawie dwudziestu latach, nadal uważam oswobodzenie ludzkości z destruktywnej filozofii śmierci za jeden z podstawowych kroków ku społecznemu oświeceniu i odbudowie aryjskiej kultury.

Jakkolwiek negowanie nieuchronności umierania nie natrafia na poważne traktowanie w szerszych kręgach, ma ono swojego przedstawiciela także w świecie uniwersyteckim. Doktor Aubrey de Grey (na zdjęciu) twierdzi, że proces starzenia się można kontrolować – spowalniać i odwracać. Ten typ „naukowego” myślenia stoi w zasadzie w sprzeczności z podejściem aryjskim: zakłada ułomność ciała człowieka i opcję skorygowania jej dzięki postępowi techniki, chociaż wrodzone niedomaganie na poziomie komórkowym wynika zdaniem de Grey’a z utrwalonych błędów genetycznych (co należy uznać w znacznej mierze za prawdę). Pokładanie nadziei w biotechnologiach zbliża pracę Aubreya de Grey do nurtów transhumanistycznych, dążących do spreparowania pozbawionej ograniczeń istoty ludzkiej (human+) za pomocą inżynierii laboratoryjnej. Futurystyczny raj supercyborgów oznaczałby raczej ostateczne zwycięstwo demonicznej technokracji niż urzeczywistnienie przyrodzonej nam boskości.

Co siedem lat następuje całkowita wymiana wszystkich komórek ciała. Nowo powstałe komórki zazwyczaj reprodukują uszkodzenia wcześniejszych – tylko dlatego tkanki ulegają stopniowej degeneracji, nazywanej dziś błędnie „starzeniem” („starość” pierwotnie oznaczała stan wręcz odwrotny). Podłoże tej patologii to destruktywnie ukierunkowana psychika, zakodowana na przestrzeni wieków w pogłębiających się wadach genetycznych. Dopiero takie przekazywane dziedzicznie zaburzenia psychosomatyczne prowadzą do petryfikacji skrzywionego spojrzenia na przyrodę i środowisko; są motorem krótkowzrocznych wynalazków i bezrefleksyjnych przedsięwzięć przynoszących potworne zanieczyszczenie naturalnego ekosystemu, a zatem również samego organizmu ludzkiego. W ten sposób zwyrodnienie ciała przyspiesza jeszcze silniej; próby stymulacji przy użyciu środków medycznych przynoszą rezultat jedynie doraźny. Coraz powszechniejsza dziś demencja spowodowana jest sztucznym opóźnianiem degeneracji ciała – medykamenty nie potrafią hamować postępującej równolegle dezintegracji mózgu. Człowiekowi nie pozwala się zatem godnie odejść z tego świata  – w imię ratowania życia jako rzekomo najwyższej wartości. Tymczasem obok spokojnie napędza się cywilizację śmierci, w której życie ludzkie przelicza się na kapitał – młodość jako potencjał eksploatacyjny, chorobę i kalectwo jako źródło dochodu; idea życia wiecznego pozostaje wyśmiana, w sferze abstrakcji, zaszeregowana do gatunku science fiction czy fantasy.

Aryjska długowieczność przekracza znacznie dokonania patriarchów Księgi Rodzaju – ci dociągali do niespełna tysiąca lat. Co współcześnie wydaje nam się wiekiem baśniowym, w rzeczywistości zakrawa ledwie na przedsionek prawdziwego życia, podobnie jak osiągnięcia słynnej, taoistycznej szkoły długowiecznych. Długość żywota dzieci Bogów zależy od ich woli – woli życia. Żyjemy więc tak długo, jak to potrzebne nam i naszym potomnym, naszemu rodowi. Odchodzimy natomiast nie konając i rozkładając się, a w sławie i świetle – dlatego też możemy w każdej chwili wrócić, by krzepić nasze dziatki jako Przodkowie zstępujący z niebios – Bogowie.

Żdan Borod